Najcenniejsza uwaga

Wiele wskazuje na to, że w dzisiejszym społeczeństwie postindustrialnym występują reguły ekonomiczne obce społeczeństwu przemysłowemu.

Wiele wskazuje na to, że w dzisiejszym społeczeństwie postindustrialnym występują reguły ekonomiczne obce społeczeństwu przemysłowemu.

Nazywanie epok w dziejachcywilizacji to ważny składnik naszej świadomościhistorycznej. Na wcześ-niejsze epoki mamy jednolitenazwy, co do których panuje powszechna zgoda - społeczeństwo przedprzemy-słowe, agrarne nazywamy feudalnym, społeczeństwo przemysłowe, nowoczesne - kapitalizmem. Są to szyldy nadawane ex post. Warto zapytać, jaka jest nasza samowiedza o społeczeństwie, w którym żyjemy.

Interesują mnie tu nie tyle wielkie systemy teoretyczne, ile ewolucja poglądów na gospodarkę w wieku komputera i sieci. Najdłuższy żywot ma pojęcie gospodarki informacyjnej, albo krócej - e-economy, później gospodarki sieciowej. Te nazwy są jednak zbyt ogólne, nie specyfikują dobrze fenomenu, który chcą opisać. Pod koniec lat 90. w czasie boomu firm technologicznych przyjęło się mówić o nowej ekonomii lub ekonomii dotcomów. Żarliwość, z jaką roztaczano wizje tej nowej gospodarki, przypominała agitację za (dot)komunizmem.

Dziś w obiegu naukowym, publicystycznym, a także w dyskursach polityczno--ideologicznych krąży wiele mniej lub bardziej precyzyjnych, często metaforycznych określeń (metaforyzacja języka jest jedną z najbardziej charakterystycznych cech naszego życia intelektualnego). Najczęściej pojawia się "gospodarka oparta o wiedzę" albo kreatywna, ale można się spotkać także z takimi określeniami, jak: gospodarka mobilna, gospodarka przepływów, przemysłów kultury, pomasowa, zdematerializowana, wyszukiwania, e-bay economy, uwagi, spełnienia i oczywiście gospodarka 2.0, czyli przeniesienie fenomenu Web 2.0 na obszar ekonomii.

Czy cyberprzestrzeń uchyla prawa klasycznej ekonomii?

Nie ulega wątpliwości, że światodchodzi od epoki, którą cechowała masowa produkcja materialna, infrastrukturę cywilizacyjną stanowił przemysł, a teoria ekonomii mówiła tylko o pieniądzu, cenach, inwestowaniu, oszczędnościach, prawie podaży i popytu itp.

Zdaniem niektórych badaczy, dziś te znane nam kategorie już nie wystarczą; musimy opisywać świat innym językiem. Do opisu planet, na których nie ma życia, wystarcza chemia i fizyka z dyscyplinami pochodnymi (geologia itp.). Do opisu naszej planety, na której istnieje życie, te dyscypliny są oczywiście niewystarczające; potrzebna była nowa - biologia. Na gruncie fizyki czy chemii nie można byłoby mówić o płci, rozmnażaniu, starzeniu organizmów, trawieniu, czy pasożytach. Kiedy pojawiła się kultura, trzeba było następnych dyscyplin: filozofii, socjologii, antropologii, psychologii itp. Michael Goldhaber w pracy "The Attention Economy. The Natural Economy on the Net" jest zdania, że dziś wszystkie dotychczasowe dyscypliny i paradygmaty nie są w stanie satysfakcjonująco wyjaśnić świata, jaki nas otacza. Autor powiada wręcz, że trzeba nam odkryć prawa ekonomiczne nowej generacji. Dla profesjonalnych ekonomistów brzmi to jak herezja.

Chodzi o prawa inne od tych, które znamy; takie, które objaśnią świat globalizacji, cyberprzestrzeni, sieci, rzeczywistości wirtualnej itp. Prawie 500 lat przed wynalezieniem globalnej "pajęczyny" przez Tima Bernersa-Lee, Krzysztof Kolumb odkrywał Amerykę. Wtedy nie wyobrażano sobie w Hiszpanii, a potem w Anglii, Holandii czy Francji, że na nowych lądach może zapanować porządek inny niż feudalny z książętami, latyfundiami, poddanymi itp. Tymczasem Nowy Świat, a ściślej mówiąc Ameryka Północna, w zasadzie tego nie przyjął. Okazał się najżyźniejszym podglebiem dla nowego ustroju - kapitalizmu, który odrzucił kulturę i instytucje feudalizmu. Bez Ameryki zaczęta przez Europejczyków rewolucja przemysłowa i demokratyczna, czyli nowoczesny kapitalizm, długo nie zdominowałyby Europy i reszty świata.

Dzisiejsze idee ekonomiczne wyrastają z industrializmu rynkowego, który był całkiem inny od feudalizmu. Jednakże przekonanie, że znane nam prawa ekonomiczne są ponadczasowe, jest fałszywe - konkluduje Goldhaber. Tak jak bowiem kapitalizm różnił się od feudalizmu, tak rodząca się ekonomia, nazwana przez M. Castellsa informacjonalizmem, różni się od cywilizacji kapitalizmu. Jeśli cyberprzestrzeń zaludnią miliardy ludzi, a kiedyś to się stanie i to raczej wcześniej niż myślimy, to świat będzie jakościowo inny od tego, który kształtowały ostatnie dwa stulecia. Ekonomia w takim świecie będzie dotyczyła przede wszystkim dóbr symbolicznych przepływających bez przeszkód przez sieci.

Teoria ekonomii narodziła się dlatego, że jakichś dóbr nie wystarczyło dla wszystkich. Jeśli wszystkiego byłoby w bród, jeśli nie byłoby dóbr rzadkich, to nie byłoby ekonomii. Wobec obfitości dóbr najważniejsza, zdaniem Goldhabera, staje się uwaga, zainteresowanie odbiorcy oferowanym produktem. Najlepiej pozyskać uwagę, sprzedając marzenia. To uwaga właśnie jest dziś w rozwiniętych gospodarkach najrzadszym dobrem. Ekonomia to flow of attentions. Im więcej uwagi skieruje się ku sobie, tym więcej ma się władzy. Niektórzy ludzie nigdy szczególnie nie zabiegali o pieniądze i dziś są tacy, którzy nie zabiegają o pozyskanie uwagi. Ale tak jak pieniądze były zawsze niezbędne do przetrwania, zwłaszcza w czasach kapitalizmu, tak samo uwaga będzie konieczna do przeżycia w dzisiejszym świecie. Staje się ona czymś w rodzaju pomocniczego środka wymiany. Pozyskaną uwagę ludzi można po prostu sprzedać, można też za nią coś kupić.

Wynika stąd, że jeśli informacji mamy bez liku - informacji pojmowanej tu jako dobra symboliczne: wiedza, kultura, rozrywka w najróżniejszej postaci: tekstowej, wizualnej, wirtualnej itp., to znaczy, że mamy do czynienia z nowymi regułami kreatywnej ekonomii sieciowej. Im więcej dóbr cyfrowych krąży w sieci, tym silniej działa prawo procesu kumulacyjnego skutkujące przyrostem nowych dóbr. Obfitość tych dóbr wyłącza zasadę konkurowania o nie, są one bowiem w przeciwieństwie do dóbr materialnych niewyczerpywalne. To ich wytwórcy muszą konkurować o uwagę odbiorców.

Dobra krążące w sieci mogą dotrzeć do każdego. Im więcej ich krąży, tym każdy jednostkowy dostęp jest wartościowszy. Nabywając ten dostęp, kupuje się jakby całą sieć, a nie tylko konkretne urządzenie (modem), które otwiera do niej drogę. Działa tu prawo Metcalfa, zgodnie z którym użyteczność sieci i jej wpływ na procesy społeczne powiększa się zgodnie z potęgowym rozkładem relacji między uczestnikami.

Postkapitalizm?

Czy z tego wynika, że mamy do czynienia z postekonomizmem? Niekoniecznie. Peter Drucker już 15 lat temu mówił, że mamy do czynienia z rodzącym się społeczeństwem postkapitalistycznym. Nie unieważnia to konstatacji Bella, Drucker stwierdza za nim, że będzie to społeczeństwo postindustrialne. Nie będzie to zarazem ani socjalizm, ani antykapitalizm. Pewne instytucje kapitalistyczne przetrwają, ale napełnione innymi treściami. Pozostanie także rynek jako efektywny regulator aktywności ekonomicznej. Ale sam rynek nie został wynaleziony przez kapitalizm, istniał już przed jego narodzinami.