Największe kłamstwo informatyki

Kolejna sprzedaż, kolejne deja vu. Przeżywam je na stacjach benzynowych, przeżywam je w sklepach, przeżyłem je dziś w aptece i autoryzowanym serwisie Citroena. Widzę ten obrazek od kilkunastu lat, zawsze ten sam. Kiedy proszę o wystawienie faktury VAT, sprzedawca klika jakąś ikonę, a ekran przełącza się w tryb tekstowy 80x25. W odstawkę idzie myszka, ręce spoczywają na klawiaturze, a rolę ikon przejmują klawisze funkcyjne oraz kombinacje z Ctrl i Alt.

Kolejna sprzedaż, kolejne deja vu. Przeżywam je na stacjach benzynowych, przeżywam je w sklepach, przeżyłem je dziś w aptece i autoryzowanym serwisie Citroena. Widzę ten obrazek od kilkunastu lat, zawsze ten sam. Kiedy proszę o wystawienie faktury VAT, sprzedawca klika jakąś ikonę, a ekran przełącza się w tryb tekstowy 80x25. W odstawkę idzie myszka, ręce spoczywają na klawiaturze, a rolę ikon przejmują klawisze funkcyjne oraz kombinacje z Ctrl i Alt.

Witajcie w świecie DOS-a! 12 lat temu, po premierze Windows 95, Microsoft zaprzestał rozwijania systemu. Jego twórcy już na pewno odeszli na zasłużone emerytury albo do innych zadań. A jednak DOS w najlepsze funkcjonuje na dziesiątkach, jeśli nie setkach tysięcy komputerów służących prostym czynnościom w biznesie: sprzedaży, fakturowaniu, zamówieniom, obsłudze magazynu itd.

Pewien drobny przedsiębiorca piszący oprogramowanie dla sklepów wyjaśnił mi powody, dla których jego klienci kochają aplikacje na DOS-a oraz sam system: "Komputer z DOS-em uruchamia się szybko. Nie może być niczym zainfekowany, bo nie jest podłączony do Internetu. W miejscu, w którym liczy się czas - a tak jest na kasie - jest lepsza od myszki. Wymagania sprzętowe są żadne".

IBM dyskontuje popularność DOS-a sprzedając swojego klona: PC-DOS. Ale nie trzeba go kupować, bo w Internecie dostępne są doskonałe emulatory. DOSBox, choć ostatnia jego wersja nosi numer 0.70 (co oznacza, że zdaniem autorów nie jest jeszcze w pełni gotowa), znakomicie "udaje" DOS-a na każdym systemie operacyjnym, włączając w to w pełni darmowego Linuxa.

Sprawa wygląda więc tak: najpierw autorzy systemów operacyjnych w pocie czoła wymyślają nowe funkcje. Wskutek tego wykładniczo wzrasta złożoność oprogramowania, a wraz z nią - jego zawodność. Do takiej złożoności potrzebne są nowe gigabajty i gigaherce oraz narzędzia administracyjne i aktualizacyjne.

Następnie całe to zamieszanie jest pracowicie "odkręcane" przez innych twórców, którzy tworzą emulatory starych, poczciwych platform. Dzięki nim klienci mogą robić to, co im się podoba i im pasuje, nie zaś to co producent uznał za "oczekiwania rynku".

Wiem, gdzie tkwi błąd! Kto, na Boga, uznał, że w jednym systemie trzeba połączyć proste funkcje, potrzebne np. przy fakturowaniu i sprzedaży, z zaawansowanymi "kombajnami" jak maszyny wirtualne, miniserwery bazodanowe i komunikatory multimedialne? Moim zdaniem, to największe kłamstwo informatyki - a żeby się o tym przekonać, wystarczy wybrać się na najbliższą stację benzynową, do apteki lub do hipermarketu.


TOP 200