Nadszedł Linux, zamykamy okna?

Obawiam się, że troska o nauczanie akurat Linuxa w szkołach wynika raczej nie z obawy o przyszłość młodego pokolenia, ale w głównej mierze jest tłem dla powszechnej walki z dominacją Microsoftu. I takie też wydaje się podłoże argumentów Piotra Piętaka w jego artykule ''Rewolucja edukacyjna'' (CW nr 24/2004).

Obawiam się, że troska o nauczanie akurat a w szkołach wynika raczej nie z obawy o przyszłość młodego pokolenia, ale w głównej mierze jest tłem dla powszechnej walki z dominacją Microsoftu. I takie też wydaje się podłoże argumentów Piotra Piętaka w jego artykule ''Rewolucja edukacyjna'' (CW nr 24/2004).

Informatyka jest dziedziną, która wykreowała nowe wzorce, ustanawiając swojego rodzaju monopol na sposób dostarczania informacji na życzenie, bijąc pod tym względem radio i telewizję - przynajmniej do czasu spopularyzowania modelu telewizji interaktywnej. O tym, jaka technologia informacyjna będzie dominowała w przyszłości, nie sposób na razie wyrokować, chociaż wszystko zdaje się wskazywać na to, że nastąpi daleko idące scalenie technologii interaktywno-multimedialnych.

Technologia informacyjna jest pojęciem dosyć szerokim, obejmując zakresem zarówno bardzo dziś upowszechnione środki informatyczne, jak i wszelkie inne techniki cyfrowe i analogowe. W zbiorze możliwych technik zawierają się bardzo proste metody przekazu informacji (dźwięki tam-tamów afrykańskich, znaki dymne Indian), bardziej złożone (alfabet Morse'a, telefonia, przekaz dalekopisowy, przekaz drukowany), po najbardziej technicznie skomplikowane (radio, telewizja, informatyka). Preferencje co do stosowania tych metod zależą głównie od technicznego zaawansowania społeczeństwa, jego zasobności i potrzeb pozyskiwania informacji.

Na razie mamy dylemat, jak przygotować młode pokolenie do wkroczenia w dorosły świat technik informacyjnych. Ścierają się tu dwa nurty w dwóch różnych płaszczyznach: uczyć zasad działania czy umiejętności posługiwania się narzędziami, preferować platformę Windows czy Linux. Bardziej fundamentalne wydaje się pierwsze z tych zagadnień.

Co jest w środku?

Znajomość zasad przekazu telewizyjnego nie powoduje, że dzięki temu są tworzone lepsze audycje i filmy. Wiedza o konstrukcji wewnętrznej systemu komputerowego nie jest do niczego potrzebna przy przetwarzaniu informacji użytkowej. Aspekty techniczne wszystkiego, z czego ludzie korzystają, są niezbędne jedynie wąskiej grupie specjalistów zajmujących się konserwacją lub projektowaniem nowych rozwiązań i narzędzi. By nie popadać w skrajności, należy jednak przestrzegać, aby podstawowy zasób wiedzy dotyczący zasad działania nie był całkowicie ukryty przed użytkownikiem. O ile nikt nie podejrzewa obecnie, że w telewizorze są krasnale, o tyle też przyjmowana jest na ogół skrótowa interpretacja zjawiska przekazu telewizyjnego na zasadzie istnienia gdzieś stacji nadawczej dostarczającej drogą napowietrzną lub przewodową odpowiednie sygnały do odbiornika. Ilu spośród odbiorców tych usług orientuje się dokładniej w zagadnieniach modulacji i dekodowania sygnału? Podobną analogię można przyjąć w stosunku do systemu komputerowego: istnieje gdzieś - lokalnie lub zdalnie - program, który dostarcza określone swoją konstrukcją usługi.

Mimo że jestem informatykiem, nie mam pojęcia w jakim języku programowania został stworzony edytor, za pomocą którego piszę niniejszy artykuł. Prawdę powiedziawszy, jest mi to całkowicie obojętne. Najważniejsze w tej chwili dla mnie jest to, aby zbiór funkcji przez niego udostępnianych odpowiadał mojemu zapotrzebowaniu. Rozumowanie to rozciągam na całą przestrzeń zastosowań informatyki, gdzie jako użytkownik spodziewam się jedynie określonych walorów funkcjonalnych oprogramowania. Wiedza ta jednak jest dla mnie niewystarczająca w przypadku, gdy z użytkownika przekształcam się w projektanta oprogramowania i muszę stosować narzędzia o bardziej technicznym charakterze. Niemniej i na tym poziomie używa się zaplecza narzędziowego o bliżej nieznanej konstrukcji wewnętrznej, stworzonego przez innych programistów. Gdyby przy wytwarzaniu nowych aplikacji nie posiłkowano się oprogramowaniem narzędziowym już stworzonym, wówczas informatyka nadal byłaby na poziomie wprowadzania kodu w języku wewnętrznym z pulpitu technicznego komputera. Droga na skróty jest potrzebna, gdyż tylko ona gwarantuje postęp.

Wnętrze informatyki

W szkołach średnich naucza się ogólnych zasad dotyczących praw otaczającego nas świata. Są to pewne podstawy dające podwaliny wiedzy ogólnej pozwalającej na zrozumienie zjawisk, jak też umożliwiające dalsze studiowanie konkretnej specjalności na uczelni wyższej. Na podobnej zasadzie wprowadzono nauczanie informatyki, jednak tylko w sferze utylitarnych jej wartości, sprowadzając tę naukę do praktycznych umiejętności posługiwania się komputerem. Gdyby chcieć rozszerzyć tę wiedzę o wartości dla informatyki rzeczywiście pryncypialne, trzeba by znacznie rozszerzyć program nauki o tak fundamentalne przedmioty, jak architektura systemów cyfrowych, algorytmy i struktury danych, języki programowania i bazy danych. Dopiero zrozumienie tych zagadnień pozwala na pojęcie zasad panujących w informatyce. Oczywiście jest to możliwe do zrealizowania w procesie dydaktycznym, jednak nie w tak skromnym wymiarze godzinowym, jaki obecnie na informatykę przewidziano. Co więcej, wymaga to dysponowania wyspecjalizowaną kadrą dydaktyczną. Pytanie tylko po co to robić? Przedmioty te są podstawowymi na studiach specjalistycznych i trudno wymagać, aby każdy uczeń szkoły średniej był obligatoryjnie nimi obciążony. Wszak nie naucza się tu przyszłych specjalistów informatyków. Byłaby to też następna kość niezgody, stawiająca zagorzałych humanistów na przegranej pozycji, jak ma to miejsce w przypadku pozostałych nauk ścisłych. Jeśli ktoś nie chce lub nie potrafi przyswoić sobie reguł matematyki i fizyki, jakże wielkie problemy napotka w dynamicznie zmiennym obszarze stosowania reguł informatyki.

Nauczanie podstaw informatyki może mieć wiele wymiarów. Przedmiot o tej samej nazwie ma zgoła inną zawartość merytoryczną na studiach inżynierskich, a inną na studiach humanistycznych. Jeśli w szkole średniej w trakcie rocznego nauczania przedmiotu o zbliżonej do informatyki nazwie uczniowie wyniosą przynajmniej podstawowe umiejętności leżące w zakresie posługiwania się użytkowego tą technologią, będzie można uznać to za duży sukces. Na razie obserwuje się zjawisko takie, że przeciętny użytkownik napotyka trywialne problemy z podstawowymi operacjami na plikach i katalogach, nie mówiąc już o poprawnym formatowaniu tekstu czy obliczeniach w arkuszach kalkulacyjnych. Nauka ogólna ma owocować dobrym przygotowaniem w tym względzie oraz dawać znajomość podstaw działania systemów komputerowych, co powinno objawiać się pewną świadomością, a nie dogłębną wiedzą. Zbytnie rozszerzanie programu nauczania informatyki w szkołach średnich ze względu na godzinowy rozkład obciążenia uczniów musiałoby skutkować dewaluacją pozostałych przedmiotów. A przecież świat i życie to nie tylko informatyka, zwłaszcza informatyka w wydaniu inżynierskim.