Nacjonalizowanie cyfrowej infrastruktury

Stawianie przed Polską wyzwań cywilizacyjnych nie idzie rządowi łatwo. Podstawowe narzędzia dla reformowania państwa zapewnia administracja, która woli ostrożny konserwatywny, ale, niestety, też przyziemny urzędniczy pragmatyzm od długofalowych wizji.

Jedno z ostatnich grudniowych posiedzeń sejmowej komisji administracji i cyfryzacji w roku 2013 poświęcono tendencjom konsolidacyjnym na rynku operatorów telekomunikacyjnych. Trwająca niespełna trzy kwadranse dyskusja na temat złożonych uwarunkowań konsolidacji rynku zdryfowała w pewnym momencie na temat ewentualnej roli państwa w rozwoju infrastruktury telekomunikacyjnej. Pogląd zaskakujący, chociaż zauważony chyba tylko w mediach branżowych, wygłosił poseł PO Antonii Mężydło, wywodząc potencjalne korzyści nacjonalizacji podstawowej infrastruktury telekomunikacyjnej, skoro operatorzy prywatni dotąd nie zapewnili jej powszechnej dostępności.

Uznanie przez posła sensowności powołania narodowego operatora infrastruktury to rozważanie koncepcji niedopuszczalnej dzisiaj ze względów formalno-prawnych. Mechanizm finansowania z pomocą środków unijnych przeznaczonych na rozwój sieci regionalnych nie narzucał sztywnego modelu realizacji tych przedsięwzięć, ale jeżeli go już ustalono, a następnie zadeklarowano w dokumentach niezbędnych do pozyskania finansowania i zatwierdzenia dopuszczalności pomocy publicznej, to nie można go zmienić. Kwestie własności regionalnych sieci szerokopasmowych są zatem zamrożone przez cały okres trwałości projektów z punktu widzenia dofinansowania, czyli w sumie ok. 7 lat. Infrastruktura szkieletowych sieci światłowodowych budowanych obecnie przez województwa pozostaje wprawdzie własnością komunalną samorządów, ale wszystkie województwa zachowały wystarczająco dużo rozsądku, by nie tworzyć własnego komunalnego operatora, ale realizować projekty w modelu partnerstwa publiczno-prywatnego na bazie współpracy z profesjonalnymi operatorami oraz wykonawcami robót telekomunikacyjnych.

Przejęcie przez państwo infrastruktury operatorów prywatnych tylko dlatego, że wielu z nich decyduje się obecnie na jej outsoursowanie, to wizja tak karkołomna ekonomicznie i odległa w czasie, że na razie nie warto jej rozważać.

Liberalizm w państwie?

Wielu posłów w natłoku sejmowych prac dosyć powierzchownie traktuje sprawy omawiane na komisjach. Sejmowa większość daje rządowi w ostatnich dwóch kadencjach luksus przepychania ustaw, nie dając opozycji okazji do zbyt skutecznego zgłaszania poprawek. To zapewne nieco gasi zapał niektórych posłów do zgłębiania długofalowych strategicznych skutków polityki i zmian legislacyjnych. Można jednak zapytać, czy strategie, których powstawanie w ramach rządu miała uporządkować ustawa z roku 2006 o zasadach prowadzenia polityki rozwoju, jeszcze są, czyli funkcjonują one w obiegu politycznym i społecznym? Czy założenia strategii unijnej Europa 2020 opartej na wizjonerskich programach innowacyjnego wykorzystania szans tworzonych przez nowe technologie, włączenie społeczne, poprawę mobilności Europejczyków przekładają się dzisiaj w Polsce na programy działań zrozumiałe dla zwykłych obywateli? Czy przyjęty niedawno Narodowy Plan Szerokopasmowy odpowiada na rzucone w tle sejmowej dyskusji pytanie, ile państwa w ważnym dla przyszłości Polski sektorze gospodarki?

Spolaryzowany światopoglądowo i skonfliktowany jak nigdy w ostatnim ćwierćwieczu Sejm mógł nas już przyzwyczaić do niezbyt konstruktywnych debat. Ale w przypadku pomysłu znacjonalizowania sieci telekomunikacyjnych chodzi o posła partii rządzącej, który zasiada w podkomisjach zajmujących się telekomunikacją od kilkunastu lat. Powinien on rozumieć, przynajmniej w ogólnych zarysach, istotę barier rozwoju polskiego rynku. Niedocenienie korzyści wzrastającej konkurencji, roli inwestorów prywatnych oraz zaprzeczenie tezy, że rozwojowi infrastruktury sprzyja ekonomia skali, jest dosyć osobliwe w ustach posła PO, partii wywodzącej się z nurtu europejskiego liberalizmu gospodarczego.

Państwo zabezpiecza zmiany

Można by zbyć milczeniem pomysł rzucony na komisji sejmowej przez szeregowego posła, ale zdarzało mu się już wypowiadać poglądy podsunięte przez innych. Nie da się zatem wykluczyć, że konsolidacja i nacjonalizacja zasobów infrastruktury sieci szerokopasmowych w Polsce to koncept, który chodzi po głowie szerszej grupie osób. W haśle „narodowy operator infrastruktury” pobrzmiewa przecież wracający co jakiś czas w różnych odsłonach i kryptonimach projekt zbudowania wydzielonej infrastrukturalnie sieci rządowej, kontrolowanej całkowicie przez stosowne służby policyjne, która zapewniłaby bezpieczeństwo zarządzania państwem. Pojawiał się też zamysł przejęcia w tym celu przez państwo sieci samorządowych i zintegrowania ich z systemem sieci OST112. Pomijając aspekt ekonomiczny przedsięwzięcia i jego trudną do utrzymania relację z konkurencyjnym rynkiem, warto się zadumać, co w takich koncepcjach w ogóle znaczy to „zarządzanie państwem”? Na ile ma być oddzielone od zwykłych obywateli, by je uznano za bezpieczne i dla kogo?

Przewagę inżynierów z resortu siłowego nad tymi, którzy pracują w firmach technologicznych ogłosił też w grudniu wiceminister spraw wewnętrznych, wysyłając do wójtów, starostów i prezydentów miast list w sprawie polityki rozwoju systemu pl.ID. Znalazło się w nim znamienne kategoryczne stwierdzenie, że w tym, jakby nie było, referencyjnym dla całego rządowego planu informatyzacji państwa projekcie należy ograniczyć outsourcing usług informatycznych do niezbędnego minimum. Centralny Ośrodek Informatyki MSW urasta w tym znaczeniu do instytucji omnipotentnej. Oczywiście, wdrażane rozwiązania organizacyjne i techniczne są w jakiejś mierze reakcją na skandaliczne zachowania korupcyjne wyrosłe na gruncie CPI. Wydaje się jednak, że ten nowy mechanizm zarządzania informatyzacją, podobnie jak wiele innych zmian wdrażanych ostatnio w instytucjach rządowych, zakładający pełną sterowalność, w jakiejś mierze pomija okazję do debaty o reformowaniu państwa. Co jakiś czas będziemy się tylko dowiadywać, podobnie jak w przypadku CSOIZ, a teraz NFZ, że kogoś zdymisjonowano, bo we wdrażanym systemie coś nie zadziało. Skuteczność rządzenia jest ważna, ale rząd nie pracuje sam dla siebie. W czasach szans, które ujawniają nowe sposoby przetwarzania informacji, dałaby ciekawsze efekty, gdyby istotę reform poznawali wszyscy.