Moralność z komputera

Z dr. hab. Andrzejem Kocikowskim z Instytutu Kulturoznawstwa Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu i dr. Wojciechem Jerzym Boberem z Instytutu Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego rozmawia Andrzej Gontarz.

Z dr. hab. Andrzejem Kocikowskim z Instytutu Kulturoznawstwa Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu i dr. Wojciechem Jerzym Boberem z Instytutu Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego rozmawia Andrzej Gontarz.

W czerwcu tego roku na Politechnice Gdańskiej odbędzie się VI Europejska Konferencja Etyki Komputerowej ETHICOMP 2001 - Systemy Społeczeństwa Informacyjnego. Czy to oznacza, że mamy do czynienia z nową dziedziną nauki? Czym się ona zajmuje?

Andrzej Kocikowski (A.K.): Etyka komputerowa, nazywana także etyką informatyczną, powstała w Stanach Zjednoczonych i tam głównie jest stosowana. Powoli zaczyna wkraczać również do uczelni europejskich, jej zwiastuny widać także w Polsce. Zajmuje się badaniem wybranych społecznych skutków wprowadzania technologii cyfrowych do różnych dziedzin ludzkiego życia.

Wojciech Jerzy Bober (W.J.B.): Występuje jeszcze wiele nieporozumień, zarówno wokół nazwy, jak i przedmiotu etyki komputerowej. Coraz częściej badacze są zgodni, że przedmiotem jej zainteresowania powinny być przede wszystkim problemy moralne, wynikające z zastosowania komputerów i innych nowoczesnych technik informacyjnych. Dotyczą one np. nowych rodzajów przestępstw, zmian funkcjonowania instytucji publicznych czy tworzenia się nowych rodzajów więzi międzyludzkich. Przemiany te mają także wymiary socjologiczny i psychologiczny, jednak najważniejsza jest moralna strona tych zagadnień. Zawsze staniemy przed problemem dokonania wyborów moralnych, o ile tylko zdecydujemy się działać rozważnie. W Stanach Zjednoczonych etyka komputerowa stała się już dyscypliną akademicką i ważnym elementem studiów informatycznych. Mam nadzieję, że tak będzie również w Polsce.

Czy powstanie etyki komputerowej w USA było spowodowane tylko wysokim stopniem zaawansowania technologicznego w tym kraju?

A.K.: Istotną rolę odegrała specyfika kulturowo-cywilizacyjna Stanów Zjednoczonych. Wyraża się ona m.in. w rzadko spotykanym na świecie związku między etyką a prawem. Amerykanie natomiast traktują etykę stosowaną bardzo poważnie. Jeżeli w ich życiu społecznym pojawia się nowy problem, od razu zadają sobie pytanie: Czy to jest dobre dla ludzi, czy nie? W zależności od odpowiedzi podejmują stosowne decyzje prawne - co można, a czego nie należy robić.

Na jakiej podstawie w takich sytuacjach przesądza się, co jest dla ludzi dobre?

A.K.: Fundamentem cywilizacji amerykańskiej jest etyka utylitarystyczna. Według jednego z jej klasyków, Jeremy'ego Benthama, dobre jest - w największym uproszczeniu - to, co prowadzi do zapewnienia człowiekowi szczęścia. Wszystkie działania ludzkie, w tym również i prawo, powinny zmierzać - jego zdaniem - do zapewnienia maksymalnego szczęścia jak największej liczbie ludzi. Wynikające stąd reguły postępowania są proste. Jeżeli na horyzoncie życia społecznego pojawia się coś, co może zagrażać akceptowanemu powszechnie układowi wartości (np. demokracji), to należy znaleźć sposób na rozwiązanie problemu, również akceptowany społecznie. Jeżeli zaistniała sytuacja nie ma precedensów prawnych, to trzeba najpierw rozstrzygnąć, czy jest ona dobra z punktu widzenia interesów obywateli (np. czy służy pomnażaniu dóbr lub przyjemności, czy prowadzi do bólu i nieszczęść ludzkich, czy też przynosi zadowolenie i satysfakcję), a następnie poprzez odpowiednie ustawodawstwo pozwolić na niektóre związane z nią zachowania, innych zaś zabronić.

Początkowo wydawało się, że technika komputerowa nie stanowi dla ludzi żadnego zagrożenia. Potem jednak pojawiła się świadomość, że ludzie z jej powodu mogą stracić pracę albo być inwigilowani. Zaczęto myśleć, co zrobić, żeby nie okazało się, że świat cenionych przez amerykańskie społeczeństwo wartości zostanie zagrożony. Zaczęto zastanawiać się, czy rozwój wydarzeń wywołanych pojawieniem się komputerów będzie w konsekwencji dla ludzi dobry czy zły. W ten sposób powstała etyka komputerowa.

Jak jej rozstrzygnięcia wpływają na to, co się dzieje w życiu społecznym?

A.K.: Amerykańscy naukowcy nie starają się tworzyć jednolitego, wielkiego systemu filozoficznego czy teoretycznego, co zresztą jest głównym zarzutem pod ich adresem ze strony europejskich środowisk akademickich. Skupiają się raczej na rozwiązywaniu konkretnych, praktycznych problemów, dotykających ludzi posługujących się narzędziami komputerowymi. W tle są zawsze konkretne rozwiązania prawne, które w konsekwencji przekładają się na decyzje finansowe. Jeżeli, przykładowo, z nieszczelnego systemu rozliczeń kart kredytowych "wyciekają" dane, z których wynika, że obywatel zarabia więcej, niż zadeklarował w zeznaniu podatkowym, to pojawia się ciekawe pytanie, czy urząd skarbowy może na ich podstawie wnieść oskarżenie? Może powinny być one traktowane jako informacje ściśle tajne i nikt nie ma prawa się nimi posłużyć? Co jest wartością nadrzędną: ochrona danych osobowych i tajemnica prywatnych transakcji handlowych czy kontrola wywiązywania się obywateli ze swoich powinności wobec państwa? Albo w innej sytuacji: jeżeli w wyniku błędu programisty pacjent zostanie naświetlony przez system zbyt dużą dawką promieniowania, to czy powinien oskarżyć programistę o błąd, zaniedbanie czy o pomyłkę? A może powinien żądać odszkodowania od zarządzającego szpitalem?

W.J.B.: W latach 60. obsługę maszyn cyfrowych uważano za bardzo interesujące, ale obojętne moralnie zajęcie powierzone specjalistom. Donn Parker zauważył, że ludzie zachowywali się tak, jakby wchodząc do pracowni komputerowej zostawiali swą etykę za drzwiami. Wraz z wprowadzeniem informatyki do różnych dziedzin życia stanęliśmy w obliczu dylematów stricte moralnych. Oddziaływanie komputerów na to, w jaki sposób żyjemy i funkcjonujemy w społeczeństwie, sięga zdecydowanie głębiej niż w przypadku innych prostych narzędzi. Komputery tak bardzo wpłynęły na nasz sposób myślenia i postępowania, że zmusiły nas do zdefiniowania na nowo znanych już pojęć, takich jak wolność, własność czy prywatność.

Czy w XIX wieku ktoś myślał o problemie ochrony prywatności w miejscu pracy? Nie, nie było ku temu żadnego powodu. Po pierwsze, reguły ówczesnego życia społecznego jasno określały, kto i w jakich okolicznościach jest wystawiony na widok publiczny. Po drugie, nie było stosownych technologii do przekraczania tych barier: nie było telewizji przemysłowej, pozwalającej na dokładne rejestrowanie ruchów pracownika ani systemów elektronicznych, umożliwiających śledzenie działań wykonywanych przez pracownika na obsługiwanym urządzeniu, czyli komputerze. Obecnie niektóre firmy posunęły się aż do tego, by wprowadzać kamery nawet w toaletach. Jedna z amerykańskich linii lotniczych wyliczyła, że na obsługę klienta urzędnik potrzebuje średnio 109 s. Uznano to za normę. Komputer rejestrował wszystkie telefoniczne rezerwacje. Jeśli pracownik zbyt często przekraczał średni czas rozmowy, bez względu na to, czy klientem była jąkająca się staruszka, czy nie znający języka cudzoziemiec, otrzymywał karne punkty i w efekcie mógł stracić pracę. Taka kontrola stała się możliwa dzięki technikom rejestrującym. To możliwość ich zastosowania sprawia, że inwigilacja w miejscu pracy stała się problemem mającym także wymiar moralny.

Czy do rozstrzygania tych kwestii nie wystarczy kierowanie się uniwersalnymi zasadami moralnymi albo odwołanie się np. do Dekalogu? Czy nie wystarczy przestrzeganie podstawowych reguł wypracowanych na gruncie etyki?

W.J.B.: Tak zwana etyka ogólna rzeczywiście dopracowała się wielu rozstrzygnięć, na które godzą się jeśli nie wszyscy, to prawie wszyscy. Niemniej i tutaj mamy różne punkty widzenia, a konkurencyjne teorie nieraz różnie rozwiązują zagadnienia szczegółowe. Wiele kwestii poruszanych na gruncie etyki komputerowej wpisuje się w ogólne rozważania etyczne i może być rozstrzygana przy zastosowaniu "zwykłych" środków. Mówi się wtedy, że mamy do czynienia z odmianami standardowych problemów moralnych. Przykładem jest choćby kradzież z użyciem komputera.

Niektórych kwestii nie da się rozstrzygać dzięki zastosowaniu znanych i uznanych norm czy zasad moralnych. Podobna sytuacja zachodzi także w innych gałęziach etyki stosowanej. Najlepszym przykładem tego jest bioetyka medyczna, rozważająca m.in. problem śmierci. Zastosowanie skomplikowanej aparatury medycznej spowodowało, że umieranie stało się w niektórych przypadkach procesem długotrwałym. Ogromne postępy zrobiła też technika transplantacji. To zmusiło do podjęcia rozważań na temat definicji śmierci i dopuszczalności eutanazji. Trudność polega na tym, że niektóre z tradycyjnych pojęć i przekonań przestają się zgadzać z intuicjami moralnymi, mówiącymi o tym, jak należałoby słusznie postąpić w konkretnych przypadkach. Czasami ogólne systemy etyczne proponują rozstrzygnięcia tych kwestii, ale z tych czy innych względów wydaje się, że propozycje te nie są doskonałe. Podobnie jest z etyką komputerową. W odniesieniu do problemów powstałych wraz z rozwojem nowoczesnych technik informacyjnych niektóre pojęcia wypracowane w innych obszarach tracą ostrość do tego stopnia, że w zasadzie są nie do zastosowania.

Jakie problemy znajdują się dzisiaj w głównym obszarze zainteresowania etyki komputerowej?

W.J.B.: Zdecydowana większość prac naukowych z tej dziedziny pochodzi ze Stanów Zjednoczonych, nic więc dziwnego, że duża część rozważań dotyczy specyficznych problemów amerykańskich. Ale nie tylko. Najwięcej mówi się na temat kwestii własności - przede wszystkim własności oprogramowania - i ta debata wpisuje się w szersze problemy współczesności. Nie wszyscy zgadzają się co do tego, że program komputerowy, będący ostatecznie ciągiem algorytmów, jest czymś, co można posiadać, podobnie jak nie można posiadać formuł logicznych.

Dylematy moralne rodzi też wykorzystanie komputerów do gromadzenia informacji o ludziach w bazach danych. Żyjąc w świecie współczesnym chcąc nie chcąc zostawiamy liczne ślady swojej działalności, których zebranie i scalenie w jeden obraz stało się możliwe dzięki współczesnym środkom elektronicznym. Istnieją uzasadnione wątpliwości, czy zbieranie tych śladów może być kiedykolwiek wykorzystane dla dobra osoby, która je zostawiła.

Bardzo ważna jest kwestia odpowiedzialności za wprowadzanie komputeryzacji i jej skutki. W węższym zakresie jest to pytanie o odpowiedzialność programisty lub konstruktora systemu informacyjnego za błędne działanie tego systemu. W szerszym zakresie chodzi tu w ogóle o odpowiedzialność decydentów za opieranie funkcjonowania instytucji na komputerach. Swoistych problemów będzie zapewne dostarczać dziedzina rzeczywistości wirtualnej, np. pojawia się tutaj ciekawy dylemat, czy seks wirtualny traktować jak zdradę małżeńską?

Dzięki etyce komputerowej wzrasta wiedza o ograniczeniach możliwości systemów komputerowych, o ich zawodności. Przecież nie sposób przetestować programu komputerowego w sposób dający stuprocentową pewność jego prawidłowego działania. A komputery służą nie tylko do zabawy: coraz częściej powierzamy im nie tylko nasze pieniądze, lecz również życie. Rozważania z zakresu etyki komputerowej - jeśli nawet nie będą w stanie wyeliminować w przyszłości wszystkich problemów - z pewnością mogą przyczynić się przynajmniej do ich wcześniejszego rozpoznawania i minimalizowania kosztów ponoszonych przez społeczeństwo.

Jak zatem rozwinie się etyka komputerowa w Europie?

A.K.: Musimy zająć się na poważnie zagadnieniami etyki komputerowej. Mając na uwadze dorobek amerykański, powinniśmy jednak na swój sposób, zgodnie z naszą tradycją kulturową i uwarunkowaniami cywilizacyjnymi, spojrzeć na problemy wynikające ze stosowania technologii cyfrowych. Jeżeli tego nie zrobimy, będziemy musieli przyjąć rozwiązania wypracowane w USA. Nie wszystkie mogą być u nas zaakceptowane. W Europie utylitaryzm nie jest tak popularny jak w Ameryce. Mamy inny sposób patrzenia na człowieka i zasady życia społecznego.

W.J.B.:Powielania amerykańskich wzorów nie można całkowicie wyeliminować. Obecnie w Polsce wiele rozwiązań prawnych za punkt odniesienia przyjmuje albo propozycje amerykańskie, albo istniejące już rozstrzygnięcia Unii Europejskiej. Jest to naturalne, gdyż na Zachodzie komputeryzacja zaczęła się wcześniej i zdążono już dopracować się pewnych ustaleń. Nie zwalnia to nas jednak z obowiązku zastanawiania się nad tymi kwestiami i szukania odpowiedzi na pojawiające się pytania.

--------------------------------------------------------------------------------

Dr hab. Andrzej Kocikowski - absolwent Politechniki Poznańskiej (Wydział Elektryczny), doktorant Instytutu Filozofii UAM, w latach 1993-99 zastępca dyrektora Instytutu Kulturoznawstwa Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, współredaktor, wraz z Amerykaninem Terrellem W. Bynumem, pierwszej w Polsce antologii tekstów pt. "Wprowadzenie do etyki informatycznej", złożonej do druku w poznańskim wydawnictwie Humaniora. Jej wersja sieciowa ma się ukazać w czerwcu br.

Dr Wojciech Jerzy Bober - filozof, pracownik Zakładu Etyki Instytutu Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego, autor pierwszej w Polsce pracy doktorskiej na temat etyki komputerowej pt. "Etyka komputerowa w świetle współczesnej filozofii moralnej", obronionej na Uniwersytecie Warszawskim w 2000 r.