Niebezpieczna wiedza

Rozwój technik informacyjnych przynosi wiele problemów, które nie podlegają jednoznacznej ocenie moralnej i ścisłej klasyfikacji prawnej. Należy do nich chociażby dylemat, czy powinno się propagować informacje o możliwościach włamywania się do systemów informatycznych.

Rozwój technik informacyjnych przynosi wiele problemów, które nie podlegają jednoznacznej ocenie moralnej i ścisłej klasyfikacji prawnej. Należy do nich chociażby dylemat, czy powinno się propagować informacje o możliwościach włamywania się do systemów informatycznych.

Cywilizacja współczesna musi stawić czoła nowym dylematom natury etycznej, powstałym w związku z rozwojem nowoczesnych technologii. Społeczną wyobraźnię rozpalają jednak głównie problemy związane z wykorzystaniem osiągnięć genetyki czy hodowaniem embrionów na "części zamienne". Moralne znaki zapytania rodzące się pod wpływem wykorzystania technik informacyjnych mają mniej spektakularny charakter.

Cywilizacja informacyjna wciąż nie może sobie poradzić z ambiwalentnym stosunkiem do hakerów. Z jednej strony budzą oni podziw i uznanie jako doskonali znawcy tajników techniki komputerowej czy propagatorzy wolności zachowań w Sieci. Z drugiej, obarczani są odpowiedzialnością za szkody powodowane przez coraz powszechniejsze włamania do systemów komputerowych.

Od pewnego czasu można zauważyć zjawisko polegające na pojawieniu się zinstytucjonalizowanych form upowszechniania wiedzy i doświadczeń hakerów wśród specjalistów odpowiedzialnych za ochronę zasobów informacyjnych. Całkiem oficjalnie zaczyna się nauczać technik używanych do ataków w Sieci.

Wirus dla bezpieczeństwa

Być może niebawem zajęcia z hakingu staną się oficjalnym składnikiem programu informatycznych studiów uniwersyteckich. Można by wysnuć taki wniosek, słuchając zapowiedzi Uniwersytetu w Calgary, który zamierza uczyć swoich studentów pisania wirusów i innych "destrukcyjnych programów". Władze uczelni uspokajają, że na zajęcia będą przyjmowani dopiero studenci czwartego roku, którzy dysponują już odpowiednią wiedzą z zakresu informatyki oraz, co nie mniej ważne, są na tyle dojrzali, by zrozumieć właściwy sens przedsięwzięcia i gwarantować zgodne z prawem wykorzystanie zdobytej wiedzy. Kursy będą się odbywać w specjalnych salach, nie mających połączenia z siecią uniwersytecką ani z Internetem. Nie wolno będzie także wnosić ani wynosić z nich dysków czy innych . Po zakończeniu szkolenia wszystkie używane w trakcie ćwiczeń dyski mają ulec zniszczeniu.

Celem zajęć ma być zapoznanie studentów z mechanizmami działania wirusów w systemach komputerowych, co ma - zdaniem władz uczelni - pomóc przyszłym administratorom sieci w zapewnieniu efektywniejszej ochrony przed atakami z zewnątrz. Program zajęć z komputerowej wirusologii jest porównywany do prowadzonej od lat nauki zwalczania wirusów na kierunkach biologicznych i medycznych.

Podobnych argumentów używają organizatorzy komercyjnych kursów i warsztatów poświęconych "technikom przełamywania zabezpieczeń", "technikom ataków na aplikacje", "maskowaniu obecności w sieci" czy innym zagadnieniom kojarzącym się bardziej z działaniami hakerów (często niezgodnych z prawem) niż administratorów mających dbać o bezpieczeństwo systemów informatycznych.

"Nie uczymy korzystania z narzędzi hakerskich, lecz pokazujemy reguły rządzące prowadzeniem ataków w Sieci" - przekonuje Andrzej Chłodziński, dyrektor firmy Software Konferencje, która oferuje u nas tego typu kursy. Jego zdaniem uczestnicy zajęć otrzymują wiele cennych informacji na temat zasad funkcjonowania komputerowych systemów operacyjnych, architektury oprogramowania, topologii Sieci itp. Dowiadują się, dlaczego w danej sytuacji atak jest możliwy, jak się odbywa, jakie sytuacje czy elementy systemu stwarzają najlepszą okazję do jego przeprowadzenia.