Nie dawać okazji

Kasy fiskalne choć są elementem przymusu ze strony państwa, przyczyniają się do tworzenia nowej kultury biznesu. Kiedy specjaliści od marketingu firm produkujących lub instalujących kasy fiskalne wymieniają walory tych urządzeń, zwykle mówią o takich atutach, jak wspomaganie zarządzania przedsiębiorstwem, płynność i kompletność informacji dostarczanych ze sklepów i magazynów (z całej lokalnej lub ogólnopolskiej sieci handlowej), "myślenie za właściciela" i podpowiadanie optymalnych decyzji, uwiarygodnienie w oczach klientów i partnerów. Liczenie VAT - główna powinność kas - w tym kontekście wydaje się być zadaniem drugorzędnym.

Kasy fiskalne choć są elementem przymusu ze strony państwa, przyczyniają się do tworzenia nowej kultury biznesu.

Kiedy specjaliści od marketingu firm produkujących lub instalujących kasy fiskalne wymieniają walory tych urządzeń, zwykle mówią o takich atutach, jak wspomaganie zarządzania przedsiębiorstwem, płynność i kompletność informacji dostarczanych ze sklepów i magazynów (z całej lokalnej lub ogólnopolskiej sieci handlowej), "myślenie za właściciela" i podpowiadanie optymalnych decyzji, uwiarygodnienie w oczach klientów i partnerów. Liczenie VAT - główna powinność kas - w tym kontekście wydaje się być zadaniem drugorzędnym.

Wszystko to jest prawdziwe: kasa fiskalna może stać się elementem sprawnej organizacji przedsiębiorstwa, ale jest to sytuacja rzadko spotykana na świecie. W żadnej z nowoczesnych koncepcji zarządzania, obowiązujących w krajach rozwiniętego kapitalizmu i realizowanych przez firmy o wielkich osiągnięciach na rynkach lokalnych i globalnym, nie mieści się kasa fiskalna jako strategiczny element prowadzący firmę do sukcesu. Świetnie mieści się ona bowiem jedynie w tej filozofii robienia interesów, która polega głównie na kontrolowaniu pracowników i ich lojalności wobec firmy. Kasa fiskalna dokładnie również pasuje do mentalności przedsiębiorców, którzy nie chcą łożyć na utrzymanie swojego państwa, to znaczy płacić podatków. Jest wtedy elementem przymusu ze strony państwa, które jednak musi zbudować budżet.

Uczciwość z założenia

Niewiele jest państw europejskich, które wprowadziły obowiązek posiadania takiej kasy. W tych, w których nie ma tego obowiązku, uczciwość pracowników i właścicieli traktuje się jako normę (są od niej oczywiście wyjątki, które ściga niezwykle surowa policja skarbowa), ale instrumenty sprawnego zarządzania, przynoszącego bogactwo firmom, ludziom i budżetowi państwa już nie bazują na kontroli ludzi, lecz na uruchamianiu ich największych talentów i motywowaniu, aby wykorzystali je na rzecz firmy.

Polska to przedsionek Europy i ta norma u nas nie obowiązuje. Wielkim osiągnięciem jest choćby zwykła ludzka uczciwość. Jak zgodnie twierdzą sprzedawcy kas fiskalnych, owego bezsprzecznie dobrego narzędzia również do zarządzania nikt by nie kupił i nie użył do usprawniania firmy, gdyby nie administracyjny przymus. Efektywność pracy przedsiębiorstwa jako całości zajmuje bowiem dalszą pozycję niż osobiste korzyści wielu pracowników najemnych i przedsiębiorców. A kasa fiskalna broni interesów firmy jako całości, przeciwko partykularnym interesom grup czy pojedynczych osób.

Po co komu kasy

Polska prawda jest brutalna. Według szacunków, 30% obrotów sklepów jest poza zasięgiem fiskusa (ściągającego podatki), a 10% odbywa się bez wiedzy właściciela sklepu i trafia do kieszeni pracowników. Miesięczny obrót przeciętnego warszawskiego supermarketu wynosi ok. 10 mld złotych. Bywa też większy. Jest więc o co walczyć. W dużych spółdzielniach czy spółkach pieniądze z "lewizn" trafiają na ogół do kieszeni personelu średniego szczebla zarządzania. Kierownicy ci na ogół mają wpływ na decyzje dyrekcji i właścicieli (często zasiadają np. w radach nadzorczych). Zdaniem specjalistów, w dużych placówkach właściciele nie "kombinują" (lecz ich personel). "Kombinują" natomiast właściciele mniejszych firm i sklepów (oszczędzają na podatkach). Nic zatem dziwnego, że lobby przeciwników kas fiskalnych jest bardzo duże i wpływowe. Termin wprowadzenia obowiązku ich tych urządzeń był kilkakrotnie przesuwany. Z drugiej jednak strony lobby producentów kas i ich instalatorów też jest dosyć silne i nie chce odwlekać zbierania zysków z tego lukratywnego interesu.

Zwolennikami wprowadzenia do firm kas fiskalnych są przede wszystkim właściciele i menedżerowie najwyższego szczebla oraz tak zwani "rasowi" handlowcy. Kasa fiskalna wcale nie zabija duszy i instynktu handlowca, jego kupieckiego nosa, lecz go udoskonala, pobudza. Ludzie, którzy dotąd bali się dotknąć klawiatury komputera, po kilku tygodniach współpracy z systemem kasowym potrafią wykorzystać jego wszystkie możliwości. Umieją go poprawnie interpretować i maksymalnie się nim wyręczać.

Co bardziej roztropni nie poprzestają na tym, że posiedli narzędzie do śledzenia rotacji towarów, stanu magazynów, podglądania sprawności kasjerek czy rejestrowania godzin największego obrotu. Dopytują się: "Skoro jest już ten system, to czy można by go było powiązać z systemem finansowo-księgowym?"

Wymuszone zmiany

Być może jest to paradoks, ale system kasowy, który został wprowadzony w naszym kraju głównie z powodu nieufności do uczciwości podatników, tworzy w Polsce przyczółek nowej kultury: takiej, w której wiele czynności wykonują komputery, eliminując z zarządzania element kontroli człowieka przez człowieka. Być może droga do czystego biznesu prowadzi nie tyle przez oddziaływanie na morale człowieka, co przez redukowanie okazji do oszustwa lub niesprawności.

To jednak dopiero przyszłość, na razie trzeba zadowolić się tym, że za pomocą nowoczesnego systemu kasowego można przeorganizować strukturę firmy na bardziej racjonalną, np. zrezygnować ze zbędnych dostawców i niepotrzebnych towarów, zmniejszyć liczbę personelu, znaleźć i stosować akceptowalne dla konsumentów ceny, zmniejszyć straty, organizując sprzedaż towarów z kończącym się terminem przydatności do spożycia po obniżonej cenie. To nie jest bardzo dużo, ale i tak sporo, jeśli weźmie się pod uwagę, jak niskie pobudki towarzyszą wprowadzaniu obowiązku posiadania kas fiskalnych.