Na gorąco: Tomasz Hatala

Quantum Software, producent systemów SCM, jest 43 tegorocznym debiutantem na Giełdzie Papierów Wartościowych. Mimo niezbyt udanego debiutu, prezes spółki, Tomasz Hatala jest pewien, że to jedynie złe dobrego początki.

Quantum Software, producent systemów SCM, jest 43 tegorocznym debiutantem na Giełdzie Papierów Wartościowych. Mimo niezbyt udanego debiutu, prezes spółki, Tomasz Hatala jest pewien, że to jedynie złe dobrego początki.

Czy gdyby mógł Pan cofnąć czas, to zrezygnowałby Pan z debiutu na GPW?

Na giełdę nie wchodzi się po to, aby mieć udany debiut, ale żeby zdobyć pieniądze na rozwój. Giełda to także przejrzystość, której oczekują nasi klienci. I pod tym względem zrealizowaliśmy założone zadanie. Oczywiście udany debiut byłby bardzo wskazany. Dlatego też być może gdybym mógł przewidywać przyszłość, zmieniłbym nieco jego termin. Podkreślam być może, bo teraz wyceny debiutantów są jeszcze gorsze, więc zdobylibyśmy zapewne mniej pieniędzy.

Od lat trwa w Polsce dyskusja na temat innowacyjności rodzimego przemysłu high-tech. to jeden z nielicznych przykładów firm, które osiągnęły sukces dzięki własnemu produktowi. Jak to było możliwe?

Zasadniczym czynnikiem był zapał ludzi. Zaczynaliśmy nietypowo, bo od projektów w Niemczech. To jednak oznaczało konieczność dostosowania się do tamtejszych, wysokich standardów. W Polsce w tym czasie rynek rozwijał się dynamicznie, jednak potrzeby klientów względem systemów IT były typowe dla młodego kapitalizmu. Dzięki trzymaniu się zagranicznych standardów z czasem wypracowaliśmy bogaty i dojrzały produkt. Nie było łatwo. Polska była i nadal jest prowincją informatyczną. Do tego, że polski inżynier jest coś wart, nie trzeba już nikogo na świecie przekonywać. Aby przekonać do tego, że coś wart jest polski produkt, trzeba się jednak napracować.

Przez lata realizowali Państwo rentowne projekty "pod klucz". Dlaczego ostatecznie wybraliście trudniejszą drogę, stworzyliście własny produkt?

Jesteśmy spółką informatyczną. Mamy ambicje robienia nie tylko pieniędzy, ale także czegoś "fajnego". Zresztą polska firma musi już myśleć w kategoriach europejskich. Faktycznie te dziesięć lat temu rynek niemieckich operatorów logistycznych opierał się na projektach indywidualnych. Chcieliśmy jednak wejść do Polski. Tu robienie projektów pod klucz okazało się zbyt kosztowne. Aby działać w Polsce, potrzebny był standardowy produkt. Nagle okazało się, że wszystkie rynki zachodnioeuropejskie także przechodzą na standaryzowane produkty. Wygraliśmy na tej decyzji.

Co jest największym wyzwaniem dla wykonawcy projektów, który przekształca się w firmę produkującą oprogramowanie?

Panowanie nad różnymi oczekiwaniami. Z jednej strony mamy indywidualnych klientów i ich potrzeby, z drugiej fachowców z własnej firmy, którzy często uznają, że pewne rzeczy powinny być robione inaczej niż tego oczekują klienci. Jednych trzeba przekonywać do standardu, drugich do rezygnacji z niektórych pomysłów.

Przed debiutem mówił Pan, że zamierzają Państwo zacieśnić współpracę z SAP. Nie myśleli Państwo o zawalczeniu z nią, np. w niszy rozwiązań firm dystrybucyjnych?

Trudno myśleć o konkurencji z SAP. Jesteśmy małą polską firmą, oferującą niszowe produkty. I jedynie w niszach mamy szanse powalczyć z największymi dostawcami. Uciekamy więc w dziedziny, których nie obejmuje ERP. Upatrujemy w tym naszych szans. Na świecie rynek SCM jest oddzielony od rynku ERP. Aby szybciej rozszerzać ofertę i wychodzić poza naszą specjalizację, musimy szukać sojuszników.

Branża IT ma jeden głośny przykład firmy, która osiągnęła sukces rozwijając własne produkty - Comarch. Czy macie szanse na powtórzenie jej sukcesu?

Przynajmniej część sukcesu zawdzięcza działce integratorskiej. Powtórzenie tego, co było udziałem działów odpowiedzialnych za rozwój produktów, jest prawdopodobne. Wydaje mi się, że na rynkach międzynarodowych mamy podobną liczbę klientów. Doceniam Comarch za to, że w rozwoju nie poszedł łatwiejszą drogą - Prokomu czy ówczesnego ComputerLandu i nie skupił się na projektach w administracji. Toczył podobną walkę do naszej. I wiele osiągnął.

Rozmawiał Antoni Bielewicz

Dossier: Tomasz Hatala

Stanowisko:prezes zarząduQuantum Software

Studia: Wydział Elektrotechniki, Automatyki i Elektroniki na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie

Gdybym nie założył firmy informatycznej, byłbym: projektantem systemów IT w Australii lub Kanadzie, gdzie emigrowali polscy informatycy w latach 80. i na początku lat 90. XX w.

Marzenie z dzieciństwa: zostać astrofizykiem na odległej stacji kosmicznej

Marzenie biznesowe: wejście z produktami Quantum Software na inne kontynenty - Azja i obie Ameryki


TOP 200