Młodzi głosują nogami

Za jedną z licznych barier rozwoju obszarów wiejskich uchodzi również brak dostępu do Internetu. Ścierają się przy tym dwie postawy: ''i tak się nie uda, bo rząd nic z tym nie robi'' oraz ''trzeba chcieć''. Jest jeszcze jedna, milcząca: uciekać ze wsi dokądkolwiek, byle dalej. Co z tego wyniknie?

Za jedną z licznych barier rozwoju obszarów wiejskich uchodzi również brak dostępu do Internetu. Ścierają się przy tym dwie postawy: 'i tak się nie uda, bo rząd nic z tym nie robi' oraz 'trzeba chcieć'. Jest jeszcze jedna, milcząca: uciekać ze wsi dokądkolwiek, byle dalej. Co z tego wyniknie?

Księdzu proboszczowi Sławomirowi Kokorzyckiemu z Korytowa k. Choszczna (woj. zachodniopomorskie), społecznikowi, który na wszystkie możliwe sposoby - z całkiem dobrym skutkiem - motywuje do wysiłku swoich parafian, aby mogła się rozwijać okolica, nie udała się jedna sztuka. Nie mógł przekonać lokalnych pracowników Telekomunikacji Polskiej, aby chcieli podłączyć wieś Korytowo do Neostrady.

Jest tam szkoła podstawowa z pracownią komputerową ufundowaną w ramach programu w Szkołach - Projekt Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Działa również prężnie Ośrodek Wspierania Rodziny Caritas, który prowadzi kolonie i półkolonie. Cóż z tego, skoro dzieci nie mają jak korzystać z Internetu, ponieważ TP odpowiadała dotychczas, że nie ma możliwości technicznych, by zestawić łącze. Nie można też skorzystać z dostępu radiowego ani przez komórki - Korytowo leży w dolinie otoczonej lasami. "Dzieci nie muszą mieć Internetu w każdym domu, powinny mieć go jednak w szkole. Jeżeli tam nauczą się korzystania z komputera i zasobów sieciowych, to potem będą stałymi jego użytkownikami. To jest inwestycja w przyszłość. Nikt jednak jakoś nie chce tego zrozumieć" - mówił w wywiadzie dla Computerworld ks. Sławomir Kokorzycki.

Inwestycje w terenie

Zapytaliśmy o Internet w Korytowie Barbarę Górską, rzeczniczkę prasową Telekomunikacji Polskiej SA. "Zainteresowanie usługami dostępu do Internetu w Korytowie jest znikome. Aby zapewnić tam szybki dostęp do Internetu (czyli Neostradę tp), należałoby wykonać inwestycje wartości blisko 600 tys. zł. Jest to nieopłacalne, gdyż za te same pieniądze w innych miejscach można zapewnić usługi kilkuset klientom" - czytamy w jej odpowiedzi. Dowiedzieliśmy się też, że "przedstawiciele TP w najbliższym czasie będą zbierać w Korytowie zamówienie na nowe linie telefoniczne i na szybki dostęp do Internetu, dzięki czemu określony zostanie rzeczywisty, a nie deklarowany poziom zapotrzebowania na te usługi".

Niewątpliwie spółka publiczna musi się kierować rachunkiem ekonomicznym. Szkoda też, że inni operatorzy telekomunikacyjni lekceważą obowiązki zapisane w swoich koncesjach i jak diabeł święconej wody boją się inwestować na terenach wiejskich. Nie biorą również przykładu z Telekomunikacji Polskiej, która udanie prowadzi program "Edukacja z Internetem tp". Jego celem jest wspieranie edukacji dzieci i młodzieży poprzez zaoferowanie szkołom podstawowym, gimnazjalnym i średnim szerokopasmowego dostępu do Internetu na bardzo korzystnych warunkach. Od września 2004 r. do programu przystąpiło już ponad 6000 szkół. Pozostaje jednak pytanie, jak to się dzieje, że ci sami pracownicy TP pytani przez swoją centralę potrafią określić koszty inwestycji i uzasadnić swoje stanowisko, kiedy zaś zwraca się doń klient - każą pisać na Berdyczów? Zwłaszcza, że dla ks. Sławomira Kokorzyckiego znalezienie 600 tys. zł byłoby konkretnym i możliwym do spełnienia zadaniem.

Ale to nie wszystko. Sama Telekomunikacja Polska usilnie namawia marszałków województw do wspólnych przedsięwzięć infrastrukturalnych finansowanych z pieniędzy Unii Europejskiej. Przekonuje, że rozbudowa jej sieci telekomunikacyjnej jest o niebo prostszym przedsięwzięciem niż kładzenie kabli od początku. Szkoda, że lokalni dyrektorzy TP nie wiedzą o tych działaniach, bo jak na razie odstraszają samorządy od jakiejkolwiek współpracy. Skoro więc w obrębie jednej komercyjnej firmy można się spotkać z tak skrajnymi postawami "nie, bo nie" i "zróbmy coś razem, bo można", czy należy wymagać od społeczności lokalnych spójnych działań na rzecz rozwoju społeczeństwa informacyjnego?

Daleko od szosy

"Brak dostępu do Internetu - słabo rozwinięta infrastruktura, niski poziom zaludnienia terenów wiejskich, niski poziom wykształcenia mieszkańców, a także wysokie bezrobocie, czyli mała siła nabywcza usług teleinformatycznych, i nieufność do IT mieszkańców wsi uznaliśmy za główne bariery informatyzacji" - powiedział Michał Niechciał, wójt gminy Białogard, gość XXV Konferencji Stowarzyszenia Rozwoju Gospodarczego Gmin (SRGG), która odbyła się niedawno w Międzyzdrojach. Była ona poświęcona społeczeństwu informacyjnemu w rozwoju regionów i gmin.

Jego zdaniem Internet pozwoliłby na zmniejszenie bezrobocia i podniesienie poziomu wykształcenia dzięki usługom typu e-learning. Świat kultury stałby się bliższy, zaś region bardziej atrakcyjny dla inwestorów i turystów. Byłby narzędziem przeciwdziałania nudzie wśród młodzieży, ale również skupiającym społeczność lokalną. W tym duchu przy współpracy z warszawską firmą Infovide powstała Strategia Informatyzacji Gminy Białogard na lata 2005-2007. Jednym z jej elementów były szkolenia z obsługi komputera i Internetu w stopniu podstawowym i zaawansowanym, na które łącznie zdecydowało się prawie 220 osób. Białogard nie tylko samodzielnie tworzy strategię, ale również korzysta z innych programów. Współtworzy np. "Wrota Parsęty", skorzystał z programu "Ikonka", zaś szkoły i biblioteki w tej miejscowości złożyły wnioski do Ministerstwa Nauki i Informatyzacji o finansowanie przyłącza szerokopasmowego dostępu do Internetu.

dla Computerworld komentuje

WOJCIECH PANDER, specjalista ds. projektów w CASE-Doradcy sp. z o.o.

Zainteresowanie rozwojem Internetu i sieci dostępowych do Internetu na terenach wiejskich jest zazwyczaj niewielkie. Wynika to przede wszystkim z faktu, że małe miejscowości przy braku środków budżetowych finansują w pierwszej kolejności inwestycje podstawowe, infrastrukturalne, wynikające z zapóźnienia cywilizacyjnego. Brak wodociągów, brak kanalizacji - to ich podstawowe problemy. Informatyzacja gminy umiejscowiona jest zwykle daleko w katalogu potrzeb, co skutkuje brakiem myślenia o informatyzacji w ogóle. Ale są oczywiście wyjątki pokazujące, że może być inaczej. Takie podejście do rozwoju Internetu i informatyzacji rodzi oczywiści dodatkowe problemy i generuje nowe zapóźnienia cywilizacyjne, wprowadzając małe miasteczka i wsie w negatywny krąg słabości strukturalnej i biedy. Mówienie o powszechnej informatyzacji na terenach wiejskich jest dzisiaj - moim zdaniem - przesadzone.

Istnieje wiele możliwości finansowania budowy infrastruktury teleinformatycznej, w szczególności służyć mają temu celowi fundusze strukturalne. Gminy wiejskie nie mają jednak własnych środków na pokrycie części kosztów przedsięwzięcia. Budżety tych jednostek samorządu terytorialnego nie są często w stanie udźwignąć ciężaru inwestycji w "starą" infrastrukturę, a cóż dopiero mówić o sieciach. Determinuje to sytuację, w której występuje niewłaściwa alokacja środków pochodzących z funduszy strukturalnych.

W zasadzie nie istnieje alternatywa dla połączeń z Internetem dokonywanych czy to bezpośrednio, czy pośrednio (inny operator wykorzystuje bardzo często infrastrukturę Telekomunikacji Polskiej) przez urządzenia TP SA. Koszty całkowicie niezależnych od Telekomunikacji Polskiej połączeń z Internetem są po prostu w Polsce jeszcze za drogie (nowe technologie są technologiami kosztownymi). Dopiero upowszechnienie pewnych narzędzi może spowodować obniżenie cen takich połączeń. Kto dzisiaj, nawet w mieście, może pozwolić sobie na wydatek rzędu tysiąca złotych na uzyskanie dostępu do Internetu?

Ponadto jedną z barier budowania społeczeństwa informacyjnego na terenach wiejskich jest brak mobilizacji społecznej i brak współdziałania partnerów na rzecz poszukiwania wspólnych, lepszych z punktu widzenia wspólnoty samorządowej, rozwiązań.


TOP 200