Na Zachodzie bez zmian

Polscy informatycy nie mają zbyt wielkich szans na zatrudnienie w Niemczech. Sytuacja zmieni się zapewne dopiero kilka lat po wstąpieniu naszego kraju do Unii Europejskiej.

Polscy informatycy nie mają zbyt wielkich szans na zatrudnienie w Niemczech. Sytuacja zmieni się zapewne dopiero kilka lat po wstąpieniu naszego kraju do Unii Europejskiej.

Niemiecki rynek stwarza wiele szans dla informatyków. Niestety, jest on praktycznie zamknięty dla przybyszy spoza krajów Unii Europejskiej. Szansę na czasowe zatrudnienie mają jedynie studenci - obcokrajowcy, i to pod warunkiem że wykonywane przez nich zajęcie będzie miało związek z obranym kierunkiem nauki.

Żyć, nie umierać

Niemieckie przedsiębiorstwa tworzą rocznie prawie 200 tys. nowych stanowisk pracy dla informatyków, z czego nie obsadzone pozostaje ok. 50 tys. "Za szczególnie atrakcyjne miejsca pracy uznawane są renomowane zakłady przemysłowe, choćby z branży motoryzacyjnej" - mówi Krzysztof Jedon, student czwartego roku wydziału informatyki Uniwersytetu w Bremie. - "Wielu moich kolegów znajduje tam pracę tuż po studiach". Najbardziej poszukiwanymi informatykami są programiści i projektanci baz danych, specjaliści z doświadczeniem przy dużych projektach internetowych i intranetowych.

Nowi absolwenci studiów informatycznych mogą w Niemczech liczyć na zarobki 65-90 tys. DEM rocznie w zależności od wielkości firmy. Na ogół lepiej płacą duże renomowane koncerny, które ponadto chętnie zatrudniają informatyków z niewielkim nawet stażem pracy. "Wolą po poprostu ÇwychowaćČ sobie specjalistę" - mówi Krzysztof Jedon. - "Niemal jest regułą, że po przyjściu do dużej firmy młody informatyk, oprócz codziennej pracy, przechodzi roczny cykl różnorodnych szkoleń". Mniejsze firmy są często skłonne do płacenia wyższych stawek, jednak od przyjmowanych pracowników wymagają bogatego doświadczenia zawodowego.

Nauka to do pracy klucz

Mimo tak atrakcyjnych warunków, polscy informatycy mają niewielkie szanse na znalezienie zatrudnienia u naszych zachodnich sąsiadów. Zgodnie z prawem, firmy niemieckie mogą zatrudniać informatyków tylko w wyjątkowych przypadkach, kiedy od pracy tych osób zależą istotne aspekty pracy firmy, a i to tylko w przypadku, gdy na poszukiwane stanowisko nie znaleziono obywatela Niemiec. Ograniczeniom tym nie podlegają jednak pracownicy z innych państw Unii Europejskiej, co powoduje, że niemieccy pracodawcy szukają nowych ludzi pochodzących przede wszystkim z krajów "dwunastki".

Szansę na podjęcie pracy, najczęściej w niepełnym wymiarze godzin, mają jedynie studenci-obcokrajowcy, uczący się w niemieckich uczelniach. Jest to obwarowane wieloma warunkami wstępnymi, pozwala jednak na zdobycie pewnych doświadczeń na niemieckim rynku pracy. Aby podjąć studia za Odrą, oprócz znajomości języka, jest wymagana 20-tygodniowa praktyka zawodowa - niekoniecznie w niemieckiej firmie. Obcokrajowcy rozpoczynający studia muszą przedstawić notarialnie potwierdzoną deklarację, że stać ich na utrzymanie się bez podejmowania pracy przez okres studiów, lub zaświadczenie z instytucji fundującej stypendium.

Podczas studiów mogą podjąć pracę tylko w przypadku, gdy jest ona związana z tematem studiów, wyłącznie podczas ferii i wakacji, w dodatku w niepełnym wymiarze godzin. Nie mają także praw do urlopu dziekańskiego.

Mimo rygorystycznych przepisów, studenci mają pewne szanse na znalezienie zatrudnienia. "Jako student informatyki jestem zobowiązany do odbycia kilkumiesięcznych praktyk, które akurat w moim przypadku okazały się praktykami płatnymi. Także praca dyplomowa jest wykonywana w porozumieniu z zakładem, w którym odbywam praktykę" - mówi Krzysztof Jedon. Zresztą studiowanie w Niemczech okazuje się wyraźnym magnesem dla potencjalnych pracodawców w Polsce. "Jeszcze na początku studiów dałem kilka ogólnikowo sformułowanych anonsów na polskie grupy dyskusyjne poświęcone pracy. Dość szybko otrzymałem 4 interesujące propozycje, w tym jedną z NBP i jedną od firmy, która pośredniczyła w zatrudnianiu informatyków dla jednego z zakładów w Teksasie" - mówi Krzysztof Jedon.