Najważniejszy 1 stycznia

Z Ewą Lewicką, wiceminister pracy, rozmawia Olo Sawa.

Z Ewą Lewicką, wiceminister pracy, rozmawia Olo Sawa.

Prokom zobowiązał się dostarczyć oprogramowanie na 1 stycznia 1999 r., datę, która ma rozpocząć reformę emerytalną. Pani podważa realność tych zobowiązań.

W umowie ze spółką Prokom są dwie daty. Jedna dotyczy systemu do obsługi II filaru i ten rzeczywiście ma zostać skończony 1 stycznia 1999 r. Drugi zaś, istotniejszy z punktu widzenia reformy, to właściwy system kont indywidualnych dla potrzeb pierwszego filaru, który dostawca zobowiązał się wykonać nie wcześniej niż 1 lipca 1999 r.

... czyli w pół roku po rozpoczęciu reformy i powstaniu funduszy emerytalnych.

I dlatego nasze obecne rozmowy ze spółką Prokom dotyczą przyspieszenia terminów. Zależy nam - mówiąc wprost - aby Prokom jak najszybciej zakończył pisanie oprogramowania. Oczywiście firma stawia warunki...

Jakie są to warunki?

Przede wszystkim przedstawiciele Prokomu chcą, abyśmy określili, czego oczekujemy po oprogramowaniu, jakie będą zmiany ustawowe i nowelizacje. Najważniejsza jednak jest odpowiedź na pytanie, czym ma być I filar.

Chce pani powiedzieć, że ZUS podpisując umowę z Prokomem m.in. na stworzenie systemu do obsługi I filaru, nie określił, czym ma być zreformowany I filar?

Wydaje się, że nie. Kwestia ta miała być rozważana później.

Co jeszcze zawiera umowa?

Nie mogę powiedzieć. Na życzenie dostawcy umowa jest poufna, gdyż zawiera - jak określili przedstawiciele Prokomu - "unikalne rozwiązania mogące być wykorzystane przez konkurencję".

Czy widziała Pani umowę z Prokomem? Ostatnio mówiła Pani, że nie miała okazji się z nią zapoznać?

Tylko jeden przedstawiciel rady nadzorczej był - jako obserwator - dopuszczony do negocjacji z oferentami i mógł zapoznać się z umową. Ja nie byłam tym obserwatorem. Nie widziałam zatem kontraktu przed 25 listopada, czyli objęciem funkcji wiceministra i pełnomocnika rządu ds. reformy zabezpieczenia społecznego.

Ale wypowiadała się Pani na temat projektu?

Owszem, będąc od 1 stycznia 1996 r. członkiem rady nadzorczej ZUS. Już na drugim spotkaniu rady w 1996 r. został nam przedstawiony Andrzej Giryn, jako osoba odpowiedzialna za tworzenie systemu informatycznego. Potem docierały do nas pewne spory merytoryczne między zwolennikami systemu opartego na scentralizowanych i rozproszonych bazach danych. Spory te były na tyle silne, iż na wniosek "Solidarności" rada nadzorcza zażądała w listopadzie 1996 r. odpowiedzi na pytanie, w jakiej architekturze ma być tworzony nowy system. W rok później ZUS odpowiedział na pytanie postawione tym razem przez pełnomocnika rządu, iż sprawa została przesądzona na korzyść rozproszonych baz danych.

Czy miała Pani wątpliwości, co do wyboru oferenta?

Mieliśmy takie wątpliwości, negatywnie opiniując procedury przyjęte przez ZUS w tym przetargu.

Dlaczego?

Nie mogę odpowiedzieć wprost, gdyż były to bardziej podejrzenie niż dowody. Nie podobało się nam również to, że na wybór oferenta poświęcono aż 1,5 roku, co opóźniło znacznie wejście reformy. Do końca nie był rozwiązany problem finansowania przedsięwzięcia, a także brak odpowiedniej dokumentacji projektu.

Czy sądzi Pani, że przetarg na budowę najdroższego w Polsce systemu informatycznego był sprawą polityczną?

Mam swoje osobiste zdanie na ten temat. Wolałabym go nie ujawniać.

O przyszłości projektu zadecyduje zamawiający, czyli ZUS. Prezesa tej instytucji nadal nie ma. Pani już zdecydowała.

Nie. Kontrakt jest w rękach eksperta powołanego przez ministra pracy i polityki socjalnej. Nie ma jeszcze wyników tej ekspertyzy. Ja też na nią czekam. Jednak mnie interesuje przede wszystkim to, czy budowa systemu informatycznego nie zakłóci procesu wprowadzania reformy. Ja muszę zdążyć z reformą ubezpieczeń emerytalnych.


TOP 200