NIK źle oceniła system wyborczy

"Do awarii systemu informatycznego w wyborach samorządowych w 2002 r. przyczyniły się nie tylko błędy w oprogramowaniu Pixel Technology, ale także w centralnej bazie danych wykonanej przez Prokom Software" - stwierdziła Najwyższa Izba Kontroli. Szczegóły, jeszcze nie opublikowanego raportu, ujawniła Rzeczpospolita. Zdaniem kontrolerów NIK sposób wyboru obu firm był nierzetelny, a ponad 18 mln zł na informatyzację Krajowe Biuro Wyborcze wydało niegospodarnie, z tego Prokom otrzymał 4,2 mln zł, a Pixel - 3,2 mln zł.

"Do awarii systemu informatycznego w wyborach samorządowych w 2002 r. przyczyniły się nie tylko błędy w oprogramowaniu Pixel Technology, ale także w centralnej bazie danych wykonanej przez Prokom Software" - stwierdziła Najwyższa Izba Kontroli. Szczegóły, jeszcze nie opublikowanego raportu, ujawniła Rzeczpospolita. Zdaniem kontrolerów NIK sposób wyboru obu firm był nierzetelny, a ponad 18 mln zł na informatyzację Krajowe Biuro Wyborcze wydało niegospodarnie, z tego Prokom otrzymał 4,2 mln zł, a Pixel - 3,2 mln zł.

Zdaniem przedstawicieli Najwyższej Izby Kontroli za nieprawidłowości podczas przygotowywania systemu jest odpowiedzialny Andrzej Florczyk, ówczesny dyrektor zespołu informatyki wyborczej w KBW, który zrezygnował z ogólnopolskiego testu obciążeniowego systemu na potrzeby wyborów samorządowych. Miało to dać oszczędności 0,5-1 mln zł. Kierowany przez niego Zespół Informatyki Wyborczej nie określił również generalnego wykonawcy odpowiedzialnego za całość projektu.

Przypomnijmy, wyniki głosowania w ubiegłorocznych wyborach samorządowych miały być znane w ciągu czterech dni. Tymczasem już pierwszego dnia wystąpiły problemy z przesyłaniem danych z komisji do centralnej . W listopadzie 2002 r. przedstawiciele Pixel przyznali się do błędów w aplikacji opracowanej na potrzeby tegorocznych wyborów samorządowych. "Wadliwa architektura części stworzonego przez nas oprogramowania spowolniła przesyłanie danych wyborczych do centralnej bazy danych w Krajowym Biurze Wyborczym. Wpłynęło to także na nadmierne obciążenie systemu i spowolnienie przetwarzania w nim danych wyborczych" - stwierdził wówczas Tomasz Szeller, dyrektor Pixel Technology s.c.

Prokom Software - autor systemu centralnego - nie poczuwał się do winy. Już wówczas jednak przedstawiciele Związku Powiatów Polskich, posługując się ekspertyzą wykonaną przez Piotra Chądzyńskiego, konsultanta IT, wskazywali, że przyczyny kłopotów leżały także po stronie Prokomu. Wyposażenie serwera centralnego w motor bazy danych IBM DB2 zamiast Oracle spowodowało konieczność przepisania serwisów dostępowych w nowej, nie znanej zatrudnionym programistom technologii.

Kontrolerzy NIK ocenili, że Krajowe Biuro Wyborcze dopuściło się też nieprawidłowości przy planowaniu i realizowaniu systemu. Izba zauważa, że już kilka miesięcy przed wyborami można było "z niemal stuprocentową pewnością przewidzieć, że nie da się stworzyć w tak krótkim czasie sprawnie działającego rozwiązania". Wszystkich uczestników tego procesu wyłoniono na podstawie zamówienia z wolnej ręki, a umowy podpisano miesiąc przed wyborami. "Jednak firmy, które wybrano już dawno, miały przygotowaną większą część zamówienia. Prace nad systemem rozpoczęły się, zanim zostały wybrane i zanim podpisano z nimi umowy" - stwierdza NIK.

Zdaniem kontrolerów było to działanie nierzetelne, bo nie stworzono równych warunków wszystkim potencjalnym wykonawcom.

Urzędnicy KBW tłumaczyli, że na przetarg było zbyt późno, bo dopiero 60 dni przed wyborami premier określił ich termin. Tymczasem - zgodnie z obowiązującym prawem - pieniądze na wybory pochodzą z rezerwy celowej, ta zaś może zostać uruchomiona, gdy jest przyjęta stosowna podstawa prawna. Sytuacja ta to istne błędne koło, na którym skorzystają dotychczasowi partnerzy informatyczni KBW.

Jednak zdaniem NIK i Ministerstwa Finansów z rezerwy celowej na przygotowanie informatyczne wyborów można było korzystać, nie czekając na dokładną datę wyborów.


TOP 200