Nauczyciel schodzi ze sceny

Z Pawłem Poszytkiem, doradcą metodycznym języka angielskiego, członkiem zespołu ''Nowej Matury'' i koordynatorem programu ''Socrates-Lingua'' w Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji, rozmawia

Z Pawłem Poszytkiem, doradcą metodycznym języka angielskiego, członkiem zespołu ''Nowej Matury'' i koordynatorem programu ''Socrates-Lingua'' w Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji, rozmawia

Wiele szkół jeszcze ma dzisiaj problemy z uzyskaniem dostępu do Internetu czy wyposażeniem pracowni komputerowej w odpowiedni sprzęt. Należy jednak przypuszczać, że z czasem te potrzeby zostaną zaspokojone. I co wtedy? Według jakich zasad będzie wykorzystywana technika komputerowa w działaniach edukacyjnych szkoły? Czy ta kwestia została ujęta w projekcie wdrażanej obecnie reformy edukacyjnej? Czy w jej założeniach nauczyciele mogą znaleźć odpowiednie wskazówki?

Najważniejszym dokumentem reformy są "Podstawy programowe". Jest w nich już na początku mowa o tzw. kompetencjach kluczowych, czyli takich, które uczeń powinien posiąść kończąc dany etap nauki. Te kompetencje muszą być w nim rozwijane na wszystkich przedmiotach. Jedną z nich jest zdolność pozyskiwania informacji z różnych źródeł. I to ma być przez szkołę realizowane. Nie jest powiedziane, że to ma się odbywać na jęz. polskim, angielskim, fizyce czy chemii. Szkoła musi stwarzać uczniowi możliwość nabywania tej kompetencji właściwie w każdym momencie jego obecności w szkole, we wszystkich aspektach swojej działalności.

Czy ma to być klucz do wykorzystania informatyki w szkołach?

Myślę, że jest to bardzo ważna wskazówka. Internet jest przecież jedną z form dostępu do informacji. Uczeń powinien więc umieć z niego korzystać, powinien wiedzieć, jak za jego pośrednictwem pozyskiwać potrzebne mu informacje. Chodzi jednak o coś więcej niż tylko o wiedzę i umiejętność. Kompetencja to wiedza plus umiejętność, plus postawa. Mogę np. mieć wiadomości na temat możliwości Internetu, ale w ogóle nie umiem posługiwać się komputerem. Mogę potem umieć to robić, ale w ogóle nie korzystam z tego medium w swojej pracy, gdyż nie mam takiego nawyku czy przekonania. Dopiero, gdy są obecne te trzy elementy, można mówić o kompetencji.

Jak to ma wyglądać w praktyce?

Reforma oświaty przyniosła interdyscyplinarne spojrzenie na proces edukacji. Szkoła musi zadbać o to, by w jej programie nauczania tematy z poszczególnych, dotąd prowadzonych oddzielnie, przedmiotów ściśle się o siebie zazębiały. Musi pokazywać relacje, jakie zachodzą między różnymi sferami rzeczywistości. Nie powinno być tak, że fizyk robi tylko swoje, chemik swoje, a obok jest jeszcze biolog. Ich programy muszą się ze sobą łączyć, tworzyć wspólne płaszczyzny problemowe. Na takiej samej zasadzie należałoby zespolić z innymi przedmiotami także program informatyki. To jest zadanie rady pedagogicznej. Każda szkoła musi sama określić, w jaki sposób będzie nauczała dzieci, jakie programy uzna za najbardziej optymalne w swojej sytuacji. Informatyka nie powinna się z tego modelu wyłamywać. Tu jest duże pole do popisu zarówno dla nauczycieli, jak i dyrekcji szkół.

Należy jednak pamiętać, że komputer jest tylko narzędziem, tylko środkiem do osiągania innych celów. Program informatyki nie może więc być abstrakcyjny, czysto teoretyczny, oderwany od rzeczywistych potrzeb i oczekiwań uczniów i nauczycieli. Musi, moim zdaniem, zaznajamiać ucznia przede wszystkim z tym, co mu będzie przydatne podczas nauki w szkole, a potem umożliwi mu sprawne funkcjonowanie w świecie. Możliwości zastosowania informatyki w edukacji trzeba szukać przede wszystkim w tym, co nas otacza, w tym, co jest nam najbliższe. Edukacja musi skutecznie przygotowywać do późniejszego uczestnictwa w życiu społecznym. Jeżeli nasze społeczeństwo ma być społeczeństwem informacyjnym, to powinna wskazywać możliwości pozyskiwania i sposoby wykorzystania informacji.

Można spotkać się z opinią, że komputery nie są chętnie wykorzystywane w dydaktyce, gdyż nauczyciele boją się ośmieszenia przez uczniów, którzy są z tą techniką za pan brat...

Nauczyciele muszą się z tym pogodzić, muszą zaakceptować zmianę swojego statusu. To wcale nie musi oznaczać deprecjacji ich zawodu. Wręcz przeciwnie, przed szkołą u progu społeczeństwa informacyjnego stoją nowe zadania i wyzwania. Jeżeli będzie potrafiła im sprostać, przyczyni się do wzmocnienia prestiżu nauczyciela, utrzymania jego autorytetu. Kiedyś nauczyciel był najważniejszy w klasie. Miał największą wiedzę, doświadczenie i przekazywał to swoim wychowankom. Obecnie młodzi ludzie potrafią zaskoczyć nauczyciela wieloma rzeczami, o których on nie ma pojęcia. Nie znaczy to, że ma się z tego powodu czuć zawstydzony czy zdegradowany.

W tym momencie może inaczej pomóc uczniowi. Już nie poprzez przekazanie mu konkretnej, szczegółowej wiedzy, którą przecież można znaleźć w różnych miejscach, jeżeli umie się to robić, ale przez wskazanie, co z tą wiedzą w dzisiejszym świecie można zrobić. Jeżeli nawet nauczyciel czegoś dokładnie nie wie, nie potrafi zrobić, to powinien umieć stworzyć warunki, by uczeń mógł jak najlepiej swoje wiadomości i umiejętności spożytkować. Nauczyciel zmienia się dzisiaj w doradcę - tego, który wie, jak różne informacje można ze sobą skojarzyć dla osiągnięcia potrzebnego efektu, który wie, jakimi zasadami należy się kierować przy poszukiwaniu i wyborze informacji. Staje przy boku ucznia i z tej samej pozycji co on próbuje pomóc mu w znalezieniu jak najlepszego rozwiązania. To nie jest już guru na scenie, który wytycza drogi, mówi co jest najlepsze, co trzeba wiedzieć i jak do tego dojść. Często impuls do zajęcia się czymś na lekcji wychodzi od uczniów. To oni sami sygnalizują, czego jeszcze nie wiedzą, co sprawia im kłopoty. Proces uczenia nie polega już na sztywnym realizowaniu programu, lecz na reagowaniu na pojawiające się problemy i na umiejętności stworzenia odpowiednich warunków do ich rozwiązania.

Co jest powodem tak diametralnej zmiany pozycji nauczyciela?

Przede wszystkim postępujący proces demokratyzacji życia społecznego. Chodzi o to, żeby model prowadzenia lekcji odzwierciedlał faktyczne zasady funkcjonowania demokratycznych społeczeństw: że jest praca w grupie, jest negocjacja, planowanie pracy, sprawna komunikacja między uczestnikami projektu. To przede wszystkim jest podstawą zmiany paradygmatu nauczania. Powodem nie jest z pewnością pojawienie się komputerów. Ich zastosowanie w szkolnictwie może jednak doskonale się w ten kontekst wpisać.

W jaki sposób?

Sieciowa struktura Internetu znakomicie odzwierciedla sposób funkcjonowania współczesnych, europejskich demokracji liberalnych. Jej podstawową cechą jest rozproszenie informacji, a co za tym idzie - również rozproszenie podejmowania decyzji. Uczeń, potrafiący poruszać się w wirtualnej przestrzeni internetowej, nabędzie nawyków przydatnych mu także w funkcjonowaniu w dzisiejszym społeczeństwie. Do obowiązujących w nim reguł trzeba dostosować także metody kształcenia. Dlatego i stosunki między uczniem a nauczycielem muszą być podobne do tych, które obecnie obowiązują.

Żeby uczeń nie miał dyskomfortu, gdy potem wejdzie w dorosłe życie?

Tak, on musi w szkole nauczyć się negocjować, komunikować się skutecznie z innymi członkami społeczności, wypracowywać wspólny model działania, umieć obronić własny punkt widzenia. Na tym zasadniczo polega uczestniczenie w demokracji. Model szkoły musi więc naśladować model demokratycznego społeczeństwa. Internet, jako wytwór tegoż społeczeństwa, znakomicie może ten proces wspierać. Uczeń w tym momencie nie musi koniecznie pozyskiwać informacji od nauczyciela, może je zdobyć samodzielnie z innego źródła. Potem wspólnie z nauczycielem mogą porównać wiadomości z tymi, które udało się odnaleźć innym uczniom w klasie. Komputerów nie należy traktować pierwszoplanowo, ale zawsze korzystać z ich pomocy, gdy to daje szansę na lepsze unaocznienie procesów zachodzących we współczesnym świecie.

To są tak zwane aktywizujące metody nauczania?

Tak, to jest praca nad projektem. Jest postawione zadanie, ale nauczyciel nie narzuca, w jakiej formie uczniowie chcą to wykonać. Jeżeli mają np. opisać wybrane przez siebie miasta anglojęzyczne, to jedna grupa może powiedzieć, że będzie to robiła w formie przewodnika po mieście, druga wybierze formę programu radiowego, a trzecia może zdecydować, że będzie to strona internetowa. Grupa sama decyduje, jaką formę ma przybrać jej projekt. Komputery są dla młodzieży bardzo atrakcyjnym medium, mogły- by więc dobrze służyć do realizacji treści programowych z różnych przedmiotów czy bloków przedmiotowych. Wiele zadań, wykonywanych do tej pory tylko w zeszycie, można by z powodzeniem wykonać np. za pomocą Power Pointa.

Współczesna szkoła nie powinna więc ograniczać możliwości wypowiadania się uczniów tylko do formy pisemnej, lecz umożliwiać im wykorzystanie wszelkich dostępnych w dzisiejszym świecie środków przekazu?

Tak, to się sprowadza do stylu uczenia się. Każdy bowiem ma inny. Jest wzrokowiec, jest słuchowiec, jest kinestetyk. Jeżeli nie narzucam mu jednej metody, to mogę nauczyć go bardziej efektywnie, gdyż ma on możliwość uczenia się w takiej formie, która mu najbardziej odpowiada i którą z własnej inicjatywy wybrał. Uczniowie coraz częściej będą wybierać komputery, bo to jest dla nich atrakcyjna i zrozumiała forma komunikacji. W czasach, kiedy wiele rzeczy jest prezentowanych wizualnie, kiedy mamy do czynienia z kulturą obrazu, uczeń będzie wolał wykonać pracę na komputerze niż w zeszycie.

A jak komputer mógłby pomóc nauczycielowi w realizacji tej nowej strategii nauczania?

Mógłby np. zwiększyć jej efektywność. Posłużę się przykładem ze szkoły w Turku, w Finlandii. Na lekcji, którą obserwowałem, nauczyciel języka angielskiego poprosił uczniów, by przeprowadzili w grupach dyskusję na temat zanieczyszczenia środowiska. Jak to zrobić technicznie? Jeżeli w klasie jest ponad dwudziestu uczniów, nie sposób dyskutować z każdym z osobna. I tu właśnie z pomocą przychodzą multimedia. W Turku wyglądało to w ten sposób, że było osiem stanowisk komputerowych z mikrofonami, podłączonych do sieci. Uczniowie siadali przy nich trójkami i prowadzili rozmowę na zadany temat. Nauczyciel ze swojego komputera śledził przebieg dyskusji w poszczególnych grupach. To mobilizowało wszystkich do stałej, jednakowej pracy. Jeżeliby chodził po klasie od jednego do drugiego, jego kontrola nie byłaby tak efektywna, gdyż część uczniów z końca sali mogłaby zajmować się czym innym. Nie chodzi tu o jakąkolwiek inwigilację, lecz posłużenie się techniką do ćwiczenia potrzebnych umiejętności wśród większej liczby uczniów.