Niech Moc będzie z tobą

To pompatyczne pozdrowienie bohaterów "Gwiezdnych wojen" mogłoby dość dobrze służyć administratorom i użytkownikom centrów sieciowo-superkomputerowych, tzw. centrów Komputerów Dużej Mocy (KDM), gdyby nie tocząca się właśnie dyskusja o ich modelu działania i sposobie finansowania przez państwo. Może się okazać, że moc zostanie tylko z jednym ośrodkiem. Lepiej więc nie zapeszyć...

To pompatyczne pozdrowienie bohaterów "Gwiezdnych wojen" mogłoby dość dobrze służyć administratorom i użytkownikom centrów sieciowo-superkomputerowych, tzw. centrów Komputerów Dużej Mocy (KDM), gdyby nie tocząca się właśnie dyskusja o ich modelu działania i sposobie finansowania przez państwo. Może się okazać, że moc zostanie tylko z jednym ośrodkiem. Lepiej więc nie zapeszyć...

Powszechnie przyjmuje się, że polityka Komitetu Badań Naukowych, określona w 1995 r. w Programie rozwoju infrastruktury informatycznej dla polskich środowisk naukowych, przyczyniła się do powstania i rozwoju akademickich centrów komputerowych, wyposażonych w komputery dużej mocy obliczeniowej. W tych 5 ośrodkach - Akademickim Centrum Komputerowym Cyfronet Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie (w tym przypadku należy mówić o znacznym wzroście mocy obliczeniowej, ponieważ ośrodek ten powstał w 1973 r.), Poznańskim Centrum Superkomputerowo-Sieciowym, Interdyscyplinarnym Centrum Modelowania Matematycznego Uniwersytetu Warszawskiego, Centrum Informatycznym Trójmiejskiej Akademickiej Sieci Komputerowej i Wrocławskim Centrum Sieciowo-Superkomputerowym Politechniki Wrocławskiej - chemicy, fizycy, biologowie, informatycy i inni naukowcy pracują m.in. nad komputerowym wspomaganiem projektowania lekarstw, zajmują się prognozowaniem zjawisk pogodowych czy też poszukują algorytmów obliczeń równoległych. Są one także ważnymi węzłami w krajowej infrastrukturze sieciowej.

Do tej pory KDM dofinansowywano głównie z budżetu Komitetu Badań Naukowych (KBN). Małgorzata Kozłowska, podsekretarz stanu w KBN, myśli o dwóch nowych wariantach. W pierwszym przypadku centra otrzymywałyby, tak jak dotychczas, dotacje na utrzymanie specjalnych urządzeń badawczych. W drugim, centra KDM mogłyby uzyskać dofinansowanie np. z projektów celowych. Inwestycje (zakup nowych procesorów, pamięci operacyjnej i dyskowej itp.) zaś miałyby być w połowie finansowane z budżetu nauki. Pozostała kwota powinna pochodzić z innych źródeł, np. od przemysłu.

Ze świecą szukać

... przedsiębiorstw, które chciałyby wykonywać obliczenia na akademickich komputerach - irytują się szefowie centrów KDM. Jak więc myśleć o dofinansowaniu rozbudowy? Jacek Niwicki, wicedyrektor Cyfronetu, przypomina, że na szerszą współpracę z firmami komercyjnymi nie pozwalają... prawo celne i licencje na sprzęt i oprogramowanie.

Komputery o mocach obliczeniowych liczonych w gigaflopsach (operacji zmiennoprzecinkowych na sekundę) kosztują miliony dolarów. Wszystkie polskie KDM (i rozszerzenia do nich) sprowadzono z zagranicy, uzyskując zwolnienia od cła rzędu 30-40%, ponieważ deklarowano wykorzystanie ich do celów edukacyjnych i naukowych. Taka polityka krótkowzrocznych oszczędności mści się teraz na wszystkich zainteresowanych. Komitet Badań Naukowych próbuje od pewnego czasu przekonać Ministerstwo Finansów, by odstąpiono od egzekwowania podatku celnego, gdyby któryś superkomputer zaczął "pracować w biznesie", lecz na razie bezskutecznie. Najgorzej, że prawo celne nie przewiduje ulgi na sprzęt, który miałby pełnić różne funkcje - naukowe i przemysłowe - w ośrodku akademickim.

Licencje zawierają klauzulę, że komputery nie będą wykorzystywane do badań militarnych nad bronią jądrową, biologiczną czy też nad nowymi napędami do okrętów podwodnych. Przy ogólnej kondycji naszego przemysłu obronnego nie ma to większego znaczenia. Gdy jednak dokładnie zapoznamy się z licencją na oprogramowanie, okazuje się, że inny potencjalny klient przemysłowy KDM - np. koncern farmaceutyczny - musiałby każdorazowo wgrywać własne aplikacje, bo oszczędnościowo wykupiono opcję "edukacja i nauka". Oczywiście, można sobie wyobrazić, że do rachunku za wykorzystanie mocy obliczeniowej KDM doliczy się koszt rozszerzenia licencji, lecz kto by się na to zgodził?

PESEL w KDM

Naukowcy zwracają uwagę na jeszcze jeden aspekt. Dlaczego KDM nie są wykorzystywane przez administrację publiczną? Dlaczego ciągle tworzy się niezależne struktury teleinformatyczne, omijające możliwości centrów sieciowo-komputerowych?

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji prowadzi na własnych komputerach bazę PESEL, nie licząc na akademickie superkomputery. Przy reformie emerytalnej stworzono kolejną infrastrukturę teleinformatyczną. Następna powstaje na potrzeby zarządzania systemem wydawania praw jazdy. A gdyby tak administracja zechciała wykorzystać KDM? Współczesna technologia pozwala przecież współużytkować moc obliczeniową i pamięć dyskową bezpiecznie i skutecznie.

Gdyby administracja publiczna stała się współużytkownikiem KDM - jak np. w Danii - znalazłby się ktoś w końcu zainteresowany finansowaniem ich rozbudowy poza środowiskami naukowymi i KBN. Byłby to znacznie pewniejszy klient niż przemysł, trzymający się z dala od instytucji naukowych, i szansa na utworzenie narodowego centrum superkomputerowego.

17 województw plus 1 moje

W dyskusji przed reformą administracyjną padały różne propozycje podziału kraju - na 12, 14 lub 17 województw. Co bardziej złośliwi obserwatorzy żartowali wtedy, że najchętniej politycy zgodziliby się na 18 województw: 17 starych, sprzed Gierkowskiej reformy, plus moje. Ta sytuacja powtórzy się w świeci nauki, gdy naukowcy i urzędnicy KBN wrócą do pomysłu stworzenia narodowego centrum superkomputerowego.

Przed trzema laty powstał nawet projekt ustawy o narodowym centrum superkomputerowym, lecz szybko upadł, ze względów ambicjonalnych osób, które za wszelką cenę chcą przekonać podatników, że 5 centrów superkomputerowych (a może i więcej) jest niezbędne do rozwoju naszego supermocarstwa. Niemcy mają dwa, Francuzi trzy. Bądźmy od nich lepsi! Ambicje wielu naukowców nie pozwalają przyjąć argumentów, że nas nie stać na finansowanie 5 centrów, które tylko w nazwie mają superkomputer. Poza tym moc wszystkich razem wziętych IBM, Convexów, Crayów, Siliconów, HP2000, pracujących w tych ośrodkach, nie dorównuje nawet 10% mocy najsilniejszego komputera świata - Intel ASCIRed (1,8 Teraflops według listy TOP 500http://www.top 500.org), który jest własnością Sandia National Labs z amerykańskiego Albuquerque.

Otóż, gdybyśmy postawili na rozwój jednego, silnego centrum, to zostałyby skumulowane pieniądze na zwiększenie mocy obliczeniowej tamtejszych komputerów, które przez to mogłyby służyć nauce, administracji i gospodarce. Zdaniem niektórych, jest to lepsze rozwiązanie niż modne obecnie badania nad metakomputerem - łączenie w klaster KDM np. Poznania, Gdańska i Łodzi (Łódź nie ma statusu centrum superkomputerowego, ale łódzka sieć miejska ma komputer SGI Origin2000, klasyfikowany jako KDM) za pomocą sieci szerokopasmowych, np. POL34.

Metakomputer rzeczywiście pozwala połączyć moc komputerów z różnych zakątków kraju, a nawet świata, lecz jego właściwe zastosowanie przyjdzie wtedy, kiedy opanujemy metodę łączenia komputerów osobistych. Mimo oszałamiającego rozwoju, przepustowość sieci jest wciąż za mała, by zdalnie i masowo wykonywać np. wizualizację struktur kryształów nadprzewodzących.

Licz za granicą

Przed utworzeniem centrów KDM, polscy naukowcy wyjeżdżali do innych krajów, w których mogli korzystać z tamtejszych superkomputerów. Formalnie nie płacili za czas obliczeniowy. W rzeczywistości Polska od dawna opłaca składki na rzecz różnych międzynarodowych projektów badawczych, np. CERN czy DASA, toteż obliczenia na superkomputerach w Niemczech czy Szwajcarii były i są możliwą formą wykorzystania tych pieniędzy.

To przypomnienie jest o tyle ważne, że w dyskusji nad przyszłością KDM padła propozycja, aby pieniądze na obliczenia otrzymywał bezpośrednio badacz. Składałby tylko wniosek o grant do KBN, w którym z wyprzedzeniem musiałby określić zakres i czas obliczeń. Mścisław Nakonieczny, dyrektor Centrum Informatycznego Trójmiejskiej Akademickiej Sieci Komputerowej, nie ma złudzeń, że wprowadzenie takiej formuły finansowania KDM doprowadziłoby je do "zapaści" finansowej. Procedury rozpatrywania grantów trwają na tyle długo, że naukowiec będzie wolał jeździć za granicę, przy czym może tam liczyć na wielekroć silniejszych maszynach i w jego rozumieniu za darmo.

Jacek Niwicki też jest przekonany, że to pomysł nierealny. Centra zbyt dużo kosztują, by pozwalać sobie na tego typu eksperymenty, jeśli nikt nie może zagwarantować, że gdy np. fizyk zaplanuje w budżecie badań 100 tys. zł na obliczenia na Origin2000, to taką kwotę rzeczywiście otrzyma. Jego zdaniem, centra powinny otrzymywać takie dofinansowanie, aby zawsze były gotowe do liczenia. Superkomputery powinny stać się ważnym składnikiem narodowej strategii rozwoju badań naukowych, gdyby taka wreszcie powstała. Na pewno zaś trzeba szukać argumentów na rzecz jednego centrum i przekonywać urzędników, by zgodzili się zlecać KDM prace z zakresu administracji rządowej.

Zatem po trzech miesiącach od zakończenia konferencji Miejskie w nauce, gospodarce i administracji Polman, na której szukano sposobu wyjścia z impasu, nadal nie widać rozwiązania. W tym roku wszystko jest po staremu. Wielu liczy, że tak będzie też w następnym roku. Nikomu się nie spieszy z odpowiedzią na pytanie: z kim zostanie moc?


TOP 200