Narodowy program informatyzacji szkół - projek

Dołączenie Polski do grona społeczeństw informacyjnych wymaga podjęcia szeroko zakrojonych działań politycznych, społecznych, administracyjnych i gospodarczych, które zapewnią nowemu pokoleniu powszechny dostęp do środków teleinformatyki na poziomie porównywalnym z ich dostępnością w najwyżej rozwiniętych krajach świata.

Dołączenie Polski do grona społeczeństw informacyjnych wymaga podjęcia szeroko zakrojonych działań politycznych, społecznych, administracyjnych i gospodarczych, które zapewnią nowemu pokoleniu powszechny dostęp do środków teleinformatyki na poziomie porównywalnym z ich dostępnością w najwyżej rozwiniętych krajach świata.

Co to oznacza? Powinniśmy stworzyć warunki, aby wyposażyć szkoły wszystkich typów w co najmniej 12-20 komputerowych stanowisk roboczych, z dostępem do serwerów sieci lokalnych i Internetu oraz odpowiednim oprogramowaniem użytkowym - edukacyjnym, sieciowym i narzędziowym.

Niestety, nie ma w administracji publicznej podmiotu o uprawnieniach administracyjno-gospodarczych, umożliwiającego planowanie i skuteczny nadzór nad realizacją projektu o zasięgu ogólnospołecznym. Również brak formalnego mechanizmu koncentracji środków na wybranym celu strategicznym w warunkach ostrych podziałów resortowych administracji państwowej. Ponadto nie doczekaliśmy się jeszcze regulacji prawnych skutecznie przekładających informacje i decyzje administracji państwowej na działanie administracji samorządowej. Nie ma też mechanizmu, który pozwalałby na korzystanie z tanich lub bezpłatnych usług telekomunikacyjnych, gdyby została podjęta realizacja celu strategicznego - zapewnienia powszechnego dostępu młodzieży polskiej do światowej sieci teleinformatycznej.

Wiatr w plecy

Rozpoczęciu prac nad tym projektem sprzyja powszechne, ogólnospołeczne zainteresowanie rewolucją teleinformatyczną. Wiele polskich rodzin jest gotowe ponieść nawet spore wyrzeczenia, aby młodzież mogła korzystać z technik informatycznych. Ponadto informatyzacja wzbudza zainteresowanie organizacji politycznych i społecznych, jako skuteczny instrument zwiększania obecności politycznej.

Nie ma obaw, że temu zadaniu nie podała polski rynek teleinformatyczny. Tenże korzysta z najnowszych technologii na równi z innymi krajami. Ma wysoką dynamikę wzrostu, na którą pracuje setki małych i średnich firm informatycznych, wytwarzających oprogramowanie także do celów edukacyjnych. Notabene, w tym przypadku nie stoją na przeszkodzie bariery językowe.

Za projektem przemawia również dynamiczna reforma administracji samorządowej i państwowej, umożliwiająca względnie szybkie i swobodne kształtowanie nowych procedur i zdecentralizowanych struktur. Zwiększa rolę samorządów w tworzeniu infrastruktury informacyjnej państwa polskiego.

Także z roku na rok wzrasta doświadczenie w korzystaniu ze środków pomocowych (nawet, gdy Bruksela je redukuje, vide PHARE). Można z nich stosunkowo dużo przeznaczyć na cele modernizacji infrastruktury administracji i instytucji samorządowych, które są w trakcie przejmowania placówek edukacyjnych.

Wspomniany cel strategiczny projektu - wszystkie za i przeciw - skłaniają do podjęcia wyzwania, aby rzeczywiście najmłodsze pokolenie przyszłych obywateli polskich uzyskało szeroki dostęp do możliwości oferowanych przez technikę XXI. Jest jedno "ale". Musi być wola polityczna dla tego przedsięwzięcia o charakterze ogólnonarodowym.

Weźmy przykład ze świata: na uczenie dzieci i młodzieży korzystania z techniki informacyjnej nie szczędzą funduszy ani USA, ani Indie, Szwecja i Portugalia, Japonia i Hiszpania, Niemcy i Kanada.

Którędy do celu?

Załóżmy, że odpowiednio silny podmiot polityczny (instytucja, organizacja polityczna) zainicjuje zmianę sposobu wykorzystywania funduszy budżetowych i części środków pomocowych. To pozwoli stworzyć krytyczną masę kapitałową, która uruchomi w każdej gminie i w większości szkół uproszczone pod względem proceduralnym i nisko oprocentowane linie kredytowe, dostępne dla kuratoriów, szkół i komitetów rodzicielskich.

Z tych środków zostaną zakupione instalacje urządzeń teleinformatycznych i oprogramowanie. Odbędą się szkolenia nauczycieli. Zostaną zmodyfikowane programy kształcenia. W rezultacie każdy uczeń powinien mieć dostęp do techniki informatycznej co najmniej 2-3 razy w tygodniu przez 2-3 godziny lekcyjne.

Nie istnieje koordynacja między wydatkami centralnymi a procesem modernizacji infrastruktury szkolnej przejmowanej przez samorządy, organ ustawodawczy miałby więc za zadanie wymusić inną dystrybucję środków budżetowych przeznaczanych na zakup urządzeń i oprogramowania teleinformatycznego. Dzisiaj budżet państwa zaspokaja 5-10% zapotrzebowania na środki teleinformatyczne w szkołach, a środki te trafiają do odbiorców w sposób przypadkowy.

Kluczem do realizacji projektu mogłaby stać się decyzja polityczna, w wyniku której zostałyby odblokowane możliwości wykorzystywania nie tylko niewystarczających środków budżetowych. Odpowiednia zmiana spowodowałaby, że środki te stałyby się finansową gwarancją skarbu państwa dla szybkiego uruchomienia specjalnego funduszu ze środków pomocowych i stworzenia wspomnianych, ułatwionych linii kredytowych, potrzebnych na zakup środków teleinformatyki przez podmioty zajmujące się kształceniem, w tym także przez komitety rodzicielskie.

Należy przyjąć, że duża i skuteczna akcja informacyjna, patronat instytucji politycznych z włączeniem organu ustawodawczego, a przede wszystkim czytelne reguły korzystania z możliwości pozyskania dodatkowych środków w formie kredytu przyczyniłyby się do sukcesu projektu.

Przykładowo, komitety rodzicielskie, jako podmioty współdziałające w procesie realizacji inwestycji, mogłyby sprostać obciążeniom finansowym, o ile składka miesięczna na jednego ucznia w okresie 2 lat w wysokości 5-10 zł pokryłaby wszystkie wydatki związane z nabyciem 20 stanowisk komputerowych, wyposażonych w sieć lokalną i dostęp do Internetu.

Podobne przedsięwzięcie przed 10 laty zrealizowano w USA, co legło u podstaw rewolucji informatycznej w szkolnictwie amerykańskim lat 80.