Myśl i działaj

Jeśli biznes chce się szanować, nie może chować głowy w piasek. Musi mówić władzy to, co o niej myśli.

Jeśli biznes chce się szanować, nie może chować głowy w piasek. Musi mówić władzy to, co o niej myśli.

Edward Tufte ma rację, PowerPoint to narzędzie, które potrafi zabić każdą dyskusję. O tym ile tracimy, traktując program do prezentacji jako obowiązkowe narzędzie wystąpień publicznych, mogli przekonać się uczestnicy warsztatu "Kto jest kim w sektorze publicznym", zorganizowanego przez nasz tygodnik w siedzibie Business Center Club. Posługujemy się słowem "warsztat" w sposób świadomy. Spotkanie to niewiele miało bowiem wspólnego z typową konferencją, z jej ścisłym podziałem na wystąpienia, przerwami kawowymi i nieśmiertelną porcją marketingu. Było raczej próbą nawiązania dialogu pomiędzy biznesem związanym z branżą IT, ale tak naprawdę formułującym postulaty dotyczące wszystkich przedsiębiorców, a wybitnymi analitykami dzisiejszej rzeczywistości.

W naszym warsztacie wzięli udział: Jadwiga Staniszkis, profesor Uniwersytetu Warszawskiego oraz Wyższej Szkoły Biznesu - National Louis University w Nowym Sączu; Wawrzyniec Konarski, politolog, profesor Uniwersytetu Warszawskiego i Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie; Michał Kulesza, profesor prawa na Uniwersytecie Warszawskim i kierownik Zakładu Nauki Administracji; dr Marek Cichocki, profesor w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego i dyrektor programowy Centrum Europejskiego w Natolinie oraz przedstawiciele kilkunastu największych firm IT działających w Polsce.

Diagnoza obecnego stanu rzeczy płynąca z tego spotkania jest w gruncie rzeczy niezmiernie pesymistyczna. Wbrew pozorom, wynikającym z doraźnych przepychanek politycznych, temperatura życia społecznego i politycznego w Polsce spada.

Sprzeczne sygnały

Stagnacja i poczucie lęku, do opisu którego Barbara Pietkiewicz z Polityki użyła niedawno świetnego hasła "atmosferka", wynikające z tymczasowości, ogarnęły nie tylko administrację centralną, ale także samorządy. Polska administracja nie staje również na wysokości zadania, gdy chodzi o dbanie o polskie interesy na forum międzynarodowym. I to zarówno te duże, związane z geopolityką, jak i mniejsze, związane np. z promocją polskich firm. "Przy okazji startu w przetargach NATO przydałoby się wsparcie ze strony polskiej administracji, chociażby w sprawach takich jak lobbing przeciwko pewnym przepisom ograniczającym konkurencję. Niestety nie możemy na to liczyć" - mówiła podczas spotkania Maria Schicht, dyrektor ds. marketingu i PR w ABG Ster-Projekt.

Stagnacja nie sprzyja tylko rozwiązywaniu doraźnych spraw, ale przede wszystkim staje na przeszkodzie wizji, czym miałyby się stać administracja i samorządy w obecnej rzeczywistości geopolitycznej. Wszyscy uczestnicy debaty zgodzili się ze stwierdzeniem, że administracja wciąż funkcjonuje w dziewiętnastowiecznym, scentralizowanym modelu, podczas gdy dziś potrzebny jest inny model - usługowy, bardziej nakierowany na obywatela.

Do wyborów od lat idzie ten sam, 20-procentowy, żelazny elektorat demokracji. W jego szeregach nie ma ani ludzi młodych, którzy coraz częściej głosują "nogami" wybierając emigrację (geograficzną lub wewnętrzną), ani przedsiębiorców, którzy żywią podtrzymywany zarówno przez polityków, jak i media sąd o niemal pełnej niezależności gospodarki od skarlałego życia politycznego.

Polityczny szołbiznes

Nie ma już w Polsce miejsca ani czas u na rzetelny dyskurs społeczny. Został on w coraz bardziej upraszczających rzeczywistość mediach zastąpiony przez codzienne relacje z życia szołbiznesu. Tym godnym przytoczenia porównaniem posługuje się Michał Jaworski z Microsoftu na określenie "elit politycznych" z ich gwiazdkami i debiutantami.

Z czego wynika ten stan rzeczy? Jadwiga Staniszkis uważa, że jest to skutkiem nieprzystosowania struktur polskiej, wciąż opartej na ściśle hierarchicznym porządku, władzy do warunków zmieniającego się świata, w którym zaczynają przeważać struktury sieciowe i do którego w żadnym stopniu nie pasuje lansowany w ostatnich latach dyskurs etyczny i oczywiście hierarchia wartości. Struktury te nie pasują również do sposobów podejmowania decyzji przez Unię Europejską. "Współistnienie obok siebie struktur hierarchicznych i sieciowych rodzi chaos" - mówiła Jadwiga Staniszkis.

Obecnej władzy brakuje wizji tego, dokąd zmierza i jakie cele we współczesnym świecie chciałaby osiągnąć. Jak zgrabnie ujął to Marek Cichocki, "władzy brakuje umiejętności kreowania rzeczywistości społecznej". Nie da się ukryć, że ta stagnacja nastąpiła w najgorszym możliwym momencie, a więc w przeddzień startu programów modernizacyjnych związanych z funduszami europejskimi na lata 2007-2013.

Około 60 mld euro, które trafią w tym okresie do naszego kraju, to ogromny i bezprecedensowy zastrzyk środków, co stanowi jedyną szansę na uczynienie z Polski kraju w pełni nowoczesnego. "Tracimy rzecz, która jest w dzisiejszym świecie najcenniejsza, czyli czas" - mówił Michał Kulesza.

Niestety, jak twierdzi Józef Orzeł ze Stowarzyszenia Miasta w Internecie, już dziś widać, że większość tych środków zostanie źle wykorzystana, podobnie jak to miało miejsce ze środkami trafiającymi do Polski w latach 2004-2006. Michał Kulesza jest nieco większym optymistą i to nie tylko ze względu na dużą wiarę w "polską prowincję". "Partie polityczne będąc u władzy uczą się. A partie dzisiejszej koalicji to na szczęście ostatnie z istotnych sił politycznych, które nie były wcześniej u władzy. Wierzę zatem - choć jest to wiara nieco irracjonalna - że uda nam się wykorzystać rozważnie dużą część płynących do Polski funduszy" - mówił.

Aby tak się stało, rządzący muszą poczuć presję społeczną. "Do tej pory tego brakowało, dlatego rządzący nie musieli się uczyć, albo uczyli się w niewielkim stopniu" - mówił Józef Orzeł. Do wytworzenia tej presji musi przyczynić się także biznes. "Nieporozumieniem jest przekonanie, że gospodarka funkcjonuje w oderwaniu od życia politycznego" - przestrzega Jadwiga Staniszkis. Aby wykorzystać nadchodzącą szansę, żadne środowiska nie mogą zamykać się na dyskusję.