Na targowisku portali

Rozmowa z Thomasem Koulopoulosem, założycielem i prezesem bostońskiej firmy Delphi Group, firmy doradczej w dziedzinie Internetu.

Rozmowa z Thomasem Koulopoulosem, założycielem i prezesem bostońskiej firmy Delphi Group, firmy doradczej w dziedzinie Internetu.

Portale biznesowe B2B - przeznaczone dla firm - powstają jak grzyby po deszczu. Mają różne formy i funkcje. Czy już dzisiaj można ocenić, które z nich są najbardziej rozwojowe, które mają perspektywy?

Istotnie, w USA działa już ponad 200 portali o charakterze B2B. Jest oczywiste, że sprawdzi się jedynie zdecydowana mniejszość z nich. Firmy, migrując z jednego portalu do drugiego, zdecydują, kto odniesie sukces. Na pewno można powiedzieć, że teraz rozgrywa się walka o przyszłe zyski i dzieje się tak, pomimo że wszyscy poruszają się po omacku, metodą prób i błędów, ustalając reguły tej nowej formy biznesu. Wydaje się, że najbardziej perspektywiczne są trzy modele portali wertykalnych (tzw. wortale). Pierwszy polega na tworzeniu tzw. pomostów handlowych, czyli harmonizowaniu łańcucha dostaw z łańcuchem żądań. Drugi koncentruje się na świadczeniu usług wspierających handel elektroniczny, np. prawnych, finansowych czy administracyjnych. Natomiast trzecia grupa portali tworzy społeczności biznesowe, grupujące uczestników o wspólnych interesach. Własne cele realizują oni pod warunkiem, że jest realizowany ów nadrzędny interes całej grupy.

Wyobraźmy sobie tradycyjną firmę, która chce rozpocząć działalność w Internecie. Zarząd firmy, przekonany o wadze tego projektu, tworzy osobny dział i sam go ściśle nadzoruje, choć bezpośrednie wykonawstwo powierza kompetentnemu, wykwalifikowanemu w tej dziedzinie menedżerowi. Jednak od razu pojawiają się problemy, albowiem zarząd ma jedynie elementarne rozeznanie w sprawach Internetu, żadnego w sprawach technicznych, a wtrąca się do wszystkiego. Nie uważa także za stosowne skorzystać z porad konsultantów czy informatyków. Menedżer projektu widzi już oczami wyobraźni klęskę tego przedsięwzięcia. Czy powinien raczej podszkolić zarząd, czy po cichu sprowadzić projekt na margines działalności firmy, tak aby jego krach nie odbił się na jej egzystencji?

Niestety, jest to nadal często spotykany problem. Zarządy firm idą z modą, są zapatrzone w notowania giełdowe, podglądają zyski doświadczonych graczy sieciowych, ale nie zawsze mają dosyć odwagi i wyobraźni, żeby powiedzieć "to nie dla nas" albo "oddajmy sprawy fachowcom i rozliczajmy ich z osiągnięć". Wyzwanie internetowe w tradycyjnych firmach i przemysłach ma przede wszystkim charakter kulturowy. Wymaga zmiany stylu pracy i myślenia nie tylko na niższych szczeblach hierarchii, ale przede wszystkim na jej szczycie. Jednak zarządy rzadko mają świadomość, że Internet i gospodarka oparta na Internecie są dla nich również zagadnieniem edukacyjnym, a nie tylko biznesowym. Zresztą zawsze przywództwo jest niezmiernie trudnym zadaniem, gdy w grę wchodzi wdrażanie lub rozwijanie nowych technologii. Znam tylko jeden sposób na wyedukowanie kadry menedżerskiej najwyższego szczebla, a raczej na przyspieszenie jej dojrzewania. Jeśli zarząd chce stworzyć dział do działalności w Internecie, to nie może go jedynie nadzorować. Jego przedstawiciel musi aktywnie uczestniczyć w pracach powołanego zespołu na takich samych zasadach, jak pozostali jego członkowie, to znaczy informatycy, menedżerowie, użytkownicy. W ten sposób będzie uczył się spraw gospodarki elektronicznej w naturalny sposób, rozwiązując na bieżąco pojawiające się problemy. Ochroni to i zarząd, i firmę, i zespół powołany do nowego zadania przed nierealistycznymi celami i niesprawiedliwymi ocenami efektów uzyskanych przez nowy biznes.

Zdaniem wielu specjalistów, portale B2B są przeznaczone przede wszystkim dla małych i średnich firm. Wydaje się bowiem, że są dobrym sposobem na uzyskanie przez nie przewagi konkurencyjnej nad wielkimi i silnymi rywalami. W praktyce jednak to właśnie wielkie firmy są inicjatorami i liderami portali. Czy zatem w ogóle możliwe jest funkcjonowanie portali dla small businessu bez udziału koncernów? Może małe i średnie firmy nie są zdolne do stworzenia sobie takiego wsparcia?

To jest rzeczywiście ważne pytanie. Sektor małych i średnich firm w większości krajów odgrywa kluczową rolę w tworzeniu miejsc pracy i zwiększaniu dynamiki przyrostu dochodu narodowego. Jednocześnie jest narażony na więcej zagrożeń niż koncerny, zwłaszcza w czasach kryzysu. Małe firmy nie komunikują się, nie stowarzyszają do wspólnych przedsięwzięć, nie umieją korzystać nawzajem ze swoich doświadczeń i osiągnięć. Portale są dla nich idealną płaszczyzną kontaktów i współpracy. Na razie dominującą rolę odgrywają w nich koncerny, ponieważ tworzone obecnie portale opierają się na społecznościach obejmujących uczestników łańcuchów dostaw dla wielkich producentów. Małe i średnie firmy dopiero wtedy utworzą portale, gdy zaczną siebie postrzegać jako społeczności, które mogą łączyć pewne wspólne interesy. Taka biznesowa potrzeba musi pojawić się najpierw. Potem portal narzuci się jako naturalna platforma dla niej. Gdy zostanie przekroczony ten próg - próg postrzegania wspólnoty interesów jako wartości biznesowej - wówczas portalom zupełnie nie będą potrzebne wielkie firmy, aby narzuciły reguły postępowania i nadzorowały ich przestrzeganie.

Czy należy się spodziewać, że dokument XML wyprze EDI z zastosowań biznesowych, zwłaszcza w transakcjach dokonywanych w ramach portali B2B?

Z pewnością XML stanie się platformą rynków elektronicznych. XML różni się od EDI w fundamentalny sposób. EDI narzuca bardzo wygórowane standardy, przez co zawęża kanały wymiany dokumentów oraz ogranicza je do zamkniętych społeczności. XML sprzyja znacznie bardziej otwartemu środowisku. Umożliwia transakcje wzdłuż i w poprzek całej branży czy całego przemysłu.

Jaki jest właściwie model biznesu portali? Na czym zarabiają? Czy na sprzedaży ogłoszeń?

Reklama jest najprostszą formą biznesu w Internecie i ma najmniejsze perspektywy rozwoju. Rozwiną się te modele biznesu, które bazują na opłacie za usługę lub transakcję.

Załóżmy, że firma finansowa zamierza rozwijać portal B2B dla swoich klientów i ich dostawców. Co jest najważniejsze w tym biznesie?

Finansowanie transakcji jest jednym z najważniejszych problemów gospodarki elektronicznej. Formowanie nowych społeczności biznesowych w postaci portali B2B wymaga wsparcia w zakresie usług finansowych. Obecnie jeszcze nie ma dobrych rozwiązań. Niestety, dyskusje dotyczące problemu transakcji finansowych w Internecie skupiają się wokół bankowości elektronicznej, czyli jak realizować transakcje online. Jest to krótkowzroczne myślenie. Pośredniczenie banków w transakcjach grozi brakiem płynności i zawęża obszar możliwych rozwiązań finansowych. Przyszłość i zysk należą to takich organizacji finansowych, które jedynie umożliwiają transakcję, nie włączając się do niej. Muszą więc opracować taki mechanizm, który łączy właściwego pożyczkodawcę z odpowiednią transakcją. Znajdowanie partnera finansowego dla transakcji jest sposobem kreowania nowego elektronicznego rynku finansowego. Moim zdaniem, nie jest nim bankowość elektroniczna. W usługach dla klientów indywidualnych już istnieją takie mechanizmy kojarzenia.

Na podstawie miesięcznika CIO, czerwiec 2000 r., wydawanego przez IDG, opr. idb.


TOP 200