Naiwnych nie sieją

W nr. 35 CW zamieściliśmy krótką informację pt. "Uwaga! Oszustwo" o firmie "PC Market", która nie dostarczyła swoim klientom sprzętu, ani nie zwróciła wpłaconych pieniędzy. Poszkodowani zwołali zebranie na 26 września. Gdy niespodziewanie zjawił się p. Jerzy Słyk, właściciel firmy, okazało się, że sprawa jest banalna i nietypowa zarazem. Ot po prostu barwny, choć dla niektórych bolesny przyczynek do naszego komputerowego rynku.

W nr. 35 CW zamieściliśmy krótką informację pt. "Uwaga! Oszustwo" o firmie "PC Market", która nie dostarczyła swoim klientom sprzętu, ani nie zwróciła wpłaconych pieniędzy. Poszkodowani zwołali zebranie na 26 września. Gdy niespodziewanie zjawił się p. Jerzy Słyk, właściciel firmy, okazało się, że sprawa jest banalna i nietypowa zarazem. Ot po prostu barwny, choć dla niektórych bolesny przyczynek do naszego komputerowego rynku.

Banalność tej sprawy dotyczy nie tylko komputerów: klienci szukają, co jest zrozumiałe, okazji, by kupić tanio, jak najtaniej. Ceny sprzętu oferowanego przez "PC Market" były chyba najniższe w kraju.

Łatwo to sprawdzić przerzucając numery "Gazety Wyborczej", która przez kilka miesięcy br. zamieszczała reklamę tej firmy wraz z cenami sprzętu. Nawet dziś, po stopniowych obniżkach cen komputerów na naszym rynku, byłaby to oferta konkurencyjna. A w dodatku "PC Market" oferował sprzedaż kredytową, gwarancję, wysyłkę pod wskazany adres... I miał dealerów w kilku większych miastach. Czy trzeba czegoś więcej, by zwabić licznych klientów, zwłaszcza indywidualnych?

Na spotkaniu poszkodowanych, które odbyło się na klatce schodowej typowego warszawskiego wieżowca i zgromadziło, licząc na oko, ponad 40 osób, przeważali przyjezdni. Był wśród nich m.in. młody człowiek z Grudziądza, rozdygotana z rozpaczy pani z Wrocławia, kilka osób z Wybrzeża, Lublina, z miast śląskich, z Białegostoku. Wszyscy twierdzili, że to nie pierwsza ich podróż, z której ponownie wrócą do domu bez sprzętu i wpłaconych na niego pieniędzy. Najniższa utracona kwota, to kilka milionów. W przypadku tych, którym się zamarzyła 486-tka z 200 MB dyskiem - blisko 25 mln zł. Niektórzy przyjechali z kilkunastoletnimi dziećmi, dla których komputer miał być przeznaczony.

Nietypowa strona tej sprawy to sam p. Jerzy Słyk i jego zachowanie się w stosunku do poszkodowanych klientów, a także wyjaśnienia jakich im i nam udzielił.

Niektórzy zwiedzający tegoroczne warszawskie targi Komputer Expo '92 może go nawet pamiętają: ten młody, wysoki człowiek w przejściu między salami wystawowymi wtykał wszystkim przechodzącym kolorową, przyzwoicie zrobioną publikację pt. "PC Market", zawierającą oferty przede wszystkim dalekowschodnich firm.

A wszystko zaczęło się w l991 r., kiedy to na Pradze Północ zarejestrował firmę, która w zgłoszeniu miała prawo do wydawania "PC Marketu" - reklamowego wydawnictwa i do składania komputerów. Wydawnictwo bardzo spodobało się firmom dalekowschodnim, które w zamian za promocję oferowanych wyrobów, obiecały p. Słykowi kilkunastoprocentową obniżkę marży na swoje części do komputerów. I wówczas "PC Market", obok cen części składowych, zaczął podawać ceny komputerów, własnej firmy która - nie sposób było w tłoku na zebraniu dociec dlaczego - raz nazywała się "PC Market", innym zaś razem "Slyk Express Computer". Zdaniem p. Słyka, na początku wszystko świetnie szło. Ponad 100 klientów odebrało komputery składane na zlecenie ze sprowadzanych części przez różne osoby, ale w terminie, no czasem z małym poślizgiem.

Niestety, okazało się, że dalekowschodni partnerzy nie dotrzymali obietnic cenowych.

I wyszło na to, że pierwsi klienci p. Słyka otrzymali sprzęt dotowany z ...przedpłat następnych klientów. Ci ostatni pokrywali też koszta udzielanego wcześniejszym odbiorcom kredytu. Ceny podnosił, jak oświadczył, nieznacznie, bo przecież nie można tego robić gwałtownie... Krach nastąpił 26 sierpnia. Od tego bowiem dnia wszyscy naraz, zniecierpliwieni przedłużającymi się terminami, zaczęli masowo odwiedzać firmę żądając zwrotu pieniędzy. Między wierszami p. Słyk daje do zrozumienia, że zawdzięcza to innym firmom komputerowym, które zdenerwował zbyt niskimi cenami swojego sprzętu.

Obecnie p. Słyk ma kilkaset milionów długu i na karku zdesperowanych klientów. Ich liczbę sam określa na nieco ponad 50 osób. Sądząc jednak po numerach zamówień, można przypuszczać że jest ich znacznie więcej. Część już wniosła

sprawy z powództwa cywilnego.

A co robi p. Słyk? Zjawił się na spotkaniu zwołanym przez poszkodowanych, czego nikt się nie spodziewał. Przyniósł ze sobą plik druków obitych na powielaczu i spokojnym głosem oświadczył, że podjął już poważne kroki, które pozwolą na zaspokojenie żądań klientów. I wszystkim rozdawał po 3 karteczki. Jedna zawierała adres Sądu Rejonowego dla Warszawy Pragi-Północ, do którego można występować z powództwem cywilnym, przedruk wspomnianej już informacji z nr. 35 naszego pisma oraz ogłoszenie, które prawdopodobnie (jak oświadczył) ukaże się w "Gazecie Wyborczej". Ostrzega ono wszystkich potencjalnych klientów przed zawieraniem z nim jakichkolwiek transakcji pieniężnych. Drugi druczek zawiera...aktualne ceny komputerów oferowanych w akwizycji przez p. Słyka. Ceny, co warto zauważyć, wysokością nie odbiegają od oferowanych przez inne firmy. Bo też ten sprzęt pochodzi nie od niego lecz z firm, które jednak nie życzą sobie, by wymieniał ich nazwy. Sprzęt jest oferowany z natychmiastową dostawą. I wreszcie druczek trzeci, w którym p. SLyk informuje: " z dniem 24.09.92 r. rozpoczynamy na początek intensywną działalność akwizycyjną, mającą na celu pozyskanie nowych zamówień, z zysków których będziemy realizować dostawę zaległego do odbioru sprzętu lub wypłatę równowartości pieniężnej za sprzęt." W innym miejscu czytamy, że ten sprzęt już nie jest dotowany, zawiera kilkuset tysięczną marżę dla "PC Market", co pozwoli firmie na oddłużenie...

Zasypany przez klientów pytaniami, "kiedy nastąpi ten cud" - p. Słyk nie zobowiązuje się do żadnego terminu. Wkrótce, może za kilka tygodni, może za kilka miesięcy...

A więc jak widać sprawa, a właściwie sprawca jest niebanalny. Zachowuje się tak, jak gdyby był przeniesiony cudownym sposobem do l992 r. z wczesnych lat 80. Wtedy wystarczyło sprowadzić jeden komputer z Dalekiego Wschodu, by za osiągnięty zysk kupić mieszkanie. Przed rokiem zaczynał w tym biznesie, jak sam przyznał z rozbrajającą szczerością, z kwotą 45 mln zł.! Nie ucieka jednak od odpowiedzialności, stanął przed ludźmi, których naraził na utratę znaczących dla nich sum, sam proponuje pójście do sądu i własne sposoby zadośćuczynienia tym, których oszukał. Oczywiście pod warunkiem, że - jak stale podkreślał - nie zostanie zatrzymany z nakazu prokuratora albo, o czym też kilkakrotnie mówił, któryś z klientów nie "porachuje się z nim po swojemu", czym mu już ponoć grożono.

Jaką miarkę przyłożyć należy do tego człowieka? Oszust? A może oszukany przez własną wyobraźnię, która mu podsunęła pomysły nie z tej epoki?


TOP 200