Mobilny Internet wymusił wejście w interakcję z odbiorcami wiadomości

Przypadkowi świadkowie współtworzą dziś przekaz telewizyjny lub wręcz go zastępują w mediach społecznościowych. Rozwój techniczny, szybkość i wielość źródeł nie musi jednak oznaczać, że będziemy lepiej informowani.

Międzynarodowe transmisje ważnych wydarzeń zaczęto planować już w początkach radiofonii i telewizji. Kiedyś wymagały złożonych technicznych przygotowań, ale były oczekiwane, przyczyniając się np. do rozwoju sportowego ruchu olimpijskiego. Dzięki uruchomieniu jednego z pierwszych satelitów telekomunikacyjnych - Syncom 2, w roku 1963 transmitowano do Europy zdjęcia z momentu zamachu na prezydenta Johna Kennedy’ego. W lipcu 1969 r. cały świat mógł oglądać transmisję z lądowania człowieka na Księżycu. Przełom w relacjonowaniu na żywo ważnych wydarzeń nastąpił jednak, kiedy Bernie Shaw i Peter Arnett relacjonowali dla CNN - za pomocą telefonu satelitarnego - bombardowania Bagdadu w styczniu 1991 r. Wówczas narodził się obecny model działania telewizji informacyjnej, kanały informacyjne zaczęły się mnożyć i powstawać we wszystkich krajach.

Nie odchodź od telewizora

Kolejnym przełomowym momentem był atak terrorystyczny na WTC w dniu 11 września 2001 r. Skala i waga tego, co się stało, sprawiła, że prawie wszystkie amerykańskie telewizje, nie tylko informacyjne, porzuciły zaplanowane programy i przełączyły się na ciągły, wielogodzinny przekaz. Przez kilkadziesiąt godzin mogło nie być w mediach innych tematów. Tę atmosferę skupienia całej uwagi świata na dolnym Manhattanie podchwyciła większość światowych mediów. Milionom ludzi, których na co dzień nie interesuje oglądanie telewizji, przez wiele godzin trudno było odejść od odbiorników.

Trudno się spodziewać, aby nie wyciągnęli z tego wniosków spece od marketingu. Każde potencjalnie znaczące dla międzynarodowego widza wydarzenie oznacza teraz pojawienie się dziesiątków wozów satelitarnych, kamer, wieloosobowych ekip wspomagających reportera i ekspertów. Jeżeli nie jest to uzasadnione okolicznościami, reporter nie jest już ubrany w polową kamizelkę podróżnika, ale w nienagannym krawacie rozmawia z gośćmi w zaaranżowanym ad hoc studio.

Stosunkowo niewiele telewizji, takich jak: CNN, Fox News, BBC czy Al Jazeera, stać na globalną skalę działania. To kosztowne, wymaga potężnej logistyki, posiadania wielu mobilnych ekip i dyspozycyjnych lokalnych współpracowników. Wszystkie kanały i programy informacyjne świata chcą jednak zapewnić widza, że docierają z reporterskim poświęceniem wszędzie tam, gdzie dzieje się coś ważnego. Powinni znaleźć naocznych świadków wydarzeń, opowiadających o tym, czego nie udało się sfilmować lub ekspertów, którzy dowartościują przekaz kompetentnym komentarzem.

Mielenie informacji

W sukurs telewizjom idą nowe techniki komunikacji i media społecznościowe. Widzowie wyposażeni w telefony z kamerami zmieniają się w doraźnych reporterów, relacjonują na Skype wrażenia, konkurują z innymi przekazując SMS-y, wpisami na Twitterze, Facebooku. Mają szansę, aby dostarczyć pierwszą wiadomość, opinię, komentarz.

Naturalny chaos informacyjny, który w ten sposób powstaje, musi być profesjonalnie moderowany. Ktoś wybiera informacje ważne, stara się zweryfikować ich wiarygodność, odsiać spam, manipulacje i złośliwych internetowych troli. To pewnie spora praca, ale niestety od jakiegoś czasu ten chaos informacyjny prowokuje schematyzm wyboru. Nad refleksją i myśleniem najczęściej tryumfuje ranking popularności informacji. Zamiast poddawać informacje analizie łatwiej jest wybrać informacje wyglądające na ciekawsze, które lepiej się w dosłownym znaczeniu sprzeda. Zatrzymają widza na chwilę przed telewizorem, aby obejrzał przy okazji blok reklamowy, ale zbytnio go nie zmęczą.

To pewnie dlatego łatwiej jest zaprosić w roli komentatora wydarzeń dnia posła, którego wiedza o pracach rządu jest - przy trudach zajęć sejmowych - z natury najczęściej powierzchowna. Jest jednak szansa, że powie coś barwnego, aby się kreować wobec wyborców, dopiekając przy okazji innemu politykowi. Komentarz ekspercki, który zawierałby zbyt duży ładunek rzeczywistej wiedzy, to kosztowne ryzyko, że widz przełączy na ulubiony serial. Ludzie przeważnie nie lubią być pouczani. Poza tym przygotowanie analiz to dla telewizji dodatkowy koszt. Najlepsi dziennikarze zmieniają się w takiej telewizji w handlarzy konfekcją. Lepiej zatrzymać się na dostarczeniu widzowi łatwej w przekazie opinii.

Widz sformatowany

Ten mechanizm przenosi się do mediów tradycyjnych. Widzowie na żywo komentują program publicystyczny, starają się wstrzelić na wizję "bon motem", komentarzem, polecają teksty, filmy lub zdjęcia, które zrobił ktoś inny, zadają pytania, głosują, kto lepiej zaśpiewał lub zatańczył. Ma to stwarzać wrażenie, że widz współuczestniczy w przebiegu programu. Widz przeważnie nie zdaje sobie sprawy, że juror w konkursie tłumaczy mu dokładnie, na kogo ma wysłać SMS zasilający budżet programu, a jeżeli oglądalność spada, sprowokuje krzywdzącą opinią o ulubionym uczestniku.

Ułuda współuczestniczenia dotyka też mechanizmu mediów społecznościowych. Coraz więcej z nas zaangażowało się w korzystanie z trafiających idealnie w społeczne potrzeby środków komunikowania, takich jak: Twitter, Facebook, Google+ czy innych, nie zastanawiając się, że narzędziem regulowania chaosu informacyjnego w tych mediach jest podobnie jak w komercyjnej telewizji rodzajem rankingu popularności, w którym wygrywa lepsza autoprezentacja, umiejętność formułowania celnych, ale jednak lakonicznych komentarzy, bo tylko takie nadają się do ewentualnego polecenia znajomym atrakcyjnych treści.

Odkrywamy stopniowo użyteczny potencjał gromadzenia sojuszników wokół spraw dla nas ważnych. To nowe miejsce na debatę, ale tylko wtedy, kiedy nie różnimy się zbyt radykalnie. Te narzędzia komunikacji będzie można na pewno wykorzystać w demokracji do współrządzenia, czy to lokalnie, regionalnie, czy też w relacjach z rządem, parlamentem. Ośmieleni zbiorową wspólnotą poglądów w akcjach charakterystycznych dla mediów społecznościowych zaskakująco często zapominają, że są inne racje, inne punkty widzenia, inne prawdy. Aby je zrozumieć, trzeba więcej wysiłku, niż kliknąć "lubię" pod nagłówkiem wiadomości poleconej przez znajomego.


TOP 200