Na Internet nawet politycy nic nie poradzą

Dwa miesiące temu rząd chiński zdecydował się na prawne uregulowanie Internetu. Na mocy wydanych rozporządzeń, wymiana danych z zagranicą ma być na bieżąco kontrolowana. Nie wolno będzie transmitować jakichkolwiek informacji uznanych za ''szkodliwe'' dla interesu państwa lub ''zagrażające'' porządkowi publicznemu.

Dwa miesiące temu rząd chiński zdecydował się na prawne uregulowanie Internetu. Na mocy wydanych rozporządzeń, wymiana danych z zagranicą ma być na bieżąco kontrolowana. Nie wolno będzie transmitować jakichkolwiek informacji uznanych za ''szkodliwe'' dla interesu państwa lub ''zagrażające'' porządkowi publicznemu.

W mniej więcej tym samym czasie prokuratorzy niemieccy postanowili wpłynąć na Compuserve, by ten odciął ponad cztery miliony swoich subskrybentów do kilkudziesięciu grup tematycznych poświęconych seksowi i pornografii.

Tak różne rządy - do tego z tak różnych przyczyn - pragną rozciągnąć władzę państwową na Internet, dostrzegając sieć globalną i jej możliwości. Na dłuższą metę wszelkie wysiłki, by ją upaństwowić czy uregulować, okażą się daremne. Internet jest bowiem siecią globalną, nie uznającą granic ani władzy. Uszkodzenie jednego węzła internetowego nie zatrzyma jego działania - jedynie ruch będzie skierowany inną drogą. Wszelka cenzura stanie się takim niedrożnym punktem, który trzeba ominąć. Serwery internetowe mogą chociażby operować z Lichtensteinu czy Kajmanów, gdzie nikt nie będzie ingerował w ich informacyjną zawartość.

Najlepszą obroną sieci jest jednak jej rozmiar - nikt, przy najlepszych nawet chęciach i największym zapale, nie będzie w stanie skontrolować milionów przesyłek, serwerów WWW i tysięcy grup tematycznych. Nie wspominając nawet o kodowaniu informacji. Może się i tak okazać, że najważniejszą rolę odegrają pieniądze. Niektórzy analitycy przewidują, że do roku 2005 wartość internetowego rynku - i realizowanej dzięki niemu działalności komercyjnej - przekroczy jeden bilion USD. Każde państwo, które będzie chciało mieć w tym swój udział, nie może rozwojowi sieci stawiać sztucznych przeszkód. Ciężko będzie rządom, takim jak chiński, jednocześnie kontrolować przepływ informacji i stymulować gospodarcze wykorzystanie sieci. Jak na przykład odróżnić "dozwolone" dane ekonomiczne od "wrogiej" informacji politycznej?

Nie chcę jednak powiedzieć, że sieci w ogóle nie można ani nie powinno się kontrolować. Netykieta - nieformalny zbiór zasad poprawnego zachowania w cyberprzestrzeni, jest dzisiaj obowiązującym regulaminem, naruszenie którego zawsze spodowuje dezaprobatę społeczności sieciowej. Rząd zaś swoją ingerencję powinien ograniczyć do ściśle określonych przypadków - sfery informacji dotyczących czynów kryminalnych i aktów terrorystycznych. Wraz z rozwojem elektronicznych pieniędzy trzeba będzie wypracować międzynarodowe porozumienia, zapobiegające nielegalnym transakcjom i nadużyciom finansowym.

Niektóre kraje już dziś zdają się rozumieć, że najwięcej zyskają popierając powszechne wykorzystanie Internetu, a nie nakładaniając nań silne restrykcje. Wicepremier Malezji Anwar Ibrahim powiedział ostatnio, że cenzurowanie Internetu nie jest żadnym rozwiązaniem. Jego zdaniem stanowiłoby to krok wstecz na drodze do rozwoju i bogactwa tego kraju.

James Martin jest konsultantem i autorem tekstów dotyczących zastosowań technologii informatycznych.


TOP 200