Najemnicy

Na łamach Computerworld zastanawiałem się już, jaką rolę w pracy informatyka może odgrywać rozwój osobowości, uczucia, piękno. W tym artykule zajmę się zagadnieniami etycznymi i moralnymi związanymi z tworzeniem oprogramowania. Tak jak poprzednio temat jest związany z projektem Humanistyczna inżynieria oprogramowania (więcej informacji na temat projektu na stronie http://www.projekt-hio.info ).

Na łamach Computerworld zastanawiałem się już, jaką rolę w pracy informatyka może odgrywać rozwój osobowości, uczucia, piękno. W tym artykule zajmę się zagadnieniami etycznymi i moralnymi związanymi z tworzeniem oprogramowania. Tak jak poprzednio temat jest związany z projektem Humanistyczna inżynieria oprogramowania (więcej informacji na temat projektu na stroniehttp://www.projekt-hio.info ).

Najemnicy

Niedawno prowadziłem szkolenie we Wrocławiu. Gdy wracałem pociągiem do Warszawy, w przedziale jechało jeszcze kilku informatyków z dwóch dużych firm informatycznych. Rozmawiali o różnych rzeczach związanych z pracą, jeden opowiedział historię, jak zgłosiła się do nich osoba, która chciała zlecić zrobienie oprogramowania do rozliczania abonamentów. W firmie szybko zorientowano się (w jaki sposób, opowiadający nie wspomniał), że osoba reprezentuje mafię i łatwo się domyślono czego dotyczą "abonamenty". Do transakcji w końcu nie doszło (jak zrozumiałem, ze względu na zbyt wysoką cenę). Znamienna jest natomiast reakcja słuchających, sprowadzała się do stwierdzenia "No cóż, klient jak klient, jeżeli tylko chciał zapłacić za zlecenie".

No właśnie, czy na pewno klient jak klient? Czy nie ma znaczenia, kto i do jakich celów wykorzystuje stworzony system? Przypomina mi to sytuację jaka panowała w środowisku naukowym na początku XX w., gdzie dopiero zrzucenie bomb atomowych na Hiroszimę i Nagasaki wywołało wstrząs moralny w środowisku i głębszą refleksję nad etyczną odpowiedzialnością za wykorzystanie rezultatów badań naukowych (ile z tej refleksji przetrwało do dzisiaj, to już inna sprawa). Warto zastanowić się nad etyczną stroną naszego zawodu, nie czekając na równie dramatyczny impuls. Oczywiście zagadnienia etyczne nie są obce naszemu środowisku, są jednak traktowane marginalnie i w Polsce chyba nie było szerszej dyskusji na ten temat. Należy jednak pamiętać, że aby taka dyskusja była owocna, trzeba do niej zaprosić także zawodowych etyków; specyfika inżynierii oprogramowania sprawia, że natykamy się na wiele trudnych i niejednoznacznych problemów.

Opisany powyżej przykład nie jest jedynym, a pewnie nawet nie jest najważniejszym problemem etycznym informatyków, co jednak jest ciekawe, jak ujął to ojciec Brown w jednej z powieści Chestertona, nie chodzi o to, że nie widzą rozwiązania, oni nie widzą problemu. W przypadku takich zjawisk jak naciąganie klienta na zupełnie niepotrzebne mu rozwiązania, czy używanie nielegalnego oprogramowania ocena moralna jest mniej więcej jasna (nierzadko mniej). W tym przypadku jednak osoby uczestniczące w dyskusji nie były zainteresowane zleceniem osobiście, opowiadali to po prostu jako ciekawostkę. Nie jest to więc sprawa naginania zasad moralności, żeby osiągnąć zysk. Byli to mili, wykształcenia ludzie, bez obaw zostawiłbym w przedziale kurtkę z pieniędzmi. Jestem przekonany, że w życiu prywatnym kierują się uczciwością. Oni po prostu nie widzieli w tym nic nieetycznego. Ciekawe jest, w jaki sposób struktura zwodu informatyka może prowadzić do powstania takiej ślepej plamki zmysłu moralnego. Jedną z przyczyn może być obraz świata dominujący wśród przedstawicieli profesji technicznych.

Dziedzictwo Kartezjusza

Przez wiele wieków najważniejszym odnośnikiem wiedzy o naturze świata była religia. Prawdy religii były aksjomatami determinującymi co jest prawdziwe, a co nie. Nawet pierwsze prace nauki nowożytnej, prace Newtona, Keplera, Galileusza były jednocześnie traktatami teologicznymi. Jeszcze w XVIII, a nawet XIX w. potwierdzenia teorii naukowych poszukiwano w teologii. Dopiero w XIX, a zwłaszcza w XX w. rolę tę zaczęła przejmować nauka. Jaki obraz świata pokazuje zatem nauka współczesna, czy raczej, jaki naukowy obraz świata dominuje w edukacji, a co za tym idzie w społeczeństwie (są to dwie trochę różne rzeczy, ten ostatni bardziej jest zgodny z nauką XIX w. niż XXI)? Co w tym obrazie jest takiego, że może wpływać na etykę? Cofnijmy się do początków metody naukowej - do prac Kartezjusza. Wymyślił on prosty sposób badania natury:

  1. Załóż, że badany system jest maszyną.

  2. Stwórz mechaniczny model systemu.

  3. Sprawdź czy zachowanie modelu jest zgodne z zachowaniem systemu rzeczywistego; jeżeli nie, wróć do punktu 2.
Metoda ta okazała się niezwykle skuteczna i jest źródłem sukcesu nauki współczesnej, spowodowała jednak jeden, niezamierzony przez Kartezjusza, efekt uboczny: pewna sztuczka myślowa, założenie metodologiczne zostało potraktowane jako podstawowa natura rzeczywistości. Świat zaczął być traktowany jako jedna wielka maszyna, stał się dla człowieka miejscem obcym, w którym nie ma miejsca na uczucia i wartości. Jest to szczególnie widoczne właśnie wśród przedstawicieli zawodów technicznych, cała edukacja naukowo-inżynierska zachęca do, a nawet wymaga, wejścia w stan umysłu, w którym działalność i wytwór inżyniera są postrzegane jako etycznie neutralne.

Próby wprowadzenia wartości w ten obszar często są traktowane jako herezja przeciwko Świętemu Obiektywizmowi, wchodzenie w konszachty z diabłem subiektywizmu. Rezultatem jest stan umysłu, w którym wartości etyczne są postrzegane jako coś nierzeczywistego. Dominuje podejście "techniczne" do pracy, traktujemy swoją profesję jako zajęcie czysto techniczne, etycznie neutralne. Między innymi to zarzucał informatykom Christopher Alexander - twórca idei wzorców - cechuje nas mentalność najemników (powiedz mi, co mam Ci zrobić, a ja to zrobię), z samych wzorców wzięliśmy tylko aspekt techniczny, zapominając o aspekcie moralnym, który w oryginalnym ujęciu jest bardzo istotny.

Co ciekawe, informatyk poza pracą często potrafi na tyle zmienić stan umysłu, że ponownie zaczyna dostrzegać wartości jako coś rzeczywistego. Posługujemy się dwoma (lub więcej) obrazami świata, co prowadzi do swoistego rozdwojenia jaźni. Widoczne jest to wyraźnie choćby wśród osób wierzących, z jednej strony, gdy są w pracy świat jest bezduszną maszyną, z drugiej strony, będąc w kościele, spokojnie akceptują świat duchowy, przeniknięty przez Boga, dopuszczający interwencje nadprzyrodzone (nie chodzi o to, że świat nauki i świat religii na gruncie rozumu są nie do pogodzenia, raczej o to, że wymaga to dużego wysiłku poznawczego, który często nie jest podejmowany, choćby z braku czasu).

Fragmentaryzacja

Kolejnej przyczyny można upatrywać w dominujących procesach wytwarzania oprogramowania, zwłaszcza w dużych, bardziej formalnych firmach. Procesy, w których z jednej strony deweloper pracuje tylko nad małym fragmentem całości, a z drugiej, często pracuje według narzuconego z góry planu. W rezultacie deweloperzy - traktowani jak kółka w maszynie (proszę wyobrazić sobie sytuację, gdy programista w firmie odmawia implementacji jakiejś cechy z powodów etycznych) - tracą poczucie głębszej odpowiedzialności za swoją pracę. W nadmiernie zbiurokratyzowanych procesach rodzi się podejście biurokratyczne: interesuje mnie tylko mój kawałek pracy, a czy to ma jakikolwiek sens i jaki jest tego wpływ, to już nie moja sprawa, robię to, czego ode mnie wymagają, bo i tak nie mam wpływu na całość.

Rodzi to pytanie o cel i sens pracy informatyka. Czy pracuję tylko dlatego, żeby zarobić pieniądze, bo praca jest interesująca, daje poczucie stabilizacji, daje prestiż społeczny? Motywy zapewne są różne. Na temat głębszej wartości pracy wypowiadało się wielu mądrych ludzi, można sięgnąć do psychologii, filozofii czy encyklik Jana Pawła II.


TOP 200