Młoda Europa w sieciach

Pojęcie kultury młodzieżowej jest relatywnie nowe, pojawiło się bowiem w latach 80. Dlatego za interesujący obszar badawczy uznano poszukiwanie odpowiedzi, czy pokolenia Internetu różnią się od dominującego nurtu kultury bardziej niż we wcześniejszych generacjach?

Pojęcie kultury młodzieżowej jest relatywnie nowe, pojawiło się bowiem w latach 80. Dlatego za interesujący obszar badawczy uznano poszukiwanie odpowiedzi, czy pokolenia Internetu różnią się od dominującego nurtu kultury bardziej niż we wcześniejszych generacjach?

Gołym okiem widać, że Internet, multimedia, komórki, i-Pody i temu podobne gadżety stwarzają młodym pokoleniom szansę na własną tożsamość i twórczość, praktyki kulturalne oraz inny sposób uczestnictwa w społeczeństwie i kulturze niż w przeszłości. Chodzi o kulturę sieciową, którą cechuje dominacja interakcji wirtualnych - innych niż w kulturach tradycyjnych, w których ludzie dzielili tę samą przestrzeń fizyczną, mieli podobne doświadczenia i preferencje kulturowe (np. masowo oglądali te same filmy), a zarazem nie dysponowali takimi jak dzisiaj możliwościami nawiązywania relacji, zwłaszcza jeśli żyli w większych wspólnotach. Te nowe możliwości stanęły jednak nie tylko przed nowymi pokoleniami, ale przed całą populacją. Uzasadnione jest zatem pytanie, czy te symptomy sieciowości nie dotyczą całych społeczeństw niezależnie od wieku.

Dzisiejsze technologie istotnie pozwalają na powrót do czasów spontanicznej komunikacji. Miliardy SMS-ów i coraz częściej MMS-ów, e-maili, dziesiątki tysięcy grup dyskusyjnych, blogów itp. każą jednak wierzyć w to, że rodzi się jakaś postać inteligencji kolektywnej. Kultura przepływu w sieciach z pewnością jest bardziej ulotna niż ta w galaktyce Gutenberga. Jest to raczej kultura działania społecznego niż instytucji. Energia społeczna przepływa z instytucji do sieci. Juergen Habermas, który rozwija teorie społeczeństwa komunikacyjnego, powiada, że rodzi się nowa wspólnota komunikacyjna. Intersubiektywność prowadzi do wzajemnego porozumienia jednostek bez przymusu. Taka kultura rodzi nowe tożsamości i potrzebę nowego obywatelstwa.

Przyjęliśmy roboczą hipotezę, że nowa Europa będzie budowana nie tylko na hierarchii, instytucjach i rynku, jak to miało miejsce dotychczas, ale także na osnowie gęstych powiązań między społeczeństwami - różnej natury: politycznych, ekonomicznych, komunikacyjnych i kulturowych. Ta żywa tkanka będąca metaforą sieci będzie wywierać wielki wpływ na przyszłą instytucjonalizację Unii. Taka Europa budowana od dołu będzie trwalsza, bo osadzona na transgranicznych sieciach społecznych. Aby tak się stało, nie wystarczy samo rozszerzenie Unii. Europa sieciowa jako produkt ewolucji funkcjonalnej ma szansę zapewnić równowagę między zróżnicowaniem a spójnością.

Europa jako call center

Wyniki badania tylko w części potwierdziły założone hipotezy. Na przykład przesadza się z twierdzeniami o wykluczeniu społecznym i luce cyfrowej. Jeśli ona występuje, to raczej w ramach społeczeństw, zwłaszcza w Europie Środkowo-Wschodniej, niż w skali kontynentu. Ucząca się i studiująca młodzież wszędzie ujawnia pęd do komputera i sieci. Są naturalnie różnice między krajami w jakości sprzętu, umiejętnościach komputerowo-sieciowych oraz kompetencjach językowych (chodzi oczywiście przede wszystkim o znajomość angielskiego - tu przewaga Europy nordyckiej nad łacińską i wschodnią jest wyraźna). Luka cyfrowa coraz słabiej koresponduje z luką pokoleniową. Aktywni w sieci są nie tylko młodzi, ale także generalnie - pracujący, natomiast o wiele mniej - bezrobotni i emeryci (choć w krajach Europy Zachodniej ludzie trzeciego wieku nadrabiają zaległości, m.in. dzięki wnukom, którzy ich uczą, jak się poruszać w sieci).

Upowszechnienie ICT sprawiło, że Europa staje się jednym wielkim call center. Posiadanie telefonu komórkowego przestało być wyróżnikiem statusowym. Interesujące, że ubóstwo nie odgrywa tu roli decydującej. Nawet relatywnie biedna młodzież, której jest najwięcej w Europie Wschodniej, funduje sobie telefony komórkowe (choć koszt ich nabycia i użytkowania dorównuje cenom światowym, a często je nawet przekracza), rezygnując za to z zakupów książek, które choć względnie także drogie, to jednak są tańsze niż w Europie Zachodniej. Prowadzi to często do rezygnacji z zaspokajania potrzeb kulturalnych (np. pójścia do kina), bo w budżecie osobistym nie może zabraknąć pieniędzy na komórkę, dzięki której można uczestniczyć w grupie tożsamościowej. Z kolei w krajach najbardziej informatycznie nasyconych wyróżnikiem statusowym bywa świadoma rezygnacja z telefonu komórkowego. Wyraża się w tym potrzeba nonkonformizmu i kreowania własnego odbiegającego od dominujących wzorów stylu życia. Takie zjawisko odnotowano w Finlandii, praktycznie całkowicie już "ukomórkowionej". Trudno dziś powiedzieć, na ile jest to marginalna ekstrawagancja, na ile zaś ucieczka z kultury main stream. Inne ciekawe zjawisko to lokalny wymiar użycia technologii informacyjnych, o których mówi się, że są ze swej natury transnarodowe, zdolne do destrukcji czasu i przestrzeni.

Wirtualne społeczności i cyberplemiona

Lokalność oznacza, że nie zachodzi lub jest słaby proces przechodzenia od wyodrębnionych, ograniczonych ilościowo i opartych na przynależności grup terytorialnych do luźnych i rozległych sieci (do których przynależność jest kwestią wyboru). Badania prowadzone w USA (Barry Wellman) wskazują, że rzeczywiście mamy do czynienia z takim procesem. Z kolei Francuz, Michel Maffesoli, autor konceptu "nowych plemion", powiada, że Internet niekoniecznie rozluźnia więzi społeczne. Nowe plemiona można odnaleźć w Internecie, a ma to miejsce wtedy, gdy grupa o silnych więziach emigruje do sieci. W tym przypadku mogą to być mniejszości (np. Turcy w Berlinie), którzy jako grupa o silnych relacjach przenoszą je do Internetu.


TOP 200