Na indywidualny użytek

Dyskusje wokół zjawiska Web 2.0 dotyczą teraz głównie aspektów technologicznych oraz społecznych i ekonomicznych. Coraz ważniejsze dla nowych projektów sieciowych będą jednak również kwestie prawne, szczególnie dotyczące ochrony własności intelektualnej.

Dyskusje wokół zjawiska Web 2.0 dotyczą teraz głównie aspektów technologicznych oraz społecznych i ekonomicznych. Coraz ważniejsze dla nowych projektów sieciowych będą jednak również kwestie prawne, szczególnie dotyczące ochrony własności intelektualnej.

Nie pretenduję do budowania definicji Web 2.0, pozostawiając to specjalistom z innych dziedzin. Jednakże sam ten koncept oscyluje wokół dostępności informacji. Swobodna cyrkulacja dóbr niematerialnych jest podstawą prawidłowego rozwoju nauki, kultury i sztuki. Aspekt ten można rozważać w szerszym kontekście społeczeństwa informacyjnego. Jak przekonuje Anna Mancini w książce "Copyright Law is Obsolete", traktującej o dystrybucji książek w środowisku cyfrowym, digitalizacja doprowadziła do ponownej dematerializacji wiedzy. Podobnie jak w czasach przed wynalezieniem druku, istotne pozostaje dzielenie się informacjami i przekazywanie ich innym.

Nie sposób się nie zgodzić z przytoczoną diagnozą. Jednocześnie łatwo spostrzec, że ewolucja rozwiązań sieciowych w stronę Web 2.0 ma indywidualistyczną wymowę. Na pierwsze miejsce wchodzi bowiem użytkownik - źródło materiałów wprowadzanych do sieci. Dzięki "uwolnieniu" kanałów dystrybucji informacji, dotychczasowi amatorzy mogą spróbować sił w nowych rolach, zastrzeżonych dotąd dla grona profesjonalistów. Zwłaszcza że szansa na zaistnienie jest nieporównywalnie większa w stosunku do tradycyjnych mediów.

W serwisach społeczności internetowej to od użytkownika będzie zależeć co i kiedy upubliczni. Zaangażowanie użytkowników bywa przyrównywane do uczestnictwa w grze komputerowej. Zwłaszcza jeśli chodzi o gry typu MMORPG (np. World of Warcraft). Gracz w miarę upływu czasu uzyskuje wyższe poziomy doświadczenia postaci. Z kolei pozycja osoby aktywnie partycypującej we współtworzeniu zasobów serwisu społeczności internetowej wzrasta. Jednocześnie za naturalną konsekwencję wzmożonego dzielenia się treściami w realiach Web 2.0 traktować trzeba częste opracowywanie materiałów zespołowo.

Elektroniczne licencje

Ewolucji mechanizmów składających się na Web 2.0 nie można rozważać w oderwaniu od norm prawnych. Zwłaszcza jeśli ma się na uwadze ochronę własności intelektualnej. Trudno pominąć przy tym spostrzeżenie, że restrykcyjna ochrona interesów twórczych koliduje z chęcią budowy kanałów nieograniczonej dystrybucji treści cyfrowych.

Alternatywą, z której korzystają skrzętnie propagatorzy rozwiązań Web 2.0, jest oparcie się na liberalnych zasadach licencyjnych. Popularnością cieszą się zwłaszcza projekty Creative Commons. Widać to chociażby na przykładzie serwisu Flickr.com, który zresztą zdążył już wpisać się na trwałe w dyskusję na temat mocy wiążącej licencji w formie elektronicznej. Problem koncentrował się wokół tego, czy oznaczenie "public" z odnośnikiem do tekstu licencji Creative Commons Attribution-NonCommercial-ShareAlike 2.0 dopuszczającej niekomercyjne wykorzystanie utworu wystarczy, aby mówić o skuteczności jej postanowień. Jeden z użytkowników serwisu umieścił w nim na wspomnianych zasadach fotografie, które następnie wykorzystano w magazynie Weekend bez jego zgody. Sąd uznał, iż doszło do naruszenia prawa, zaś wspomniane oznaczenie było wystarczające dla skuteczności licencji. Wiele wskazuje na to, iż analogiczne rozstrzygnięcie zapadłoby na gruncie polskiego prawa. Jest to o tyle istotne, że eksploatacja materiałów udostępnianych na zasadach Creative Commons nie wiąże się z potrzebą prezentowania odbiorcy pełnego tekstu postanowień licencyjnych. Zamiennie używa się oznaczeń skrótowych bądź graficznych, obok których pojawia się odnośnik do licencji.

Problem odpowiedzialności

Sprawą nastręczającą nadal problemy natury prawnej pozostaje klasyfikacja odesłań do materiałów, które naruszają prawa osób trzecich. Schemat większości z rozwiązań Web 2.0 zakłada znaczący udział linków umieszczanych przez indywidualnych użytkowników.

Problem nie jest nowy. Spory o charakter odesłań towarzyszą chociażby dyskusji na temat przyszłości rozwiązań peer to peer. W grę wchodzą przede wszystkim posądzenia o pomocnictwo przy naruszeniach praw autorskich, co na własnej skórze odczuł w ubiegłym roku producent Grokstera. Precedensowe rozstrzygnięcie Sądu Najwyższego USA w sprawie Metro-Goldwyn-Mayer Studios Inc. kontra Grokster wskazało na możliwość uznania firmy dystrybuującej narzędzia służące wymianie danych odpowiedzialną za działania indywidualnych użytkowników. Szczególną uwagę zwrócono na formę promowania rozwiązania, która może choćby pośrednio akceptować wykorzystywanie go w celu naruszenia prawa autorskiego. W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że idea tkwiąca u podstaw wyroku sprowadza się do tego, że producenci oprogramowania peer to peer powinni uważać na to, w jaki sposób chcą zareklamować się na rynku.

Rozstrzygnięcie potencjalnie

może mieć znaczenie także dla mechanizmów wykorzystywanych w projektach Web 2.0. Dla przykładu, obecnie wiele serwisów społeczności internetowych opiera się w znacznej części na prezentacji odesłań prowadzących do materiałów. To nie wszystko. W sieci funkcjonują przecież "przechowalnie odesłań", takie jak del.icio.us czy rodzima Linkologia. Zawartość tych serwisów jest uzależniona od preferencji internautów. Trzeba pamiętać, iż rozwiązania takie stanowią faktycznie hosting danych w postaci linków. Mają więc do nich zastosowanie przepisy Ustawy z 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Oznacza to, że operatorzy są wolni od ewentualnej odpowiedzialności związanej z umieszczeniem przez użytkownika odesłania do zasobów sprzecznych z porządkiem prawnym. Dopiero w sytuacji gdy uzyskają wiarygodną informację (bądź urzędowe zawiadomienie) o nielegalnym charakterze materiałów, mają obowiązek działania, czyli usunięcia bądź zablokowania dostępu do tych treści.

Analogiczne zasady odnoszą się do odpowiedzialności za innego rodzaju treści umieszczane przez użytkowników.

Na świecie pojawiają się już pierwsze sygnały "testowania" legalności serwisów Web 2.0. W lipcu br. Robert Tur pozwał serwis Yourtube.com z powodu nieuprawnionego wykorzystania jego nagrania z zamieszek w Los Angeles w 1992 r. Roszczenia powoda obejmują żądanie wypłaty 150 000 USD oraz uniemożliwienie wykorzystania jego materiału w przyszłości. Wyrok w tej sprawie jeszcze nie zapadł.

Kwestie odpowiedzialności za poczynania użytkowników w ramach projektów Web 2.0 wpasowują się w szerszą dyskusję na temat granic ingerencji przepisów w funkcjonowanie technologii informatycznej. Wraz z ewoluowaniem kanałów współtworzenia cyfrowych treści, wątpliwości natury prawnej zapewne będą się mnożyć. Na rozstrzygnięcia przyjdzie zapewne jeszcze poczekać.

<hr>Problematyce Web 2.0 będzie poświęcona jedna z sesji w trakcie organizowanego przez naszą redakcję III Forum na rzecz Usług Szerokopasmowych (Warszawa, 21-22 listopada br.). Szczegółowe informacje na stronie:http://www.computerworld.pl/konferencje/broadband2006/ .

W celu komercyjnej reprodukcji treści Computerworld należy zakupić licencję. Skontaktuj się z naszym partnerem, YGS Group, pod adresem [email protected]

TOP 200