Na trampolinie wiedzy

W Polsce rzadko zdarza się, aby kariera naukowa była odskocznią do wielkiego biznesu, czyli wielkich pieniędzy. Prof. Janusz Filipiak, prezes ComArch SA, jest wyjątkiem.

W Polsce rzadko zdarza się, aby kariera naukowa była odskocznią do wielkiego biznesu, czyli wielkich pieniędzy. Prof. Janusz Filipiak, prezes ComArch SA, jest wyjątkiem.

Janusz Filipiak

Janusz Filipiak

Połowa lat 70. Świeżo upieczony inżynier Akademii Górniczo-Hutniczej podejmuje studia doktoranckie. Żonaty, dzieci, jednak ciągle w akademiku - potrzebuje dodatkowych pieniędzy. Chwyta się różnych prac dodatkowych; przez pół roku pracuje nawet na budowie osiedla mieszkaniowego Widok-Zarzecze w Krakowie jako dozorca. Janusz Filipiak, obecny prezes ComArch SA, w 1979 r. obronił doktorat, a w 1984 r. uzyskał habilitację.

Lata 80. spędził głównie za granicą. Po habilitacji pracował rok w laboratoriach France Telecom w Paryżu. Nawiązane wtedy kontakty udało mu się wykorzystać do zorganizowania kolejnych wyjazdów, m.in. do Uniwersytetu w Adelajdzie w Australii oraz do USA, gdzie pracował jako naukowiec i menedżer. "Na Zachodzie nauczyłem się, że uczelnia sama musi zadbać o swój byt - walczyć o zlecenia od przemysłu, o granty. Sama pensja na niewiele starczała" - mówi dziś.

Do kraju powrócił w 1989 r. Miał wiedzę teoretyczną, publikacje, książki i kontakty w zachodnich środowiskach naukowych, zajmujących się telekomunikacją. Miał też spore, jak na owe czasy, oszczędności. Pierwsze kroki skierował na uczelnię - zatrudnił się w Katedrze Telekomunikacji AGH. "Pierwsze miesiące po powrocie były naprawdę frustrujące. Wyposażenie było zabytkowe, a ludzie przygnieceni nową rzeczywistością "- wspomina Janusz Filipiak.

Wykorzystując zdobyte kontakty, rozpoczął organizowanie prac zleconych dla uczelni. Zasady podziału pieniędzy były proste: 40% otrzymywała katedra, 60% - bezpośredni wykonawcy. Zlecenia stawały się jednak coraz większe. Było jasne, że nie wszystko da się "przepuścić" przez uczelnię. Poza tym naukowcy mogli jedynie pisać oprogramowanie - nie mogli brać pieniędzy za usługi wdrożeniowe ani dostawy sprzętu.

Przełomem było duże zlecenie na realizację systemu informatycznego dla Telekomunikacji Polskiej SA. "Jan Janowski, ówczesny rektor AGH, poradził mi, abym wynajął pomieszczenia od uczelni i poprowadził projekt jako firma zewnętrzna" - mówi Janusz Filipiak, który już wtedy posiadał zarejestrowaną firmę Computer and Communications Consultants. CCC miała zajmować się analizami zagadnień telekomunikacyjnych, w praktyce nie wykonała jednak istotnego projektu. Jesienią 1994 r. zarejestrowana została spółka akcyjna o nazwie ComArch. Kapitał zakładowy firmy wynosił 100 tys. zł. 85% akcji należało do Janusza Filipiaka i jego żony. Po 5% otrzymali dwaj programiści, z których Tomasz Maciantowicz jest do dziś członkiem zarządu ComArch SA. Dziesięć kolejnych osób otrzymało po 0,5% akcji. Jeden z programistów, zamiast 0,5% akcji, wolał gotówkę - jak twierdził, chciał kupić nową kanapę. "Nazwiska nie zdradzę" - uśmiecha się Janusz Filipiak.

W 1995 r. ComArch zatrudniał już 150 osób, a w roku 1997 spółka weszła na giełdę. "Założenie spółki akcyjnej i wprowadzenie jej na giełdę to pomysł mojej żony Elżbiety" - przyznaje Janusz Filipiak. Od początku działalności firma rośnie w zawrotnym tempie - dziś zatrudnia ok. 800 osób, a jej kapitalizacja wynosi ok. 105 mln USD. "Przyrost wartości w branży IT nie dokonuje się przez zysk, ale innowacyjność i powszechność rozwiązań. Dlatego w ciągu najbliższych lat będziemy inwestować głównie w ludzi" - przekonuje Janusz Filipiak, który nadal ma ponad połowę akcji firmy.

Sentyment do środowiska naukowego pozostał, biznes stał się jednak ważniejszy. "Zawsze chciałem działać twórczo, ale na uczelnię raczej nie wrócę" - mówi Janusz Filipiak.


TOP 200