Nauka dla mas

Ułatwiając zdobywanie nowych informacji, ich gromadzenie, przetwarzanie i komunikowanie, informatyka czyni naukę dziedziną wiedzy o coraz bardziej praktycznym, utylitarnym charakterze.

Ułatwiając zdobywanie nowych informacji, ich gromadzenie, przetwarzanie i komunikowanie, informatyka czyni naukę dziedziną wiedzy o coraz bardziej praktycznym, utylitarnym charakterze.

Cyfrowe kodowanie danych ujednolica zdobywaną informację, przesuwa granice poznania, poszerza i wzbogaca uzyskiwaną wiedzę. Pod wpływem technik informatycznych zmienia się nie tylko sama wiedza naukowa, ale także społeczny odbiór nauki. Największe nawet spekulacje naukowe mogą przybrać postać praktycznych zastosowań, czego przykładem są fizyczne badania z dziedziny cząstek elementarnych czy astronomii. Już nie tylko fizycy, chemicy, biologowie, inżynierowie i technokratycznie nastawieni menedżerowie za główny cel i wartość nauki uznają jej technologiczne zastosowania. Coraz częściej intelektualiści, politycy i szeroka opinia publiczna skłonna jest przystać na tezę, że główną wartością poznania naukowego nie jest autoteliczna wiedza i jej prawdziwość, lecz jej użyteczność. Pociąga to za sobą znaczące konsekwencje cywilizacyjne.

W miejsce tzw. kultury wysokiej z wielowiekowymi standardami obiektywnej nauki oraz wyróżnionej pozycji sztuki, coraz bardziej rozprzestrzenia się od ponad pół wieku kultura masowa, charakteryzująca się zmianą, a nawet zanikiem tych standardów i wartości. Masowy odbiorca kultury oczekuje nie trudnych w odbiorze dzieł czy teorii, wymagających namysłu i rozumienia, lecz prostych i użytecznych produktów do szybkiej i jednorazowej konsumpcji. Pod ten wzorzec zaczyna podpadać także nauka. Naukowcy, eksperci i politycy zaczynają coraz częściej mówić o konieczności spożytkowywania wiedzy naukowej jako głównym warunku jej rozwoju, warunku inwestycji w nią, a także podstawowym kryterium oceny. Nauka staje się zjawiskiem kultury masowej.

Czy zjawisko to jest dla nauki korzystne? Jakie ma ono konsekwencje dla dalszego rozwoju cywilizacji, którą na przełomie siedemnastego i osiemnastego wieku kształtował ideał czystej i niezależnej wiedzy naukowej, odchodzący teraz w zapomnienie? Czy stechnicyzowanie wiedzy nie zagraża jej dalszemu rozwojowi? Pytania te koncentrują uwagę zarówno samych naukowców, jak i polityków, którzy określają kształt przyszłego społeczeństwa wiedzy. Są one także przedmiotem zainteresowania mediów, które uczestniczą w procesie popularyzacji wiedzy naukowej. Zostały postawione na konferencji "Nauka a kultura masowa" zorganizowanej przez księdza profesora Michała Hellera w Uniwersytecie Jagiellońskim i Polskiej Akademii Umiejętności.

Trzecia kultura

Gdy w 1959 roku brytyjski naukowiec C. P. Snow opublikował głośną książkę zatytułowaną "Dwie kultury", wywołał nią długotrwałą dyskusję na temat stanu nauki i współczesnej kultury. Zauważając pogłębiającą się różnicę pomiędzy kulturą kształtowaną przez humanistów a wiedzą nauk ścisłych i przyrodniczych, skierował uwagę kolejnych dyskutantów na zjawisko łączenia i przenikania się obu kultur. Snow był zdania, że humaniści mogą być rzecznikami i popularyzatorami wiedzy przyrodniczej (której ranga w społeczeństwie wciąż wzrasta i która wymaga przez to umiejętnego spopularyzowania), o ile tylko zrezygnują z dotychczasowego, mylnego i szkodliwego wyobrażenia o swoim szczególnym uprzywilejowaniu w społeczeństwie.

Idea Snowa znajduje dzisiaj rozwinięcie w kulturowym zjawisku, określanym mianem trzeciej kultury. Stanowi go intelektualny ruch współtworzony przez amerykańskiego wydawcę Johna Brockmana, twórcę internetowego, wpływowego pisma "Edge", animatora licznych dyskusji na temat społecznej czy politycznej roli nauki oraz przemian cywilizacyjnych zachodzących pod jej wpływem. Należą do niego fizycy, biolodzy, informatycy, filozofowie i psycholodzy. Wszyscy oni stanowią grono dyskutantów internetowych forów, jak również autorów poczytnych i szeroko tłumaczonych książek (w Polsce ukazują się one w serii wydawnictwa CiS, zatytułowanej "Nauka u progu trzeciego tysiąclecia").

Jak pisze o ruchu trzeciej kultury sam Brockman: "Przedstawiciele Trzeciej Kultury dzielą się swymi pomysłami i koncepcjami nie tylko z własnym środowiskiem - za pośrednictwem książek docierają do wszystkich wykształconych warstw społeczeństwa. To dzięki nim i charakteryzującej ich postawę koncentracji na realnym świecie żyjemy w epoce, która pod względem aktywności intelektualnej nie ma sobie równych w dotychczasowej historii ludzkości. Dorobkiem Trzeciej Kultury nie są przyczynkarskie spory swarliwych mandarynów - toczone tu debaty bezpośrednio wpływają na losy wszystkich mieszkańców naszej planety".

Specyfiką fenomenu trzeciej kultury jest to, że o problemach naukowych - zarówno teoretycznych, jak i praktycznych - mówią i piszą sami badacze i naukowcy obywający się bez pośrednictwa dziennikarzy. W opinii Brockmana jest to trend nowy, odmienny od tego z poprzednich dekad, kiedy naukowe problemy i samych badaczy popularyzowali pośrednicy - dziennikarze, głównie prasowi czy telewizyjni. Działo się to szczególnie w przypadku tradycyjnych intelektualistów-humanistów, którzy z wyżyn swojej ezoterycznej wiedzy formułowali i przekazywali idee za pośrednictwem podporządkowanych im dziennikarzy-popularyzatorów. Dzisiaj robią to już sami naukowcy, głównie przyrodnicy, a nie tylko humaniści. Nie tyle popularyzują, co tworzą nową wiedzę. Wymóg prostego wykładania teorii i ich szerokiej popularyzacji uznawany jest za cechę podstawową wiedzy naukowej.

Drugim wyróżniającym czynnikiem tego nurtu jest krąg zagadnień, które są tematem badań prowadzonych przez uczonych do niego należących. Są to problemy, najkrócej i najogólniej mówiąc, złożonej natury świata zarówno fizykalnego, przyrodniczego, jak i społecznego czy psychicznego. Rozpatrywane one są w mikro- i makroskopowym wymiarze świata, w niesłychanej różnorodności form i zjawisk w nim się pojawiających. Dominującą cechą tak poznawanego świata jest jego samoorganizowanie się i ewolucyjny rozwój - perspektywa, która ma zupełnie nowe filozoficzno-światopoglądowe konsekwencje. Świat tak przedstawiony jawi się wprawdzie jako bardzo złożony, lecz nie tajemniczy, niezwykle trudny do opisania czy przewidzenia, lecz zarazem coraz bardziej poznawalny.