Nie kupuj sam

Z Andy Kyte'em, wiceprezesem ds. procesów biznesowych w Gartner Group, rozmawia Przemysław Gamdzyk.

Z Andy Kyte'em, wiceprezesem ds. procesów biznesowych w Gartner Group, rozmawia Przemysław Gamdzyk.

Nie kupuj sam

Andy Kyte

Czy firmy informatyczne mają powody do obaw? Czy obserwowane na całym świecie spowolnienie rozwoju rynku informatycznego to tylko faza normalnego cyklu ekonomicznego, czy może jednak symptom poważniejszych przeobrażeń?

W branży informatycznej trudno mówić o jednym cyklu ekonomicznym. Jest wiele mniejszych cykli, o różnych okresach i amplitudach. W tej chwili nałożyło się na siebie wiele niekorzystnych zjawisk. Przed rokiem 2000 nastąpiło gwałtowne przyspieszenie wymiany sprzętu z uwagi na pluskwę milenijną, zaś obecnie firmy dążą do tego, by istotnie wydłużyć cykl "życia sprzętu" i to zarówno serwerów, jak i komputerów PC. Oczywiście obserwujemy spowolnienie gospodarcze, firmy generalnie mają więc mało pieniędzy na inwestycje.

Czy dostawcy mogą liczyć na zmianę tej sytuacji?

Dążenie użytkowników do wyzwolenia się z kieratu ciągłych aktualizacji i rozbudowywania konfiguracji sprzętowych będzie raczej trwałym zjawiskiem. Firmy IT muszą zatem poszerzać rynek, szukać odbiorców tam, gdzie do tej pory było ich mało. Dotyczy to np. sektora małych i średnich przedsiębiorstw.

Mówimy o sprzęcie, a to temat w jakimś sensie łatwiejszy. Moje pytanie dotyczyło jednak głównie oprogramowania.

Na tym rynku wydano w ostatnim czasie horrendalne środki. Firmy dawniej były dość powściągliwe, raczej naśladowały innych, miast wytyczać szlaki, i nagle zaczęły szastać pieniędzmi. W latach 1999-2000 wydatkowano gigantyczne kwoty na rozwiązania e-biznesu, po czym okazało się, że w większości przypadków osiągnięte rezultaty - współczynniki ROI - wyglądają żałośnie.

Wielu decydentów ma teraz podobne uczucie, jakie towarzyszy kulturalnej osobie, oglądającej siebie na zdjęciach zrobionych pod koniec wesela, gdy już zdrowo nadużyła: czy to naprawdę ja? Jak ja mogłem się tak zachowywać?

Teraz poważni menedżerowie też się dziwią: czy to możliwie, że ulegliśmy tej modzie? Dlaczego moja firma inwestowała tak wiele w tak wątpliwe przedsięwzięcia? Przyjęcie skończone, pozostały wstyd i zakłopotanie.

No i wstrzemięźliwość. Czy tylko chwilowa?

Obecnie realizuje się znacznie mniej nowatorskich projektów. Decyzje o ich podjęciu zależą od uzyskania możliwie dużej pewności co do przewidywanych korzyści. Sytuacja wróciła do normalności, w której dostawcy starają się o klienta, dysponując nadmiarem zasobów. Lata świetności dotcomów były czasem konkurowania klientów o dostawców. Dla firm informatycznych może to być przykre, ale na razie dobre czasy nie powrócą. Nie widać na razie żadnej następnej wystrzałowej aplikacji, która zaowocowałaby gwałtownym poszerzeniem strumienia pieniędzy płynących w stronę firm IT. Przestano już liczyć na to, że będzie nią m-commerce, czyli usługi mobilne. Musimy się przygotować na znacznie spokojniejszy wzrost, niż to prognozowano jeszcze niedawno.

Czy jednak wyjście z recesji gospodarczej nie jest zależne od inwestowania w nowe rozwiązania, które usprawnią funkcjonowanie biznesu?

Firmy koncentrują się na przetrwaniu. Zaczną inwestować w IT, gdy nabiorą pewności, że będzie lepiej. Dlatego wzrost poziomu inwestycji informatycznych będzie dobrym wskaźnikiem wychodzenia z recesji, być może nawet poprzedzającym zmianę innych wskaźników makroekonomicznych. Prawdopodobnie do tego wzrostu potrzebne jest przeformułowanie oferty dostawców, stworzenie alternatywy, którą miałoby być dostarczanie usług. Mówię o wyspecjalizowanych podmiotach oferujących w outsourcingu wydzielone elementy procesów biznesowych na podstawie rozwiązań informatycznych. Podkreślam - chodzi o elementy procesów biznesowych, a nie tylko elementy infrastruktury. Rynek takich usług powinien rosnąć co najmniej o 20% rocznie.

Oznacza to istotną zmianę paradygmatu - zamiast inwestować w systemy informatyczne, lepiej byłoby inwestować w pożytki płynące ze stosowania rozwiązań informatycznych.

Czy nie jest to problem jajka i kury? To znaczy czy taka oferta nie jest zbyt skromna, przez co firmy nie są chętne do korzystania z niej, zaś oferty nie będzie dopóty, dopóki firmy nie będą jej chciały?

Oczywiście, tak. Ale paradoksalnie to właśnie recesja stwarza możliwość przełamania tej blokady, bowiem właśnie teraz firmy szukają innych rozwiązań, pozwalających na obniżenie kosztów. A własne rozbudowane działy informatyki kosztują ogromnie dużo.

Jaka część tych kosztów bierze się ze złej jakości oprogramowania? Czy to może się zmienić na lepsze?

Oczywiście, nudne jest powtarzanie, że wytwarzanie oprogramowania powinno być dyscypliną inżynierską, a nie rzemiosłem. Niestety, ciągle nie jest.

W latach 90. wydano morze pieniędzy na kastomizację systemów ERP. Firmy, które wówczas przepłaciły, bardzo tego żałują. Kastomizacja bowiem również niesie ryzyko popełnienia wielu błędów, a co istotne, za te błędy odpowiada już użytkownik, a nie dostawca. To także dodatkowy argument za outsourcingiem.

Do negocjowania kontraktów na wdrożenia dużych systemów potrzeba wielu kompetencji. Niedobrze, gdy dostawca wie wcześniej, że zależy nam na oferowanym przez niego rozwiązaniu. Tymczasem w branży IT typowy scenariusz zakłada najpierw wybór dostawcy i późniejsze negocjacje warunków handlowych. Większość tych kontraktów jest fatalnie wynegocjowana. Jeśli ktoś chce kupić na targu konia, a na koniach się nie zna, to niech nie idzie tam sam, tylko weźmie ze sobą eksperta. Tak samo firma, która nie ma wdrożonego systemu ERP, niech nie negocjuje samodzielnie warunków jego zakupu i wdrożenia! Inaczej z dużym prawdopodobieństwem straci.

W Polsce mówi się o takiej sytuacji, że zrobiło się kogoś w konia. Czyli przydają się konsultanci. Ale czy konsulting musi być taki drogi?

To zależy. Jest to wolny rynek, na którym działa mnóstwo firm, mniejszych czy większych, czasem nawet pojedynczych osób. Różne ceny, różne usługi, jest z czego wybierać.

Ale mamy raptem kilka kluczowych firm, tworzących coś na kształt cenowego oligopolu.

Tutaj ważna jest nie tylko marka tych firm, ale zdolność ich działania w skali międzynarodowej i obsługi dużych podmiotów. Oczywiście, za konsulting też łatwo przepłacić, wybierając firmę nieadekwatną do swoich potrzeb.


TOP 200