Niech żyje menu!

Nonszalancja, z jaką twórcy kolejnych, "lepszych" interfejsów podchodzą do przyzwyczajeń użytkowników, jest przerażająca.

Klasyczne, hierarchiczne menu z wolna odchodzi do lamusa, wypierane przez pismo obrazkowe (ikony), interfejsy wstążkowe i tzw. menu kontekstowe. Stwierdzam to z żalem, gdyż uważam, że menu to najprostszy i najefektywniejszy sposób porozumiewania się z komputerem. Dlaczego? O tym za chwilę. Na początek kilka sytuacji z życia codziennego.

Sytuacja pierwsza. Otwieram kuchenną szafkę, aby wyciągnąć z niej szklankę, a tu niespodzianka - w środku są talerze. Niespodzianka? Nie do końca. Przecież przemeblowanie w kuchni żona zrobiła 5 lat temu. Sporo czasu, aby się przyzwyczaić.

Sytuacja druga. Doroczny przegląd samochodu. Mechanik wydaje polecenie, by włączyć kierunkowskaz i nagła chwila paniki. Która to dźwigienka, ta z prawej strony kierownicy, czy ta z lewej? Śmieszne, że operacji, którą wykonuję odruchowo wiele razy dziennie, nie potrafię błyskawicznie wykonać w świadomy sposób.

Sytuacja trzecia. Jadę na wakacje do pensjonatu, w którym byłem przed rokiem. Wyjeżdżając, mgliście przypominam sobie jego otoczenie. Nie pamiętam dojazdu, gdzie był kościół, sklep, w którym codziennie robiliśmy zakupu, ulubionej restauracji. A jednak dojeżdżając do pierwszego ronda kurortu, przypominam sobie nagle, gdzie skręcić. Znajoma wieża kościoła rodzi kolejne skojarzenia. Już wiem, gdzie był sklep i jak wyglądał jego fronton. Bezbłędnie kluczę wąskimi uliczkami, jakbym jeździł nimi codziennie. Gdy wysiadam z auta przed pensjonatem, wiem wszystko. A przecież jeszcze kilkanaście godzin wcześniej wydawało się, że nie pamiętam niczego.

Czego dowodzą opisane sytuacje. Dwie pierwsze tego, że istnieje pamięć automatyczna. Nie doceniamy jej, chociaż każdego dnia setki razy podejmujemy działania odruchowo, w nieuświadomiony sposób. Czyn jest szybszy od myśli. Czasami efekt jest komiczny, gdy np. szukamy szklanki wśród talerzy, ale z reguły nie mylimy się, włączając np. niezawodnie kierunkowskaz w samochodzie. Trzecia sytuacja uwypukla inną cechę ludzkiej pamięci, mianowicie jej kontekstowość. Chodzi o to, że bodźce odbierane przez zmysły wywołują często odległe reminiscencje. Słyszymy melodię i przypominamy sobie znajomego, z którym rozmawialiśmy przed laty w sklepie, gdzie z głośników sączyła się ta melodia. Co ważne, kontekstowość nie ma charakteru uniwersalnego i u każdego człowieka rodzić będzie odmienne skojarzenia.

Przyzwyczajenie drugą naturą

Wróćmy na grunt informatyki i spróbujmy odpowiedzieć na pytanie, jaki powinien być idealny interfejs. Cechy można mnożyć. Wszystkie jednak dadzą się sprowadzić do jednej, ogólnej. Idealny interfejs powinien być intuicyjny. Intuicyjny, czyli funkcjonalnie podobny do tego, co już znamy z realnego świata. Problem w tym, że taki uniwersalny kod, wspólny dla wszystkich, to zbiór wyjątkowo skromny, a tzw. intuicyjność systemów komputerowych wynika z tego, że nowe rozwiązania są podobne do poprzednich.

Przykładem jest dyskietki służąca do zapamiętywania plików. Dla wielu młodszych użytkowników prawdopodobnie nieczytelna, mimo to kojarząca się prawidłowo. Ktoś kiedyś tak to wymyślił, pomysł podchwycili inni i utrwalił się swego rodzaju standard wdrukowany dziś w głowy użytkowników. Ma to charakter umowny i nie wynika z jakichś głębszych pokładów kulturowego backgroundu. Nie jest to zresztą ważne, bo sprawdza się dobrze. Spełniony musi być jeden warunek: nie można zbyt często wprowadzać zmian. Intuicyjnie jest wtedy, gdy szanuje się nawyki użytkowników i wykorzystuje siłę pamięci automatycznej lub siłę przyzwyczajeń.

Interfejs oparty na menu tekstowym ma tę przewagę nad graficznym, że opisując czynność, zamiast pokazywać obrazki, z reguły żyje dłużej. Przykładowo ikonę dyskietki jakiś reformator w końcu zmieni, wprowadzając w konfuzję rzesze użytkowników. Słowa "Zapisz" raczej nikt nie ruszy, gdyż jest ponadczasowe. Zrozumiałe dla każdego i niezależne od urządzeń, których do zapisu się używa. Żadna ikona nie odda lepiej sensu tej czynności niż słowo, które ją określa.

Nonszalancja, z jaką twórcy kolejnych, "lepszych" interfejsów, podchodzą do przyzwyczajeń użytkowników, jest przerażająca. W żadnej innej dziedzinie nie ma czegoś takiego. Gdyby przeciętnego kierowcę posadzić za kierownicą 50-letniej Warszawy, poradzi sobie bez problemu. Fotograf korzystający z nowoczesnej cyfrowej bez trudu użyje wiekowej Praktiki. Czy dlatego że nic się tam nie zmieniło? Oczywiście, że nie. Zmiany są kolosalne, ale ukryte pod maską. A interfejsy? Te są zaskakująco podobne do tych sprzed lat. Udoskonalenia w nich wprowadza się ostrożnie i tylko wtedy, gdy pojawia się nowa funkcjonalność. W świecie komputerowym można wszystko. Ciekaw byłbym reakcji użytkownika Windows 7, gdyby posadzić go przed komputerem z Windows 3.11.

Pomocny kontekst

Dobrze, gdy interfejs wykorzystuje siłę pamięci automatycznej. Jeszcze lepiej, gdy współdziała z pamięcią kontekstową. A na tym polu menu jest bezkonkurencyjne. Porządkuje rzeczywistość komputerową w sposób podobny do tego, jak porządkujemy otoczenie. Porządek w kuchni lub warsztacie jest wtedy, gdy każda rzecz jest na swoim miejscu. Miejsce to jest stałe, a sposób dotarcia do potrzebnego przedmiotu zawsze taki sam. Tworzy to uniwersalną kontekstowość, odmienną od tej, która występuje w tzw. menu kontekstowych. Tam te same narzędzia pojawiają się w różnych okolicznościach, przez co często nie jesteśmy pewni, czy obcujemy z tym samym.

W klasycznym menu wielokrotne pokonywanie tej samej drogi buduje kontekst, który jest taki sam dla każdego użytkownika, a jego skojarzenia są zawsze jednoznaczne. Nawet gdy nie uświadamiamy sobie do końca, czego szukamy, nie jesteśmy bez szans. Tak jak w opisywanej podróży samochodem wystarczy, że znamy początek drogi (pierwszy poziom menu). Gdy od niego wyjdziemy, pamięć kontekstowa podpowiada kolejne kroki, a podróż przez następne poziomy daje czas, by uświadomić sobie, czego właściwie szukamy. Brzmi może śmiesznie, ale to powszechne doświadczenie w sytuacjach rzadko używanych funkcji.

Menu to prządek, prostota i wynikający z nich komfort. Wierzę, że jego obecne kłopoty mają przejściowy charakter.