Na targowisku wad i zalet

Menedżerowie już wiedzą, że muszą dbać o swój wizerunek w oczach załogi i partnerów, ale jeszcze nie zauważyli, iż muszą zatroszczyć się również o jednoznaczny, stały i komunikatywny obraz swojej firmy.

Menedżerowie już wiedzą, że muszą dbać o swój wizerunek w oczach załogi i partnerów, ale jeszcze nie zauważyli, iż muszą zatroszczyć się również o jednoznaczny, stały i komunikatywny obraz swojej firmy.

Kształtowanie spójnego i wartościowego obrazu firmy jest jedną z większych słabości polskiego biznesu, firmy informatyczne zaś, niestety, należą do najgorzej radzących sobie w tej dziedzinie. Wysyłają do publiczności komunikaty formułowane doraźnie, na potrzeby sprawy aktualnie do załatwienia, lekceważąc to, co publicznie wcześniej mówiły o sobie. W efekcie wtedy, gdy moda jest na certyfikaty ISO 9000, dowiadujemy się, iż dana firma je ma albo ma zamiar wdrożyć. Wtedy, gdy odbywa się wielka impreza kulturalna, firma daje nam znać, że jest jej sponsorem, gdy w prasie głośno o roku 2000 - firma zaznacza, że już pracuje nad tym problemem, gdy zaostrza się walka konkurencyjna na ceny - omawia jedynie swoją politykę rabatową, a gdy jest sezon na nagrody, statuetki i tytuły - wymienia te, które właśnie otrzymała. Nie ma w tym żadnego pomysłu, żadnej konsekwencji, żadnej ciągłości. Czyżby firmy w Polsce, a zwłaszcza firmy informatyczne, były zupełnie bez charakteru i osobowości? Czyżby nie miały nic do powiedzenia o sobie bez zewnętrznego bodźca, bez podpowiedzi ze strony zainteresowanych? Czy ich kultury są jedynie odwzorowaniem stylu i zasad dominujących w danym okresie na rynku, same natomiast nic do nich nie wnoszą?

Rodowód bez hańby

Nie sądzę, by firmy informatyczne powszechnie były bez wyrazu. Już ich historia i obszar działalności ukształtowały pewne ich cechy, choćby bezwiednie, bez świadomych zabiegów ich szefów czy wykwalifikowanych służb. Powszechnie jednak firmy popełniają grzech zaniedbania komunikowania tych cech, a następnie już świadomego, roztropnego i konsekwentnego kształtowania własnego wizerunku. Paradoksalnie taka właśnie przypadłość jest spowodowana rodowodem tych firm. W zwykłych warunkach rynkowych rodowód jest jednym z najważniejszych elementów tworzących wizerunek, w polskich warunkach wielokrotnie o rodowodzie lepiej zapomnieć. Przynajmniej tak uważają firmy.

Branża informatyczna w zdecydowanej większości składa się z małych i średnich firm prywatnych, założonych w okresie powstawania gospodarki rynkowej w Polsce, choć istnieje sporo takich, które powstały znacznie wcześniej. Również prywatna przedsiębiorczość była przyczółkiem dla polskich filii zagranicznych wielkich koncernów. Nieliczne istniały wcześniej jako niezależne przedstawicielstwa lub firmy, większa ich liczba powstała już w czasach normalnej gospodarki rynkowej, a więc na zwykłych zasadach. Generalnie jednak branża informatyczna wywodzi się z prywatnej przedsiębiorczości starego typu. Charakteryzuje się specyficznym dla pogranicza gospodarki socjalistycznej i kapitalistycznej handlowym podejściem do interesów (tzn. wyszukiwaniem okazji zarobienia na znacznej różnicy cen czy niekompetencji lub złej woli klientów), przekonaniem (wtedy uzasadnionym!) o skuteczności nieformalnych kontaktów i kontraktów, niedorozwojem struktur organizacyjnych i brakiem profesjonalizmu właścicieli-menedżerów polegających jedynie na instynkcie i osobistym nadzorowaniu wszystkich spraw. Ten syndrom sprytu i braku profesjonalizmu zachował się do dzisiaj, przyjmując jedynie bardziej cywilizowaną formę (tzw. sztafaż menedżerski). Zamiłowanie do interesów popartych nieformalnymi układami przetrwało nietknięte, aczkolwiek zostało uzupełnione o próby szukania klientów na wolnym rynku. "Handlowe" podejś-cie zbankrutowało, ponieważ takich okazji, jak na przełomie lat 80. i 90. po prostu już nie ma, a handlowanie różnorakim sprzętem, na którym "wyrośli" prawie wszyscy dzisiejsi biznesmeni branży, nie tylko nie cieszy się już prestiżem, nie tylko daje małe zyski, ale wręcz jest wstydliwym elementem biznesu, powodującym, że nawet dilerzy i dystrybutorzy podkreślają, iż oni nie tylko to robią, że do "pudeł" dodają jeszcze jakąś wartość.

"Prywaciarski" i handlowy rodowód firm informatycznych dla większości z nich stanowi nieprzyjemne obciążenie, z którego chcieliby się wyzwolić, ale często jest wciąż jedyną szkołą biznesu, jaką naprawdę przeżyli (choć mogli potem skończyć wiele uniwersytetów i kursów). Pamięć o początkach działalności ma inny wymiar niż wspomnienia Billa Gatesa o nocach przesypianych pod biurkiem w momencie rodzenia się Microsoftu czy opowieści Jobsa i Woźniaka o garażu, w którym rodził się ich komputer. Dla naszych firm rodowód nie jest przedmiotem dumy, nie buduje się więc na nim swojego wizerunku. Traci się najcenniejszy atut w walce o prestiż - pochodzenie.

Myślę, że to jest błąd. Oczywiście, trzeba pracować nad przezwyciężeniem kompromitujących w świecie biznesu nawyków cwaniactwa i wygrywania przewagi kompetencyjnej nad klientem, ale trzeba zachować i podkreślać wartość osobistej przedsiębiorczości, umiejętności improwizacji i radzenia sobie w każdej sytuacji, w każdych warunkach. Na tym można budować legendę firmy. Wszyscy wiedzą, jak można i trzeba było kombinować na styku ustrojów: i dostawcy, i klienci. Zamiast więc udawać, że nie istnieje ta przeszłość, lepiej od pewnych rzeczy odciąć się zdecydowanie, ale inne otwarcie podkreślać. Żadna gospodarka nie miała takich bogatych doświadczeń małej prywatnej przedsiębiorczości, jak gospodarka polska. I to jest coś konkretnego na targowisku zalet.

Ofensywa profesjonalizmu

Handlowa strona biznesu informatycznego ma przeciwwagę w charakterze produktów i usług, którymi się zajmuje. Są to wysokie technologie, dynamicznie rozwijające się i w największym stopniu zmieniające współczesne oblicze ziemi. Można być dumnym z uczestniczenia w takim biznesie. U początków powstawania branży, prywatna inicjatywa przejęła z uczelni i państwowych przedsiębiorstw wielu pracowników naukowych, specjalistów, inżynierów, którzy odchodzili ze starych posad nie tylko dla pieniędzy, ale również dlatego że chcieli robić coś sensownego, wykorzystywać swoją wiedzę na pożytek ludziom i krajowi. Był to okres, kiedy istniało coś na kształt symbiozy prymitywnych, ale zaradnych prywaciarzy i mało sprytnych, ale wartościowych i z ideałami młodych inżynierów i magistrów. Nikt z nich nie chciał rezygnować ze swojej roli i nie deprecjonował tej drugiej. Ten cenny element stosunków społecznych zagubił się potem na fali homogenizowania społeczeństwa. Dzisiaj już wszyscy staliśmy się mniej więcej tacy sami, a więc i sojusze dotyczą spraw drugorzędnych.

Jednak i do potrzeby znalezienia swojej tożsamości, i do potrzeb kształtowania swojego wizerunku na forum publicznym warto przypomnieć tamto swoiste poczucie misji poszczególnych aktorów biznesowego spektaklu. Myślę, że znacznie bardziej by to uwiarygodniło firmy informatyczne niż ich obficie serwowane zapewnienia, iż firma zatrudnia nie tylko handlowców, a zresztą oni też mają na względzie nieustannie dobro klienta - co z gruntu brzmi fałszywie. Biznes to jest biznes.

Branża informatyczna nie wykorzystuje jeszcze jednego atutu. Otóż zawód informatyka i pokrewne należą do kategorii zawodów twórczych, tzn. takich, w których tworzywem jest nieskrępowana myśl zapisana na jeden z formalnych sposobów. Emocje, proces twórczy, satysfakcja tworzącego rozwiązanie informatyczne wcale nie odbiegają od namiętności i warsztatu reżysera, dziennikarza czy muzyka. Już sam ten fakt jest niezwykle nobilitujący, ale nie wykorzystany w budowaniu własnej tożsamości firm informatycznych i kreowaniu swojego wizerunku. O twórczym zacięciu swoich pracowników menedżerowie firm informatycznych mówią z niechęcią jako o utrudnieniach w organizowaniu firmy i źródle antagonizmów między nimi. To ogromny błąd.

Wymieniłam tylko kilka cech firm branży informatycznej, na których opierając się każda firma może zbudować fascynującą i wiarygodną opowieść o sobie samej i zaskarbić sobie publiczność. Dopiero potem powinna do niej dodawać aktualne, koniunkturalne akcenty, np. obniżki cen, wdrożenie systemu jakości czy uczestnictwo w imprezach charytatywnych. I tak naprawdę dopiero wtedy zagrają one właściwie.


TOP 200