Niełatwe pieniądze

Przystosowanie systemu informatycznego do jednolitej europejskiej waluty wymaga przewidzenia w ciągu kilku najbliższych lat politycznych i ekonomicznych trendów w każdym z państw członkowskich Europejskiej Unii Walutowej. Jest to tak samo proste, jak utrzymanie wody w zamkniętej dłoni.

Przystosowanie systemu informatycznego do jednolitej europejskiej waluty wymaga przewidzenia w ciągu kilku najbliższych lat politycznych i ekonomicznych trendów w każdym z państw członkowskich Europejskiej Unii Walutowej. Jest to tak samo proste, jak utrzymanie wody w zamkniętej dłoni.

Amerykańskich informatyków przytłacza ciężka praca w przygotowaniach do roku 2000. Także ze współczuciem należy myśleć o zestresowanych szefach działów informatycznych firm z Unii Europejskiej, mających jeszcze pilniejsze zadanie: wprowadzenie Europejskiej Unii Walutowej (European Monetary Union: EMU) i euro, które ma zacząć zastępować europejskie waluty od 1 stycznia 1999 r. Jednak w przeciwieństwie do prac podejmowanych przed końcem tysiąclecia, jednym z najtrudniejszych aspektów przygotowań do EMU jest zorientowanie się, do czego właściwie informatycy mają się przygotować. „To po prostu koszmar” - twierdzi Dennis Keeling, dyrektor Europejskiego Stowarzyszenia Twórców Oprogramowania Gospodarczego i Księgowego (Business and Accounting Software Developers Association - BASDA). Dennis Keeling, podobnie jak inne osoby przygotowujące się do wprowadzenia euro, czeka na dokładne wyjaśnienie niektórych zagadnień praktycznych. Chodzi m.in. o szczegóły dotyczące standardów księgowości, jakie będą obowiązywać po wprowadzeniu EMU, a które mają zostać opracowane na podstawie wyników czerwcowego spotkania szefów państw Unii Europejskiej w Amsterdamie. Do tego czasu „było bardzo niewiele regulacji prawnych, na których można byłoby się oprzeć; ponadto większość krajów pozostawia przedsiębiorstwom decyzję, co do sposobu spełnienia warunków EMU - jeśli kiedykolwiek Unia ta zaistnieje" - dodaje.

Niejasności dręczą szefów działów informatycznych, którzy przygotowują się do wprowadzenia jednolitej waluty. „Jednym z problemów jest niepewność, co do okoliczności wprowadzenia EMU” - mówi Simon Orebi Gann, dyrektor zarządzający ds. technologii informatycznych na Londyńskiej Międzynarodowej Giełdzie Transakcji Terminowych i Opcji (London International Financial Futures and Options Exchange - LIFFE), która stanowi jeden z głównych rynków finansowych Londynu i jest drugą na świecie giełdą instrumentów pochodnych po Giełdzie Opcji w Chicago (Chicago Board of Options Exchange). „Termin jest niejasny, kontekst polityczny jest niejasny i wymagania są niejasne” - mówi. Niemniej zapewnia jednak, że giełda LIFFE będzie gotowa w odpowiednim czasie.

„Giełda w Londynie jest w szczęśliwej sytuacji, ponieważ istnieje od niedawna” - dodaje. Została założona w 1982 roku, ma nowoczesny system i praca w systemie wielowalutowym nie jest dla niej nowością. Co najważniejsze, wprowadzanie zmian będzie ułatwione dzięki sposobowi działania LIFFE, który polega na tym, że wielu osób i instytucji zawiera transakcje w wielu walutach. Teraz będą musieli realizować to w jednej walucie. EMU „byłaby znacznie trudniejsza, gdybyśmy musieli pracować z euro, jako walutą funkcjonującą równolegle” - mówi Orebi Gann.

„Nie jest to zwykła wymiana walut obcych” - podkreśla Jonathan Charley, szef działu konsultingu w dziedzinie usług finansowych firmy Computer Sciences Corp. (CSC) z siedzibą w Farnaborough w Wlk. Brytanii. „Firmy będą pracowały dosłownie w dwóch walutach. Jedną z czynności związanych z dostosowywaniem się do euro jest przewidywanie, jaki kształt będzie miała EMU. Problemem jest wyważenie kosztów, jakie będą wynikiem fałszywego założenia, i zysków ze zdobycia przewagi konkurencyjnej, którą można osiągnąć dzięki sprawnemu przejściu na nową walutę" - mówi Charley.

Pieniądze do zarobienia

Mimo ryzyka, niektóre firmy uznały możliwość uzyskania przewagi konkurencyjnej za wystarczająco atrakcyjną, by uczynić zdobywanie funduszy na euro częścią ogólnej strategii. Przykładowo, Barclays Bank jest wręcz zachwycony euro: postrzega jego wprowadzenie jako przeszkodę, której wielu konkurentów nie będzie w stanie pokonać. „Sądzimy, że w ostatecznym rachunku nie pozostanie więcej niż 10 poważnych klientów na rynku płatności międzynarodowych” - mówi Claude Leguay, dyrektor londyńskiego działu ds. strategii płatniczych w Barcklays Bank. Toteż zespół projektowy zaczął we wrześniu tego roku przyglądać się bankowi pod kątem jego przejścia na euro. Celem jest - jak wyjaśnia Leguay - bycie gotowym na 1 stycznia 1999 r., a następnie wykorzystanie przewagi banku. „Postanowiliśmy nie stracić ani jednego klienta, ani jednej transakcji” - mówi Leguay.

Ale nie każda firma jest dobrze przygotowana nawet na poziomie podstawowej zgodności, nie mówiąc już o przewadze strategicznej. Dwie trzecie firm europejskich, zatrudniających ponad 5000 osób i mających główną siedzibę europejską w jednym z krajów członkowskich Unii, nie ma żadnych planów radzenia sobie z euro, a połowa z nich nawet ich nie opracowuje: tak wynika z raportu „Stopień przygotowania Europy do EMU”, opublikowanego w 1997 roku przez firmę konsultingową KPMG. Najlepiej przygotowane są firmy niemieckie; większość z nich ma opracowaną odpowiednią strategię. Najsłabiej zaś - firmy brytyjskie, z których tylko co piąta ma przygotowany plan. „Wiele z firm, które są świadome wpływu EMU lub się go obawiają, zdają się zajmować raczej zapobieganiem powstawania poważniejszych problemów niż wykorzystywaniem szans, jakie euro ze sobą niesie” - mówi Malcolm Stirling, dyrektor w KPMG, odpowiedzialny za problem roku 2000 i aspekty informatyczne EMU.

Mimo pozornie swobodnego traktowania problemu, artykuł w "London Financial Times" z 5 stycznia 1997 roku wywołał ogromne zamieszanie stwierdzeniem, że po 1 stycznia 1999 r. - dniu, który rozpoczyna trzyletni okres przejściowy - duże firmy będą zmuszone do prowadzenia księgowości zarówno w euro, jak i lokalnych walutach, co będzie wymagało od programów obsługujących księgę główną możliwości obsługi co najmniej dwóch jednostek walutowych. Jednak Paul Jarvis, kierownik projektu w londyńskim biurze Price Waterhouse, twierdzi, że takie spekulacje są przedwczesne. „Jest to tylko interpretacja, choć nie całkiem chybiona. Intencja jest taka, by nie było przymusu używania euro (w okresie przejściowym równolegle obowiązujących walut, tzn. od 1 stycznia 1999 r. do 1 stycznia 2003 r. - przyp. red.), ale żeby równocześnie nie było w tym względzie żadnych przeszkód”.

Niewiele możliwości wyboru

Niestety, większość firm europejskich będzie musiała operować euro równolegle z innymi walutami, zaś nie każda z nich jest w tej komfortowej sytuacji, że ma stosunkowo nowoczesny system. Jeśli klienci będą nalegali na podawanie cen w euro, a następnie dokonywanie płatności w euro, sprzedawcy będą zmuszeni dostosować swój system do tych żądań. Między poszczególnymi firmami zaistnieją duże różnice kosztów przystosowania: zależeć one będą od rodzaju działalności firm oraz wieku i typu wykorzystywanego systemu.

Według badania "Koszt i skala czasowa przejścia na jednolitą walutę europejską dla międzynarodowego rynku firm ubezpieczeniowych", przeprowadzonego przez instytut badawczy z Londynu o nazwie Europejskie Centrum Ekonomii i Finansów, dostosowanie do euro będzie kosztowało niektóre firmy kilka tysięcy, a inne kilka milionów dolarów. Firmy zajmujące się handlem detalicznym, które będą musiały obsługiwać dwie waluty w postaci banknotów i bilonu, będą należały do najbardziej obciążonych kosztami zmiany. EuroCommerce, konsorcjum europejskich grup przemysłowych z siedzibą w Brukseli, podało w październiku 1996 r., że koszt wprowadzenia euro do europejskich firm handlu detalicznego osiągnie prawdopodobnie 35 miliardów USD. Na przykład Marks & Spencer PLC, sieć sprzedaży detalicznej z siedzibą w Wielkiej Brytanii i 651 punktami sprzedaży w 32 krajach, będzie wymieniała szuflady kasowe w sklepach w całej Europie, w tym także w Wielkiej Brytanii, która - jak przypuszcza większość obserwatorów - nie znajdzie się w pierwszej grupie krajów przyjmujących euro. Jak podaje rzeczniczka firmy Cheryl Kuczynsky, dla Marks & Spencer łączny koszt operacji - z uwzględnieniem nowych komputerów, oprogramowania, kas, wdrożenia i szkoleń - może osiągnąć niemal 6 milionów USD. Cheryl Kuczynsky dodaje, że „do czasu, gdy terminy i szczegóły legislacyjne zmian staną się jaśniejsze, trudno będzie ocenić to precyzyjniej”.

Czas wprowadzenia EMU ma zasadnicze znaczenie dla kalkulacji kosztów tej sieci sklepów, bowiem opóźnienie we wprowadzaniu euro do pierwszych lat przyszłego stulecia oznaczałoby, że przedwcześnie dokonano większości inwestycji w celu zapewnienia zgodności systemów kasowych z nową walutą. Marks & Spencer ocenia minimalne koszty związane z konwersją na 16 milionów dolarów (są to przede wszystkim koszty oprogramowania). Mimo że plany Hewlett-Packarda są mniej zaawansowane niż firmy Marks & Spencer, która uzyskała pozytywne noty za dalekosiężne planowanie, Roger Wilson, dyrektor ds. public relations w europejskiej centrali HP, twierdzi: „Wiemy już, że potrzebujemy wielu lat pracy szeregu osób, aby unowocześnić administrację sprzedaży”. W ramach europejskiej struktury HP, która ze sprzedażą wartości 13,3 mld USD zapewnia ok. 35% światowej sprzedaży Hewlett-Packarda, R. Wilson jest odpowiedzialny za odpowiednie reagowanie firmy na europejskie inicjatywy polityczne. Przewodniczy wielonarodowej grupie roboczej, której zadaniem jest opracowanie sposobu radzenia sobie z euro.

Przy 18 zakładach produkcyjnych oraz 141 biurach sprzedaży i serwisu w 27 państwach europejskich (z których oczywiście nie wszystkie należą do Unii Europejskiej), problemy HP nie są łatwe do rozwiązania. Grupa robocza próbuje nakłonić ludzi ze wszystkich działów firmy do przeniesienia się myślą w rok 1999, przy założeniu, że euro zostanie wprowadzone, i postawienia sobie pytania: „Co będę musiał zrobić, by być gotowym na nadejście EMU?”

„O ile niektórzy dyrektorzy firm nie widzą większych problemów (ludzie zajmujący się stroną prawną twierdzą zazwyczaj, że jest to takie samo prowadzenie interesów jak każde inne, po prostu kontrakty będą zawierane w euro), całkowity wpływ nowej waluty na takie procesy, jak: sprzedaż, logistyka, zaopatrzenie, listy płac, nie będzie znany do czasu sporządzenia raportu” - mówi Wilson.

Guy Allen, dyrektor działu informatycznego europejskiego oddziału Della z siedzibą w Bracknell w Anglii, mówi, iż mimo istnienia w firmie sporego zróżnicowania systemów, system obsługi działalności Della jest w dość dobrym stanie. Jednocześnie jednak, podobnie jak wielu dyrektorów rozpatrujących tę sprawę, zgadza się ze stwierdzeniem, że „o niektórych wymaganiach jeszcze nie powiedziano”. Strategia G. Allena jest dwutorowa. Po pierwsze, zespół zajmujący się problemem roku 2000 zajmuje się także kwestią euro. Po drugie, utrzymuje on bliskie kontakty z różnymi dostawcami systemów informatycznych, wykorzystywanych w jego firmie - takimi jak SAP - aby sprawdzić, czy mają oni swoje plany dotyczące obsługi nowej waluty.

Wymieniać czy modyfikować?

Ale czy dostawcy rozwiązań informatycznych znajdują się w lepszej sytuacji? „Dostawcy systemów nie informują o tym, ale mają problem” - mówi Martin Mackay, dyrektor ds. strategii produktów w europejskim biurze firmy PeopleSoft w Anglii. „Nadal wkładamy wiele wysiłku w to, by zrozumieć wymagania nowej sytuacji, które nie są ostatecznie określone. Politycy europejscy zdają się myśleć, że to już załatwiona sprawa, ale niewiele zrobiono w celu rozważenia kwestii dotyczących przemysłu informatycznego” - twierdzi Mackay. Mimo to system PeopleSoft 6, który będzie umożliwiał prowadzenie księgi głównej oraz rejestru i zobowiązań w euro, będzie w pełni zgodny z tymi wymaganiami EMU, które są określone i zrozumiałe, już w pierwszym kwartale 1998 roku.

Firma SAP AG planuje wprowadzić narzędzia do konwersji w związku z rokiem 2000 dla systemu R/2; dla klientów korzystających z R/3 nie są potrzebne ani narzędzia do konwersji, ani uaktualnienie. „Firmy, które będą chciały poprawić starsze oprogramowanie, będą musiały przejrzeć swój stary i być może źle opisany kod dwukrotnie - pod kątem kwestii roku 2000 i sprawy euro” - mówi Steve Rogers, szef londyńskiego działu usług finansowych Oracle Corp. „Na rynku coraz częściej dostrzega się fakt, że to po prostu wyrzucanie pieniędzy”. Wymiana zamiast modyfikacji jest brana pod uwagę "bardzo poważnie".

Większość szefów działów informatycznych zauważa również, że wymiana systemu nie jest rozwiązaniem pozbawionym trudności. Robin Guenier, dyrektor Taskforce 2000 z Londynu, organizacji sponsorowanej przez brytyjski rząd, która pomaga firmom rozwiązać problemy związane z rokiem 2000, mówi, że bardzo niefortunnie się składa, iż kwestia euro pojawia się w tym samym momencie, co problem końca tysiąclecia. „Projekty informatyczne często się opóźniają, ale te dwa nie mogą się spóźnić” - twierdzi i zauważa, że o ile roku 2000 nie można przesunąć, o tyle można to zrobić z EMU. „Zmuszając firmy do rozwiązywania dwóch problemów jednocześnie, ryzykuje się, że obie zmiany zostaną wykonane błędnie” - stwierdza. Jednak podjęcie decyzji o późniejszym wprowadzeniu euro z tak pragmatycznych względów jest mało prawdopodobne, jeśli weźmie się pod uwagę nie skrywaną sympatię europejskich polityków do nowej waluty. Mimo że opóźnienie wprowadzenie euro byłoby katastrofą polityczną, wydaje się ono najlepszym rozwiązaniem dla wielu szefów działów informatycznych.

Pod kreską 7 punktow

Na podstawie CIO The Magazine for Information Executives, sierpień 1997 r. Tłum. BTInfo, Janusz Wardak.