Na wspólnej fali

Wojsko, policja, Straż Graniczna, zawodowe i ochotnicze służby ratownicze oraz biznes muszą się zawczasu nauczyć dzielić informacją i nabrać do siebie zaufania, aby móc razem działać. W Sopocie przekonaliśmy się, że jest to możliwe.

Na wspólnej fali

Pokaz wspóldziałania służb mundurowych i ratunkowych

To miał być rutynowy rejs. Statek hydrograficzny S/V "Zodiak" Urzędu Morskiego w Gdyni wypłynął z macierzystego portu, by zbadać ukształtowanie dna na wysokości molo w Sopocie, przy którym powstaje marina. Raptem kapitan dostrzegł na pokładzie trzech mężczyzn w kominiarkach, którzy zaczęli mierzyć z pistoletów maszynowych do bosmana i jego pomocnika. Nadał szybko komunikat SOS i zbiegł z mostka na dół. "Co Wy robicie?!" - krzyknął, na co odparował mu jeden z zamaskowanych bandytów - "Porywamy Twoją łajbę! Nie drzyj się! Natychmiast powiadom Warszawę, że jak nie zwolni naszych kompanów z pierdla, to wysadzimy statek w Naftoporcie"…

…Tu zostawmy literaturę faktu na boku i wyjaśnijmy, że wszelkie scenariusze pokazów i manewrów mają aspekt fabularny. I właśnie na takiej kanwie jak opisaliśmy wyżej, przy okazji wspólnych ćwiczeń Pododdziału Zabezpieczenia Działań Morskiego Oddziału Straży Granicznej (MOSG) oraz Samodzielnego Pododdziału Antyterrorystycznego Policji Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku (SPAP) odbył się pokaz współdziałania służb ratowniczych w wypadkach na morskich wodach przybrzeżnych "Na wspólnej fali". Patronat nad pokazem objęli wojewoda pomorski Roman Zaborowski i marszałek województwa pomorskiego Jan Kozłowski. Stał się on nie lada atrakcją dla uczestników naszej konferencji, jak i tłumów mieszkańców Trójmiasta oraz turystów. Ale nie tylko…

Podziel się informacją

Gdy po raz pierwszy zaczęliśmy rozmawiać o tym pokazie, który potocznie nazwaliśmy manewrami, nie byliśmy świadomi jak w działaniu służb państwowych przeszkadza ich silosowa struktura i brak stałej współpracy na poziomie operacyjnym i strategicznym. "Im więcej potu na ćwiczeniach, tym mniej krwi w boju" - głosi znane przysłowie. Wszelako sztabowcy i urzędnicy wielu instytucji rozkładają z żalem ręce i głośno mówią o kryzysie finansów publicznych oraz problemach z brakiem pieniędzy na paliwo, zaś po cichu modlą się, żeby nie doszło do ataku terrorystycznego w Polsce. Nie są wcale pewni, że jakby co, to służby będą potrafiły z sobą współdziałać.

Nie chodzi tylko o łączność radiową w sytuacji kryzysowej, ale przede wszystkim o współdzielenie się jawną i niejawną informacją z coraz bardziej wyrafinowanych systemów dowodzenia i kierowania, którymi dysponują służby. Potrzeba również doświadczonych instruktorów sprawdzonych w boju - najlepiej byłych oficerów jednostek specjalnych, którzy z niejednego pieca chleb jedli i wiedzą, co czuje człowiek, do którego strzela zdeterminowany terrorysta lub bojownik o świętą sprawę.


TOP 200