Muszą być gwiazdy

Jestem zafascynowany niektórymi elementami zarządzania w stylu koreańskim. W praktyce kierowania firmą czerpię również z tradycji japońskiej, europejskiej i amerykańskiej.

Jestem zafascynowany niektórymi elementami zarządzania w stylu koreańskim. W praktyce kierowania firmą czerpię również z tradycji japońskiej, europejskiej i amerykańskiej.

Byłem w Korei kilka razy, więc poznałem obowiązujący tam styl zarządzania dość dobrze. Koreańczycy imponują mi przede wszystkim tym, że - inaczej niż w Polsce - zbudowali strategię gospodarczą na poziomie kraju. Przedsiębiorstwa realizują ją, ale nie z nakazu, oczywiście, lecz dlatego że jest to opłacalne i zapewnia im rozwój. Korea po wojnie była biednym, zrujnowanym krajem bez żadnych zasobów. Jedyny skarb, jakim dysponowała to czterdziestomilionowy rynek. Tak duży rynek to ogromne bogactwo - jest dla kogo produkować. Gdyby nie to, że w Polsce jest 38 mln ludzi, Optimus nigdy by nie powstał i nie rozwinął się. W Czechach, na Słowacji, w innym małym kraju nie byłoby to możliwe, a w każdym razie bardzo trudne. Koreańczycy postawili na swój rynek. Zarządzili, że można sprzedawać tylko te produkty, które mają kilkadziesiąt procent koreańskiego "wsadu". Wielcy tego świata, którzy chcieli sprzedawać w Korei, musieli zbudować tam fabryki, zatrudnić tamtejszych pracowników, nawiązać kontakty z tamtymi firmami. Początkowo bazując tylko na potencjale swojego rynku, zbudowali potęgę gospodarczą. Nie obawiali się, że ominie ich napływ obcego kapitału, ponieważ wiedzieli, że koncerny nie mogą nie zainteresować się taką liczbą potencjalnych konsumentów. W Polsce taką strategię zastosowano tylko w przypadku jednego produktu: kas fiskalnych (zakup polskiego produktu zwalnia z podatku VAT), ale mądrzej byłoby zrealizować ją dla większości wyrobów.

W koreańskich firmach podoba mi się silna władza szefa. Potrzebna jest po to, aby przedsiębiorstwo nie zamieniło się w klub dyskusyjny, niezdolny do podjęcia decyzji. Pracowałem już w takich przedsiębiorstwach, w których była równowaga kilku grup interesów, dyskusje trwały w nieskończoność. Nie sposób było nim kierować. Natomiast jestem przekonany, że szef powinien czerpać z mądrości swojego zespołu. Każdemu dać wystarczającą ilość czasu na wypowiedzenie się. U nas decyzje podejmuje zarząd po wysłuchaniu każdej opinii i jej uzasadnieniu. Rozmową kieruje szef. Dobra decyzja nasuwa się sama.

Ludzie skarbem

Każdy szef powinien dążyć do zatrudniania ludzi lepszych od siebie. Oni go pociągną za sobą. Musi pokonać w sobie strach przed nimi, poczucie zagrożenia, że odbiorą mu autorytet czy stanowisko. Dlatego szef firmy powinien być właścicielem lub współwłaścicielem.

W koreańskich firmach przywiązuje się ludzi do firmy. Ja też staram się, aby najlepsi pracownicy pracowali u nas aż do emerytury. Chętnie zatrudniam nowych, z innych firm, bo świeża krew też jest cenna, ale starych, wartościowych pracowników nie oddaję, bo oni są jeszcze cenniejsi. Inaczej jednak niż w Korei czy Japonii traktuję wielkie indywidualności. Oni stawiają raczej na cały zespół i nie lubią wybijających się jednostek. Ja uważam, że firmie potrzebne są gwiazdy.

Sądzę też, że wzory opiekuńczości - stosowane w kulturach azjatyckich - nie są do przeniesienia do naszego kraju. Przekonali mnie o tym moi pracownicy. Kiedy wynająłem dom w Zakopanem i zaprosiłem ich, aby tam wypoczywali - nie przyjechał nikt. Podobnie do kupionego przez firmę domu nad jeziorem Rożnowskim. Powiedzieli mi wprost, że rządzić mogę nimi w pracy, ale wypoczywać to oni będą tak, jak im się podoba. Nie wydaje mi się, żeby Polacy chcieli łączyć prywatność z pracą tak bardzo jak Azjaci.


TOP 200