Na pasku wielkich producentów

Wielcy producenci samochodów, walcząc o klienta z coraz większą determinacją, swoich poddostawców terroryzują wyśrubowanymi wymogami jakościowymi i finansowymi.

Wielcy producenci samochodów, walcząc o klienta z coraz większą determinacją, swoich poddostawców terroryzują wyśrubowanymi wymogami jakościowymi i finansowymi.

Walka toczy się na wielu frontach. Samochody muszą być oszczędne, niezawodne, bezpieczne. To są żądania uniwersalne. Muszą ponadto spełniać życzenia klienta, czyli trzeba mu zaoferować wiele opcji i wariantów, a nawet umożliwić konfigurowanie auta 'na zamówienie', najlepiej przez Internet. Tradycyjne systemy ERP muszą osiągać wyżyny możliwości, aby zgrać zapotrzebowanie materiałowe, moce produkcyjne i pracownicze z wymaganiami obwarowanymi konkretnym terminem i miejscem dostawy. Tradycyjne systemy mogą to zrobić tylko wtedy, gdy zostaną do nich dopisane dodatkowe funkcje, w przeciwnym razie ich przepustowość będzie niedostateczna, np. z powodu konieczności dostępu do bazy danych dotyczących opcji i wariantów.

Za chwilę ten problem będzie dotyczył również kooperantów i poddostawców, czyli także polskich firm branży motoryzacyjnej. W tej branży największa presja organizacyjno-koncepcyjna jest wywierana na producentów samochodów, dopiero później na poddostawców. Natomiast presja na redukcję kosztów dotyka najpierw kooperantów najniższego poziomu (czyli wytwórców najprostszych elementów np. wykonujących fotele, tapicerki), potem poddostawców wyższego poziomu i na końcu producentów samochodów. Zatem polskie firmy, teraz poddane ogromnemu naciskowi na redukcję cen, wkrótce zostaną zmuszone do zastosowania również nowocześniejszych rozwiązań organizacyjno-koncepcyjnych, czyli unowocześniania swoich systemów organizacyjnych i informatycznych. Będą musiały zarówno kontrolować koszty - tak jak teraz, jak i wdrażać rozwiązania innowacyjne, dotyczące współpracy z klientami, partnerami, firmą macierzystą, aby było bezpiecznie, tanio, szybko i zgodnie z życzeniem klienta. Czy branża informatyczna wie, jak im w tym pomóc? Czy obserwuje, czego żądają koncerny motoryzacyjne - na razie od siebie? Czy jest gotowa pospieszyć z ofertą, jeśli tego samego branża motoryzacyjna zażąda od swoich poddostawców?

Dobra historia

Firmy motoryzacyjne w Polsce są dumne ze swoich rozwiązań informatycznych. Są to systemy zgodne ze standardem MRP II, systemy kontroli jakości i wsparcia zarządzania jakością wg ISO 9000 i bardziej wymagających norm QS 9000, VDA 6.1, ANFIA oraz systemy wspierające rachunkowość zarządczą. W tej branży nie ma miejsca na błąd i marnotrawstwo. W momencie uruchomienia procesu wytwórczego jakiegoś detalu pracownik przy maszynie musi być pewny, że każdy następny element będzie dokładnie taki jak pierwszy dobry, dokładnie taki jak w specyfikacji i tak będzie w całej serii. Serie są długie. Błąd zauważony w firmie dużo kosztuje, błąd zauważony przez odbiorcę detalu praktycznie dostawcę dyskwalifikuje. Producent samochodu żąda, aby informacje na temat produkcji detalu były dostępne nawet przez 15 lat. Jeśli coś złego stanie się z tym detalem podczas eksploatacji samochodu i klient go zareklamuje, to dostawca tego detalu musi wiedzieć, kto imiennie go wyprodukował, kiedy, z jakiej partii surowca, jakie były jej parametry itd. Systemy informatyczne w branży motoryzacyjnej muszą prowadzić taką ewidencję i utrzymywać rygor jakości i kosztów.

Teoretycznie mogą to być standardowe systemy MRP II, w praktyce istnieje konieczność wykonania wielu małych programów obsługujących drobne procesy, obieg dokumentów, rozliczanie pracy oraz konieczność integracji różnych programów i dokumentów, np. projektowych czy kadrowo-płacowych. W tej branży jest regułą, że im więcej integracji, tym mniej miejsca na błąd człowieka czy jego świadomie złe działanie. Godzina pracy każdego pracownika jest ściśle wyliczona i nie może podlegać żadnym 'zabiegom'. Nie może być takiej możliwości. Im mniej obszarów pozostawionych poza kontrolą bezdusznych systemów informatycznych, tym lepiej dla finansów firmy.

Słowo 'bezduszne' w odniesieniu do systemów informatycznych dyscyplinujących pracowników jest jednak niesprawiedliwe, bo firma, która przekroczyłaby wyśrubowany przez koncerny poziom kosztów, upadnie, a wszyscy pracownicy stracą pracę. Pewne odhumanizowanie stosunków pracy pozwala równo dzielić biedę. Firmom informatycznym wypada zadać pytanie, czy są świadome takich społecznych i ekonomicznych uwarunkowań działania swoich motoryzacyjnych klientów. Jeśli są, to zyskują wiernego klienta, jeśli nie, wówczas firmom będzie się opłacało zbudowanie własnego działu informatycznego.


TOP 200