Niemrawe nasączanie skorupki

W połowie lat osiemdziesiątych, kiedy to dla wielu amerykańskich i zachodnioeuropejskich uczniów komputery stały się normalnym narzędziem nauki, w polskim Ministerstwie Oświaty i Nauki dopiero rodził się ''Program powszechnej edukacji w zakresie wiedzy informatycznej oraz wdrażania i zastosowania techniki komputerowej w procesach kształcenia w średnich szkołach ogólnokształcących i zawodowych w latach 1986-1990''.

W połowie lat osiemdziesiątych, kiedy to dla wielu amerykańskich i zachodnioeuropejskich uczniów komputery stały się normalnym narzędziem nauki, w polskim Ministerstwie Oświaty i Nauki dopiero rodził się ''Program powszechnej edukacji w zakresie wiedzy informatycznej oraz wdrażania i zastosowania techniki komputerowej w procesach kształcenia w średnich szkołach ogólnokształcących i zawodowych w latach 1986-1990''.

Początkowo jego wcielaniem w życie zajmowały się raptem dwie osoby, przy braku oznak zainteresowania sprawą przez jakikolwiek inny departament i związane z tym resortem instytuty naukowe. Dopiero w 1988 r. włączyły się do realizacji programu Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Pomocy Naukowych i Sprzętu Szkolnego, a konkretnie jego Zakład Edukacji Komputerowej oraz Centrum Doskonalenia Nauczycieli. Przy kuratoriach powstały stanowiska wizytatorów-metodyków programowych ds. informatyki, dziś zwanych koordynatorami. Dopiero jednak w 1990 r. zorganizowano w Ministerstwie Edukacji Narodowej Samodzielny Wydział Informatyki, któremu udało się zyskać sojuszników w licznie powstających fundacjach.

Gdyby przyjrzeć się bliżej ludziom rozpoczynającym to zbożne dzieło, okazałoby się, że zasiew informatyki w polskich szkołach to efekt pracy wąskiej grupki zapaleńców, świadomych, że czego się Jaś nie nauczył, tego Jan nie będzie umiał. Ta nieliczna grupa musiała opracować i rozwinąć cały system organizacyjny i kadrowy, przygotować nauczycieli, zacząć wyposażać szkoły w sprzęt, oprogramowanie, a także wzbudzić wśród informatyków zainteresowanie pracą naukowo-badawczą na rzecz polskiej szkoły.

Najpierw uczy się Jan

Czynnikiem determinującym wszystkie poczynania związane z edukacją informatyczną - stwierdza Krzysztof J. ?więcicki, główny specjalista w Samodzielnym Wydziale Informatyki MEN - było przygotowanie nauczycieli przedmiotu "elementy informatyki" oraz zastosowanie komputerów do nauczania innych przedmiotów.

Program przewidywał trzy główne formy kształcenia informatycznego w szkołach średnich: nauczanie przedmiotu elementy informatyki, wspomaganie komputerem nauczania różnych przedmiotów szkolnych, szkolne kółka zainteresowań. Zaczynać trzeba było nieomal od zera. Informatyków po wyższych studiach szkoły nie wabią ani możliwościami zawodowymi, ani warunkami finansowymi. W tej sytuacji oświata musiała postawić na wykształcenie własnej kadry na studiach podyplomowych. W roku szkolnym 1986/1987 prowadziło je 8 uczelni w kraju. Obecnie para się tym 18 uczelni, a także Centrum Doskonalenia Nauczycieli. Chętnych zawsze było więcej niż miejsc. Wiosną ub.r. na informatykę do Centralnego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli zgłosiło się 500 chętnych, ale miejsc było tylko 50.

Gdzie jesteśmy?

Obecnie w ok. 3 tys. szkół ponadpodstawowych są wykształceni informatycy. Ale szkół tych jest ponad 4 tys., a razem z podstawowymi, gdzie nauczanie kanonów informatyki również by się przydało, ponad 20 tys. Dotychczas MEN płacił za dokształcanie nauczycieli. Obecnie brak mu na to środków. Opłaty zaś na studiach podyplomowych stają się problemem dla nie najlepiej opłacanych nauczycieli. Gdyby mieli pewność, że dzięki podniesieniu kwalifikacji otrzymają specjalny dodatek - może wielu zdecydowałoby się na taką inwestycję w samego siebie. Szkół nie stać jednak na wypłacanie normalnych poborów, a cóż dopiero dodatków. Równocześnie domagają się one wprowadzenia informatyki coraz częściej jako zajęcia obowiązkowego. Postulują to nie tylko szkoły, ale również uczniowie i ich rodzice. Nic w tym dziwnego. Absolwenci szkół średnich z opanowanymi podstawami informatyki dostają pracę znacznie łatwiej niż ich koledzy, którzy nie liznęli tej wiedzy.

Dokształcania domagają się również nauczyciele przedmiotów, którzy mogliby posługiwać się komputerem jako narzędziem wspomagającym nauczanie. Z myślą o nich właśnie organizowano specjalne kursy, specjalizowały się w tym zwłaszcza Fundacja im. B. Dembińskiego w Miedzeszynie i Ogólnopolska Fundacja Edukacji Komputerowej. Koszty kształcenia pokrywało MEN. Nauczyciele zapoznawali się z podstawowymi zasadami obsługi komputera, edytorami tekstu, arkuszami kalkulacyjnymi itp. Niestety, dziś i na te kursy brak środków.

Różnorodność biedą malowana

Drugim podstawowym warunkiem realizacji programu było i jest nadal wyposażenie szkół w sprzęt. Przy braku środków dewizowych w drugiej połowie lat 80. decyzja mogła być tylko jedna - komputery polskiej produkcji. W wyniku konkursu, któremu patronowała Ogólnopolska Fundacja Edukacji Komputerowej, wybrano produkt wrocławskiego ELWRO-800 JUNIOR. Do końca 1986 r. Zakłady Elwro miały dostarczyć do resortu oświaty 100 sztuk JUNIORÓW dla przeprowadzenia testów. Nie dostarczyły. Dopiero pod koniec 1987 r. dotarło 200 niekompletnych JUNIORÓW, bez drukarek, tzw. zestawów autonomicznych i z wadliwymi stacjami dysków. Nie dość na tym. Serwis w wielu województwach nie był przystosowany do instalacji sprzętu oraz - co gorsza - do jego ciągłych napraw. Jedna ze szkół białostockich otrzymała 8 JUNIORÓW, z których 7 od początku nie działało.

W 1988 r., zamiast zamówionych 300 sztuk, dostarczono z Wrocławia ok. 250 zestawów, zaś w 1989 r. z powodu braku monitorów praktycznie wstrzymano dostawy tego sprzętu. Szkoły, które jeszcze go mają, ciągle borykają się z serwisem i brakiem części zamiennych. ELWRO zaś boryka się z recesją i brakiem odbiorców na swoje wyroby.

Niektóre szkoły oraz MEN na szczęście nie czekały na wrocławski cud. Już w 1986 r. udało się za pieniądze z resortu wyposażyć 18 pracowni szkolnych i metodycznych w komputery ZX-SPECTRUM wraz z dodatkowym wyposażeniem. Na przełomie 1986 i 1987 r. zakupiono ze środków centralnych 1700 mikrokomputerów SPECTRAVIDEO SVI-738 japońskiego systemu MSX, z wbudowaną stacją dysków 3,5 i monitorem. W latach następnych zakupiono jeszcze ok. 2800 sztuk tych komputerów, uzupełniając zestawy szkolnych pracowni japońskimi drukarkami i dodatkowymi stacjami dysków 5,25. W 1987 r., za pośrednictwem Centralnej, Składnicy Harcerskiej do szkół dotarło ponad tysiąc komputerów TIMEX, zgodnych z ZX-Spectrum. Wiele komputerów dla szkół kupiono w tym okresie za pieniądze komitetów rodzicielskich, zakładów patronackich itp.

W 1990 r. podjęto decyzję zakupu ze środków centralnych pracowni komputerowych dla 400 szkół. Są to klony IBM. Każda pracownia składa się z siedmiu komputerów XT/PC i jednego AT/PC, drukarki i myszy. W 1990 r. wpuszczono także do tej menażerii 50 zestawów złożonych z 7 komputerów MacIntosh Classic, jednego LC2 z kolorowym monitorem oraz innych urządzeń peryferyjnych. Wartość całego kontraktu wyniosła ok. 1 mln USD. Cena tych Apple'i - twierdzi p. ?więcicki - była porównywalna z ceną klonów IBM. MEN zakupił też centralnie dla 50 szkolnych pracowni niemiecką sieć edukacyjną FISCHERNET, porownywalną z Novellem, ale mającą dodatkowo pewne funkcje dydaktyczne. Co dalej?

Jaka jest przyszłość szkolnej informatyki z tą zbieraniną sprzętu z całego świata? Czy w ogóle można marzyć o połączeniu siecią szkolnych pracowni w przyszłości? Kiedy będzie nas już na to stać - mówi p. ?więcicki - wszystkie, albo prawie wszystkie komputery, które dziś znajdują się w szkole, wylądują na złomowisku. Komputer w szkole ma krótki żywot, 4 - 5 lat. ZX-SPECTRUM już są wyeksploatowane do granic możliwości. Równocześnie nadal zagrożeniem dla obecnego stanu posiadania szkół jest brak środków na serwis, a także części zamiennych. Nadzieją zaś jedynie rosnący nacisk uczniów i rodziców na dostęp do komputerów.

Poletko niczyje

Zapewnienie szkołom właściwej jakości oprogramowania dydaktycznego oraz wydawnictw (podręczników, zbiorów zadań, literatury popularnonaukowej) stanowi - jak czytamy w miesięczniku "Komputer w Szkole" (marzec 1991) - zadanie, które od początku sprawia największe trudności.

Nikt nie zajmuje się organizacją wydawania tego rodzaju odpowiednio przygotowanej literatury, nie ujawnili się dotąd autorzy programów dydaktycznych. Barierę stanowi także brak przepisów prawnych w zakresie upowszechniania programów, wynagradzania i ochrony praw autorskich. Dopiero w 1990 r. zakończono dwa resortowe programy badawcze, których celem było wypracowanie metodologii stosowania komputerów w nauczaniu. Jeden z nich przeznaczony jest dla szkolnictwa wyższego, drugi dla średniego.

Na VI konferencji "Informatyka w szkole", formalnie rzecz ujmując, zaprezentowano ok. 100 programów edukacyjnych. Trudno niestety, ocenić ich jakość, z reguły nie towarzyszą im instrukcje metodyczne, opisujące intencje pedagogiczne. Nie wydano katalogu tych programów, nie ustalono zasad rejestracji. Funkcjonują one praktycznie w próżni. Przyczyn tego stanu rzeczy jest kilka. W zasadzie każdy program wprowadzany do szkół powinien być opiniowany przez MEN lub upoważnioną jego agendę. Teoretycznie założenie jest słuszne. Chodzi bowiem o to, by uniknąć podawania błędów merytorycznych, a takie już się podobno w robionych na dziko programach zdarzały.

Koordynacji procesu opiniowania programów dydaktycznych i wydawania katalogu, który miał być ciągle uzupełniany, podjął się w 1988 r. Zakład Edukacji Komputerowej Ośrodka Badawczo-Rozwojowego Pomocy Naukowych i Sprzętu Szkolnego. Zadanie przerosło jednak możliwości zakładu. Dysponuje on zbyt szczupłą kadrą, zaś firmy, które dawały swoje programy do opiniowania, skarżyły się na długotrwałość tego procesu. MEN z kolei nie zgadza się na umieszczanie w katalogu i tworzenie banku informacji o programach, które uprzednio nie zostały ocenione przez specjalistów. Szkoły wyposażone w JUNIOR-y mają do dyspozycji programy pisane specjalnie dla tych komputerów. Od 1990 r. mogą z nich korzystać też posiadacze pracowni wyposażonych w IBM PC. Firma VULKAN przygotowała dla nich specjalny emulator.

Tak więc również w dziedzinie softwaru dominuje metoda drobnych nie skoordynowanych kroczków. W minionym roku, mimo cięć budżetowych, zakupiono w izraelskiej firmie DEGEN dwa pakiety programów edukacyjnych, wspomagających nauczanie podstaw elektroniki. Niektóre z tych programów mogą być też wykorzystane na lekcjach fizyki. Ośrodki metodyczne otrzymają pakiet programów służących nauczaniu elementów informatyki. Nauczyciele mają je poddać weryfikacji. Centralnie też zakupiono od Borlanda, uzyskując bardzo dużą bonifikatę, Turbo Pascala 6.0 i Quatro Pro.

Dziś nikt nie potrafi powiedzieć, co będzie z programami dydaktycznymi, czy wreszcie pojawią się handlowe wersje, a więc z pełną dokumentacją i podręcznikami, programów przygotowanych w ramach dwóch resortowych przedsięwzięć badawczych. Wydaje się, że w oświacie, tak jak i w innych polskich instytucjach, które próbują się informatyzować, ciągle jeszcze najważniejsze jest "pudło". Jeżeli nawet inny poziom świadomości prezentują specjaliści z MEN i współpracujący z nimi koordynatorzy wojewódzcy i tak nie są oni w stanie przełamać bariery obecnie najpoważniejszej: braku środków.

* * * W tej sytuacji informatyka w szkołach może liczyć przede wszystkim na rodziców i bogatych patronów. Tak zresztą dzieje się już dziś, czego dowodzą docierające do nas sygnały z terenu (publikować je będziemy w rubryce pt. "Szkoła z Komputerem"). W wielu szkołach dobrowolnie opodatkowują się rodzice, a innym udaje się znaleźć zamożnych sponsorów. Jak twierdzi p. ?więcicki, w wielu województwach koordynatorzy ds. informatyki przy kuratoriach dokonują cudów, by straty były jak najmniejsze.

Szkolna informatyka tkwi nadal w niezbyt wygodnych powijakach. Jak wiadomo, właściwie pielęgnowane niemowlęta rosną w siłę, zaniedbywane - często nie dożywają wieku dorosłego lub też są cherlawe przez długie lata. Pamiętać o tym powinni ci, którzy w Polsce dziś żyją z informatyki i chcą z niej żyć w przyszłości.


TOP 200