Nadzieja w WWW

Konstytucyjnemu prawu do informacji brakuje wciąż ustawowego umocowania. Dwa poselskie projekty ustaw o dostępie do informacji publicznych i o jawności procedur administracyjnych wskazują, że najlepszą metodą upubliczniania informacji jest Internet.

Konstytucyjnemu prawu do informacji brakuje wciąż ustawowego umocowania. Dwa poselskie projekty ustaw o dostępie do informacji publicznych i o jawności procedur administracyjnych wskazują, że najlepszą metodą upubliczniania informacji jest .

Urzędniczka jednego ze śląskich magistratów na moją prośbę udostępnienia uchwały budżetowej rady miasta zażądała wyjaśnień, w jakim celu jest mi to potrzebne. Dla odmiany przedstawiciele Łodzi, Gdańska, Ostrowa Wielkopolskiego czy też Krakowa upubliczniają uchwały miejskie nie tylko na tablicach ogłoszeń, lecz także w swoich serwisach internetowych. Szczecińska rada miasta podjęła zaś jako pierwsza w Polsce uchwałę, że informację o wykonaniu budżetu przedstawia się w wersjach drukowanej i elektronicznej na stronie internetowej Urzędu Miejskiego.

Te przykłady ilustrują, jak często interpretacja konstytucyjnego prawa do informacji (art. 54 i 61 Konstytucji RP) zależy od dobrej woli lokalnych polityków i urzędników. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja, gdybyśmy chcieli zapoznać się z projektem ustawy np. o podatku VAT w czasie uzgodnień międzyresortowych. Projekt pozostaje poufny, aż do momentu, gdy wpłynie do laski marszałkowskiej.

Kto otrzymał koncesję? Kto lobbował za ustawą o prawie telekomunikacyjnym? Dlaczego opinia publiczna nie może poznać umowy między Zakładem Ubezpieczeń Społecznych a Prokom Software? Chociaż w powszechnym odczuciu te pytania dotyczą informacji publicznych, urzędnicy wolą udawać, że nie znają konstytucji, niż narażać się na zarzut ujawniania informacji niejawnych.

Temu zaś mają zaradzić projekty ustaw, skierowane właśnie do Sejmu, o dostępie do informacji publicznej (projekt grupy posłów AWS) i o jawności procedur decyzyjnych, grupach interesów i publicznym dostępie do informacji (projekt Unii Wolności).

Określenie skali dostępu

Różnice między obu projektami są dość znaczące. Posłowie AWS ograniczają się do zdefiniowania, na czym ma polegać dostęp do informacji publicznej i jakie informacje podlegają upublicznieniu. Przykładowo, treść aktów administracyjnych musi być bezwzględnie upowszechniana, natomiast jeśli jakaś informacja może naruszać prywatność osób fizycznych lub tajemnicę przedsiębiorcy (patrz sprawa umowy ZUS z Prokomem), podlega wyłączeniu spod wymogów ustawy.

Unia Wolności (UW) rozszerza zakres ustawy o prawie do informacji na działalność lobbingową. W uzasadnieniu projektodawcy piszą, że przepisy ustawy ułatwią identyfikację grup interesów, zabiegających o wprowadzenie konkretnych rozwiązań lub zaniechanie ich wprowadzania. Wskazują też na nadmierną reprezentację lobbystów podczas posiedzeń komisji i podkomisji parlamentarnych. Notabene, gdy przygotowywano projekt ustawy Prawo telekomunikacyjne na sali posiedzeń podkomisji było ok. 70 osób, w tym tylko 6 posłów, reszta repre-zentowała interesy różnych firm i instytucji.

Oba projekty łączy zasada bezpłatnego informowania obywateli o stanie państwa, procesie legislacyjnym czy też finansach publicznych. Jednak projekt UW nakazuje podawać do wiadomości publicznej informacje o aktach prawnych wraz z faktycznym rozpoczęciem prac nad nimi, aby umożliwić wszystkim zainteresowanym udział w konsultacjach, podczas gdy projekt AWS ogranicza zakres działania ustawy do informacji mających już kształt dokumentów rządowych i skierowanych do Sejmu.

Według projektodawców najtańszą formą upubliczniania informacji jest Internet. O ile projekt AWS wprowadza pojęcie urzędowego publikatora teleinformatycznego - Biuletyn Informacji Publicznej, który w praktyce powinien być urzędową stroną WWW i nie precyzuje, jak miałby on działać, o tyle projekt UW poświęca Internetowi cały paragraf i obliguje rząd do rozpisania przetargu na jednolite oprogramowanie.

Biuletyn Informacji Publicznej, czyli WWW

Posłowie z obu ugrupowań są prze- konani, że Internet na tyle już się upowszechnił, iż tylko w ten sposób można zagwarantować powszechność i łatwość dostępu do informacji publicznej. "Żadne z tradycyjnych rozwiązań nie pozwala na kompleksową realizację postanowień art. 61 Konstytucji" - uzasadnia Unia Wolności. "Dzięki Biuletynowi w Internecie powinna zostać ograniczona liczba wydawanych dokumentów w formie papierowej" - argumentuje AWS. Toteż posłowie nakazują bezpłatny dostęp do internetowych serwisów urzędowych oraz uznają, że "informacje objęte obowiązkiem publikacji powinny być na bieżąco aktualizowane". Zaproponowany przez UW model konsultacji przedstawiałby się zaś następująco: informacja na odpowiednich stronach WWW o rozpoczęciu prac nad projektem - publicznie dostępna wypowiedź zainteresowanej organizacji przesłana drogą elektroniczną - na żądanie, odpowiedź ze strony organu przygotowującego projekt aktu prawnego.

Jak do Internetu?

Gdy jednak bliżej zapoznamy się z projektem Unii Wolności, to razi wśród projektodawców nieznajomość zagadnień technicznych związanych z Internetem. Dlaczego minister spraw wewnętrznych i administracji miałby rozpisywać przetarg na wykonanie i okresowe aktualizacje oprogramowania do obsługi stron WWW, skoro przewidziane w ustawie rozporządzenie Rady Ministrów tego nie określa. Dotyczy ono wszakże wymogów tworzenia i nazywania domen i adresów internetowych na potrzeby organów władzy i administracji publicznej, uwzględniając w szczególności zasadę wykorzystywania w domenie nazwy lub skrótu nazwy organu, przejrzystość i jednolitość stosowanych nazw oraz konieczność stosowania rozszerzeń domen, wskazujących rodzaj organu. Także rozporządzenie ma przedstawić wymogi architektury i zawartości serwisów WWW.

Wydaje się, że posłowie po raz kolejny uwierzyli w siłę centralnego rozdzielnika i sprawność organizacyjną MSWiA, któremu powierzają zakup i rozdysponowanie oprogramowania, zamiast ograniczenia roli tego resor-tu do kontroli, czy są przestrzegane standardy prezentacji informacji publicznej.

Co z osobami, które nie mają dostępu do Internetu? Posłowie AWS i UW zalecają instalowanie w siedzibach administracji publicznej tzw. kiosków informacyjnych lub zwyczajnie ogólnie dostępnych stanowisk z terminalami, umożliwiających zapoznanie się z informacjami publicznymi.

Koszty dostępu

Zdaniem AWS finansowanie czynności związanych z wykonaniem ustawy mogłoby się odbywać "w ramach środków z budżetów na rzeczników prasowych", którzy powinni stać się rzecznikami informacji publicznej. Koszt domeny i utworzenia strony internetowej Biuletynu Informacji Publicznej szacują na ok. 150 tys. zł. Unia Wolności ocenia zaś koszt rocznego utrzymania profesjonalnego serwisu WWW na 6-10 tys. zł.

Budżet państwa miałby jednorazowo pokryć koszt zakupu "centralnie zamówionego oprogramowania" w wysokości 750 tys. zł. Te optymistyczne wyliczenia wynikają z przekonania, że prawie połowa jednostek samorządu terytorialnego wykorzystuje w swojej działalności własne serwisy WWW i w związku z tym pozostaną jedynie koszty dostosowania używanych rozwiązań. Według Krzysztofa Głomba, prezesa Stowarzyszenia Miasta w Internecie, w czerwcu 2000 r. było 1086 serwisów gminnych i 349 powiatowych, podczas gdy gmin jest 2494, powiatów zaś 373.