Mutacja i selekcja

Innowacje są dźwignią przedsiębiorczości. Czy proces ich tworzenia, wymagający niezwykłej kreatywności, może być wspomagany komputerowo?

Rosnące wyzwania gospodarcze wymagają innowacyjnych metod zarządzania przedsiębiorstwami. Czy można jednak zarządzać innowacjami? Autorzy raportu Światowej Organizacji Własności Intelektualnej (WIPO - World Intellectual Property Indicators) na temat innowacji są zdania, że posiadanie praw własności intelektualnej jest istotnym elementem strategii innowacyjnych firm na całym świecie (patrz: artykuł Doroty Konowrockiej "Polska za mało inwestuje w B&R", Computerworld z 14 grudnia 2011 r.). Jednocześnie zarządzanie innowacjami w sferze IT zawęża się często do ich czysto technologicznego wymiaru. Skoro istnieją (DataBase Management Systems), to czy wystarczy mieć "najnowocześniejszą" bazę danych, aby być najbardziej innowacyjnym w tym obszarze?

Odpowiadając krytycznie na tak postawione pytanie, warto się przyjrzeć etymologicznym korzeniom terminu management, sięgającym tradycji włoskiego kunsztu jeździeckiego - mannegiare. Otóż nie wystarczy mieć formalnie najnowocześniejszy produkt (w tym ostatnim przypadku najszybszego konia), aby wygrać wyścig. Tak na parkurze, jak i w gospodarce potrzebni są jeszcze jeźdźcy, czyli menedżerowie. Ale potrzebna jest także publiczność, a więc klienci.

Jednocześnie innowacje są wzajemnie powiązane systemowo. Auta nie wymyślono tylko dlatego, że istniały drogi, a dróg nie budowano wyłącznie dlatego, że panowie Daimler i Benz opantentowali silnik spalinowy. Oba elementy wiązały się ze sobą infrastrukturalnie w długim procesie, ale jedno jest pewne: autostrady nie mają racji bytu bez pojazdów, a samochód bez drogownictwa byłby tylko ekstrawaganckim kuriozum.

Kręte drogi ewolucji

Tymczasem biznesowe procesy innowacyjne oraz bioewolucyjne wykazują uderzające analogie. W naturze doskonalenie gatunków polega na mutacjach i selekcji. Podobne dwie fazy odnajdziemy w gospodarce. Pierwsza faza odpowiada zatem pojawieniu się innowacji, czyli swego rodzaju mutacji stanu poprzedniego. Nie każda innowacja zostanie jednak zaakceptowana przez rynek - podobnie jak w "końskim" przykładzie: drogie zwierzęta będą miały sportową rację bytu tylko wtedy, gdy zainteresowana nimi publiczność będzie wnosić opłaty. Faza innowacyjnych "mutacji" wymaga istnienia uzdolnionych elit - wynalazców - motywowanych przez społeczeństwo. W fazie drugiej - "selekcji" - decyduje już tylko społeczeństwo, czyli my wszyscy.

Kręte są drogi owych decyzji, a z całą pewnością w znacznej mierze wykraczają poza techniczne cechy innowacji. Warto docenić i te aspekty, aby nie powtarzać japońskich błędów z lat 70. ubiegłego stulecia. Próbowano wówczas generować potrzeby konsumpcyjne społeczeństwa w zakresie wideotelefonii. Technicznie przedsięwzięcie było realne, a przy masowej produkcji sprawnie dokonałby się oczekiwany spadek cen nowych wyrobów. Inżynierom i menedżerom zabrakło jednak fantazji dla wcześniejszego zorganizowania odpowiednich badań socjologicznych. Te zaś już później wykazały, że przeciętny użytkownik telefonu wcale nie miał zamiaru rezygnować z atmosfery intymności, pryskającej natychmiast podczas kontaktu wzrokowego między rozmówcami.

Psychologiczny komfort komunikacyjny, rozumiany w zależności od gustu zarówno jako brak obrazu rozmówcy albo właśnie jako opcja wideo, ma jednak swoją cenę. Globalizacja prowokująca do uciążliwych i kosztownych podróży służbowych owocuje zatem rosnącą liczbą aplikacji wideokonferencyjnych. Z drugiej strony, rośnie przepustowość sieci teleinformatycznych oraz jakość urządzeń (mobilnych) przy ich (relatywnie) spadającym koszcie. Wypadkowa tych ekonomiczno-technicznych sił jest prognozowana (według Frost & Sullivan) do roku 2015 na dynamiczny, bo niemal 20-proc. rozwój rocznie.

Oznacza to podwojenie się potencjału branży w ciągu kilku lat, a przecież oprócz "dużych" i płatnych instalacji, z osobnymi pomieszczeniami i "awatarowymi" ścianami monitorów, mamy także spontaniczną dynamikę prostszych rozwiązań desktopowych: od Skypo-podobnych VoIP (Video over IP) do zorientowanych na zdalny monitoring rozwiązań typu VNC (Virtual Network Computing), TeamViewer, Netviewer czy NRC (Netop Remote Control). Dodajmy, że w tym ostatnim przypadku mamy do czynienia z ćwierćwiekowym jubileuszem - pierwsza wersja tego systemu dla DOS-a została opublikowana w roku 1987.

Przewidywanie nieciągłości

Rozwój cywilizacyjny innowacji wiąże się z krzywą S (rys.1). Każda technologia wymaga początkowo znacznych nakładów, aby osiągnąć fazę rozkwitu i wreszcie nasycenia, związanego z jej wyeksploatowaniem. Problem prognozowania polega na tym, że w miejscu, w którym osiągamy maksima (optima) efektywności dla danego typu technologii, pojawia się nowa krzywa S i dalszy rozwój zaczyna przebiegać według podobnego schematu, na wyższym poziomie. Ów przeskok z krzywej na krzywą jest właśnie punktem nieciągłości charakterystyki całego rozwoju w określonym obszarze. Jego przewidzenie jest niezwykle trudne.

Stąd duża rola etapu poszukiwania w firmach idei innowacyjnych. Badania konsorcjum NovaNet, obejmujące kilkaset przedsiębiorstw przemysłowych, pokazują rosnącą rolę internetu w tej fazie (tab. 1), a zwłaszcza wyszukiwarek jako źródła gromadzenia idei oraz uniwersalnego portalu pozwalającego na dostęp do fachowej wiedzy w sieciowych encyklopediach czy na stronach specjalistycznych (naukowych, branżowych). Mniejsze znaczenie przypisuje się informacjom dostępnym na forach społecznościowych, konsumenckich czy blogerskich. Natomiast w fazie oceny idei innowacyjnych rola internetu jest kluczowa w kontekście dostępu do patentowych baz danych.

Bazy danych Europejskiego Urzędu Patentowego (http://www.epo.org/) czy Światowy Indeks Patentowy Derwenta DWPI (Derwent World Patents Index) zawierają po kilkadziesiąt milionów informacji patentowych, a liczba ich rośnie w tempie około 1 mln rocznie. Owe statystyki prezentowane są często, niczym listy olimpijskich medali, jako dowód innowacyjności określonego państwa. Owszem, istnieją związki między liczbą zarejestrowanych patentów a poziomem rozwoju gospodarczego, ale cywilizacyjnie rosnąca rola informatyki, paradoksalnie, wypacza ten obraz. Patenty software’owe są bowiem zjawiskiem nowym i niejednoznacznie uregulowanym prawnie.


TOP 200