Na tropach e-języka

Zaangażowanie przedsiębiorstw w działalność internetową zaowocowało tym, że na co dzień pracownicy polskich firm posługują się slangiem. W jego tworzenie są zaangażowani nie tylko informatycy, ale także pracownicy działów marketingu, opracowujący strategie działania wykorzystujące globalną sieć.

Zaangażowanie przedsiębiorstw w działalność internetową zaowocowało tym, że na co dzień pracownicy polskich firm posługują się slangiem. W jego tworzenie są zaangażowani nie tylko informatycy, ale także pracownicy działów marketingu, opracowujący strategie działania wykorzystujące globalną sieć.

Świeżynka, bełtacz, zrzut, bot, spajder, embędnąć w HTML-u - to tylko kilka przykładów specyficznego slangu, którym posługują się pracownicy spółek internetowych i działów odpowiedzialnych za biznes elektroniczny w polskich przedsiębiorstwach. Slang ten bywa niezrozumiały nie tylko dla pracowników nie zorientowanych w zagadnieniach z zakresu nowoczesnych technologii, ale często także dla... innych informatyków. Jak to zwykle bywa w takich przypadkach, większość specjalistów, posługujących się tym językiem na co dzień, nie zdaje sobie sprawy z jego hermetyczności. Uświadamiają im to dopiero ich rozmówcy. "Coraz częściej spotykam się w firmie ze stwierdzeniem: tylko mów tak, żeby cię wszyscy zrozumieli. Czasem zauważam to także, gdy prowadzimy korespondencję lub zażarte dyskusje w ramach naszego działu. Potem ludzie z działu PR mają kłopot z przetłumaczeniem tego na "ludzki język" - mówi Andrzej Kosmol, kierownik serwisów tematycznych w dziale Business Development w Wirtualnej Polsce.

Marketing + informatyka

Użytkownicy od lat narzekają na trudności w komunikacji z pracownikami działów informatyki, posługującymi się żargonem pełnym zwrotów obcojęzycznych i terminów technicznych. Na szczęście informatycy przywykli już do tego i o ile na co dzień dalej posługują się slangiem, o tyle podczas kontaktów z pracownikami innych działów płynnie przechodzą na typowy "język biurowy".

Jednak wraz z coraz intensywniejszym zaangażowaniem przedsiębiorstw w działalność internetową do polskich firm wkroczył nowy język. W jego tworzenie są zaangażowani nie tylko informatycy, ale także pracownicy działów marketingu, do których należy opracowywanie strategii działania, wykorzystującej to zupełnie nowe medium. "Jest to specyficzna mieszanka języka ogólno-informatycznego, z językiem reklamowo--marketingowym, opisująca zarówno rozwiązania technologiczne, jak i zagadnienia związane z grafiką czy zawartością stron" - twierdzi Tomasz Długiewicz z Areny.pl. Podobnie jak język informatyczny, jest on pełen wyrażeń obcojęzycznych, zwrotów technicznych, często dość nieudolnie spolszczonych. Zawiera wiele skrótów, takich jak CPU, SKU czy POS, i uproszczeń, typowych dla porozumiewania się za pośrednictwem poczty elektronicznej. O ile jednak język, którym posługiwali się informatycy, doskonale spełniał swoją funkcję - przyspieszał i ułatwiał komunikację, o tyle nowy slang często wręcz uniemożliwia porozumienie. "My, informatycy, dogadujemy się między sobą bez większych problemów, co najwyżej tłumacząc sobie znaczenie danego zwrotu. Prawdziwą zmorą są jednak dla mnie ludzie od marketingu, którzy co chwilę wymyślają nowe produkty i tworzą dla nich dziwne nazwy. Nazwy te, często nawet po "wytłumaczeniu", są niezbyt zrozumiałe dla nas, techników, co powoduje wiele problemów przy konstruowaniu produktów" - stwierdza Antoni Sawicki, kierownik projektu z firmy AsterCity/ El-Net. Problemy stają się jeszcze poważniejsze, gdy ustalenia podjęte w gronie ludzi odpowiedzialnych za działalność internetową firmy trzeba przekazać innym pracownikom lub klientom firmy. Albo gdy do firmy przychodzi nowy pracownik, który staje przed trudnym zadaniem znalezienia się w nowym środowisku.

Narodziny nowego slangu

Czy można już mówić o powstaniu odrębnego e-języka? Opinie na ten temat są podzielone. "Na pewno posługujemy się specyficznym językiem. Nie jest on jednak aż tak odległy od języka, którym posługują się inne osoby związane z technologiami informatycznymi. Specyfika wynika po prostu z tego, że częściej niż inni musimy odwoływać się do terminów związanych z Internetem" - mówi Marek Stankiewicz, informatyk, dyrektor produktu w Arena.pl. Innego zdania jest Andrzej Kosmol z Wirtualnej Polski: "Trudno byłoby mi wyliczyć wszystkie nowe wyrazy i zwroty, ale tylko dlatego że to jest mój język. Taką listę można by tworzyć w nieskończoność. Coraz częściej przekonuję się, że słowa, o których myślałem, iż są powszechnie znane, okazują się niezrozumiałe, a ich połączenia częs-to wydają się wręcz śmieszne". Trudno nie zgodzić się z tą opinią. Każdy, kto choć raz miał okazję posłuchać rozmowy specjalistów od Internetu, nie zaprzeczy, że powstał nowy slang. Jest to zjawisko typowe. W językoznawstwie nazywane jest pojawieniem się języka specjalistycznego (subjęzyka natural-nego). Jego powstanie jest związane z tworzeniem nowych technologii wymagających opisania i konieczności uproszczenia sposobu wymiany informacji. Sposobu, który wymaga skró- towej, a nie opisowej prezentacji pomysłów i projektów. Pozostaje mieć nadzieję, że mimo błyskawicznego rozwoju technologii, nowy slang się ujednolici i spowszednieje, tak jak spowszedniał język informatyczny. W przeciwnym razie już za kilka lat będziemy potrzebowali tłumaczy, aby porozumieć się z kolegami z tego samego biura.


TOP 200