Mit postępu informacyjnego

Intensywny rozwój zasobów informacji, stałe ich aktualizowanie oraz łatwość i swoboda dostępu do nich, nie oznaczają wcale postępu w znaczeniu doskonalenia i rozwoju osobniczego, o jakim mówili myśliciele starożytności i czasów nowożytnych.

Michael Fleischer, socjolog-konstruktywista zauważa, iż technika będąca podstawą komunikacji wytwarza przekonanie, iż nie ma żadnych granic w jej rozwoju. Technologie informatyczne usprawniają i czynią świat lepszym i doskonalszym niż każda inna, poprzednia technika. Jest on, nade wszystko, coraz bardziej dostępny, zrozumiały i poddany naszej woli. Technika generuje bowiem specyficzną wiarę, iż wszystko jest dzięki niej do zrobienia, wszystko jest odnawialne, naprawialne, że przyczynia się do doskonałości i postępu w każdej sferze życia. Szczególnie cyfrowe informacje, tak doskonale wolne od materialnych czy energetycznych obciążeń, kodowane w dowolnym tworzywie, obecne wszędzie jak powietrze i jak powietrze niezbędne do życia, wydają się w tym przodować. Będąc wszędzie w zasięgu ręki, dając się przesyłać w przepastnych, lokalnych i globalnych sieciach, zdają się tak niewiele kosztować. A jeśli generują jakieś koszty, to tylko z nadzieją na bliższy lub dalszy, zawsze jednak osiągalny i dający się obliczyć, zysk. "Takoż technika wytworzyć pozwala operatywną fikcję", pisze Fleischer, "jakoby wszystko było do zrobienia i jakoby ta cecha była podstawą naszej komunikacji".

A jest to przecież nieprawda, w rzeczywistości jest odwrotnie. Jeśli tylko odrzucimy nazbyt optymistyczne wizje postępu informacyjnego, jakie tworzą sami informatycy, politycy, ale i niektórzy ludzie nauki, to możemy dostrzec także inne wizje informacyjnego świata i wyobrazić sobie inne scenariusze jego rozwoju.

Popatrzymy zatem, jakie negatywne skutki może pociągnąć za sobą postęp informacyjny. Idzie mi o następstwa analogiczne do efektów rewolucji przemysłowej, jakimi są m.in. degradacja i zanieczyszczenie środowiska naturalnego oraz zmiany w infrastrukturze społeczeństw kapitalistycznych i postkapitalistycznych (łącznie z destrukcyjnymi zmianami w strukturze rodziny, charakterze pracy, w obniżaniu się ogólnego poziomu edukacji powszechnej, w trywializowaniu się popularnej kultury i w masowej komunikacji). Doświadczamy ich wszyscy i na długo jeszcze będą dawać o sobie znać. Zapytajmy więc również, co informacja - mówiąc dobitnie - zanieczyści, kogo wywłaszczy, wyalienuje i zdegraduje, ile będzie kosztować i kto za jej tworzenie oraz zużywanie się będzie płacić, komu przyniesienie zyski, a komu tylko straty? Co w końcu da Smithowi czy Kowalskiemu (tak samo jak i państwom, w których oni żyją), jakie zmiany w ich mentalności i zachowaniach poczyni, jaki obraz świata im samym, jak i ich dzieciom czy wnukom wykreuje, czy stworzy "nowy wspaniały świat", czy tylko kolejną utopię i jeszcze jeden mit?

Sprawni w obsłudze narzędzi

Odpowiedzi na tak ogólne, lecz kardynalne pytania udzielać można, jak sądzę, tylko częściowych. Jestem w stanie wskazać zaledwie zarys paru z nich, inne pozostawiając specjalistom z różnych dziedzin nauki oraz praktykom. Jako epistemolog, teoretyk poznania i komunikacji, chcę zwrócić uwagę na zmiany w sferze mentalnej każdego z użytkowników informacji, ukazać prawdopodobne następstwa częstego i intensywnego komunikowania się, zapośredniczonego przez narzędzia informatyczne. Te zmiany i ich konsekwencje osiągają obecnie wartości najwyższe i zarazem krytyczne. Ich kierunek i tempo są, według mnie, niepożądane i niepokojące. Rzutuje to negatywnie na dalszy rozwój cywilizacji, która mimo wszystko, w sposób nieuchronny i nieodwracalny (trzeba tutaj być realistą, a nie fatalistą) będzie jeszcze bardziej powiązana z technikami informacyjno-komunikacyjnymi. Wszak nic nie obędzie się w życiu jednostek i społeczeństw bez informacji i poza komunikacją. Z tej drogi nie ma odwrotu, lecz sam kierunek zmian nie jest wcale ani jedyny, ani nieodwracalny. Nie jest, przede wszystkim, dobry.


TOP 200