Mistyczna strona informacji

Wydaje się, że mamy dzisiaj do czynienia z cywilizacją o coraz większej racjonalności, doskonałości i przewidywalności. Nic bardziej mylnego.

Wydaje się, że mamy dzisiaj do czynienia z cywilizacją o coraz większej racjonalności, doskonałości i przewidywalności. Nic bardziej mylnego.

Coraz częściej widać oznaki zawodności systemów informatycznych. Rodzą się w związku z tym irracjonalne postawy i przekonania, iż technologie informatyczne nie tylko dostarczają licznych korzyści, ale też przynoszą nie mniej kłopotów, wcale przy tym nie prowadząc do jednoznaczności czy precyzji. Cyfrowe obliczenia, będące podstawą naukowych symulacji i modeli (bez których nie może się obejść dzisiaj żadna nauka i technologia) oraz przetwarzane precyzyjnie dane i informacje, często pokazują swoją drugą stronę. Niech przykładem będzie wielki zamęt, jaki zapanował w świecie informatyki, kiedy pod koniec drugiego tysiąclecia zaczęto mówić o "milenijnej pluskwie", która miała zagrażać komputerowym systemom. Wizje katastrofy (np. spadające samoloty, nieczynny Internet, utrata danych bankowych itp.) i skalkulowanych kosztów strat okazały się jednak wyolbrzymione. Narosła wówczas histeria (niektórzy utrzymują, że świadomie podsycana przez firmy konsultingowe) pokazała, że cyfrowa technologia rodzić może apokaliptyczne wizje oraz budzić irracjonalny strach.

Za inny przykład tego rodzaju stanu ducha skomputeryzowanej cywilizacji uznałbym emocje, jakie wywołała spektakularna porażka arcymistrza szachowego Garri Kasparowa z komputerem Deep Blue, która w niektórych publicystycznych wypowiedziach urosła do rangi porażki ludzkości pokonanej przez beznamiętną maszynę. I chociaż sam Kasparow był tym faktem przygnębiony, to jednak nie wydaje się, aby algorytmiczno-heurystyczne przetwarzanie informacji, jakim posługiwał się komputer, było naprawdę lepsze od heurystycznego i intuicyjnego myślenia mistrza szachowego. Myślę, że w obu przypadkach znaczące były istniejące już wcześniej oczekiwania i odczucia. Przekonanie, że technologia informatyczna ma swoje drugie oblicze - nieprzewidywalne (nieobliczalne) skutki, ciemne moce, budzące trwogę następstwa, jest zastanawiające. Chcę się mu przyjrzeć na koniec rozważań o informacji.

Golem dzisiaj

Znamienne jest to, że wyobrażenia o drugiej stronie informatyki, o niespodziewanych i niezwykłych możliwościach komputerów, zrodziły się w umysłach najwybitniejszych jej twórców. W gronie pierwszych teoretyków i praktyków współtworzących (od lat 40. do 70. dwudziestego wieku) kolejne generacje "maszyn matematycznych", jak nazywano wówczas komputery, byli matematycy, elektronicy, inżynierowie, biologowie, psychologowie - a więc ludzie ze świata racjonalnej i - wydawałoby się - beznamiętnej nauki. Ale to właśnie Alan Turing, Marvin Minsky, Herbert Simon czy John McCarthy (twórca terminu "sztuczna inteligencja") byli owładnięci ideą zbudowania maszyn dorównujących człowiekowi w myśleniu i twórczym rozwiązywaniu problemów. W naiwnym wyobrażeniu tego, czym jest ludzki umysł, stworzyli oni ideę maszyny cyfrowej, której trzeba dać na wejściu wystarczająco dużo informacji (zasoby danych w świecie wydawać się rzeczywiście mogą niewyczerpywalne, wszystko może być bowiem zakodowane cyfrowo), by po zastosowaniu programu algorytmicznego (ten też wydawał się niezawodny) na wyjściu otrzymać dowolną postać nowych danych. Do tego szybciej i bezbłędnie, a więc lepiej niż człowiek. Słowem, komputer może posiąść moc i tajemnicę myślenia dorównującą, a może nawet przewyższającą człowieka.

Mit sztucznej inteligencji odzwierciedla zarówno nowe (komputerowe, cyfrowe), jak i stare (tajemnicze i groźne) oblicze mitu Golema. Postaci rodem z hebrajskich legend (najbardziej znana jest czternastowieczna autorstwa rabina Jehudy Low Ben Bezalela z Pragi), mocarnego, glinianego posągu, który na mocy tajemniczych formuł i tekstowych poleceń (wkładanych jako pergamin do ust posągu, co można porównać do programu uruchamiającego komputer) ożył, ale też w końcu obrócił się przeciwko swoim twórcom i mocodawcom. Golema można potraktować jako proroczą wizję zabiegów człowieka w celu stworzenia swojego sobowtóra, a także nieuchronnych i zgubnych skutków nadmiernego polegania na technice, która miałaby imitować przyrodę czy człowieka.

Współczesne teorie i spory na temat komputerów i systemów eksperckich, rozwiązujących bardzo złożone problemy, podejmujących odpowiedzialne decyzje czy dokonujących odkryć, są echem dawnego mitu o Golemie, z tą tylko różnicą, że glinianego olbrzyma zastępują dzisiaj superszybkie komputery lub sieci globalnej łączności. Słowem, duch mistycyzmu, fantastycznych obrazów i irracjonalnych przekonań unosi się nad dzisiejszą techniką informatyczną.

Widoczny jest on, jak pisałem w ostatnim odcinku, np. w grach komputerowych, w których wykorzystuje się obficie motywy z mitów i legend greckich oraz średniowiecznych. Zarówno autorzy gier, jak i ich użytkownicy z pasją oddają się wizjom oniryczno-magicznym, które uzyskane zostały, nie można zapomnieć tego faktu, dzięki wcieleniu w technikę kodowania cyfrowego logicznych praw, matematycznych wzorów i informatycznych reguł. Jak pisze Erik Davis w interesującej książce "TechGnoza" o znamiennym podtytule: "Mit, magia + mistycyzm w wieku informacji": "Eksplozja mitologii cyberprzestrzeni jest przejawem cyfrowego animizmu, który wkrada się w technokulturowe sfery pograniczne paradygmatu naukowego". Okazuje się, że racjonalny, logiczny i beznamiętny naukowy sposób myślenia, który leży u podstaw informatyki i techniki, może w swoich dalekich skutkach zrodzić ducha magii i irracjonalnego myślenia. Widać go najwyraźniej w masowej kulturze, chociaż nie jest on obcy nawet elitom inżynierskim i matematycznym z MIT czy innych ośrodków badawczych i korporacji komputerowego przemysłu.

Źródła mitu

Informacja stwarza swój mit na kilka sposobów. Po pierwsze, jak chciałem pokazać powyżej, już w trakcie tworzenia technologii informatycznych. Po drugie, także na poziomie czysto teoretycznym pojęcie informacji miało specyficzny, dość tajemniczy status. W termodynamice układów dalekich od stanów równowagi mówi się o informacji jako mierze stopnia prawdopodobieństwa poszczególnych stanów układu. Każdy układ zamknięty ma skłonność do rozpraszania swojej energii i wyrównywania stanów swojego zróżnicowania, co oznacza w efekcie jego swoistą degradację wyrażoną w entropii, która nieuchronnie rośnie. Ale też w sytuacjach, gdy dany układ podlega oddziaływaniom zewnętrznym, jego entropia w zasadzie maleje, co można określić z kolei przyrostem jego negentropii, którą nazywa się informacją. Informacja to zatem czysto statystyczna własność układu, nic więcej. Tylko pośrednio mówi ona o tym, że coś w danym układzie się dzieje - że się on różnicuje, żyje, wzrasta, rozwija, ale też degraduje czy ginie. W dosłownym (termodynamicznym) sensie informacji nie ma, ona jest tylko interpretacją sporządzoną z zewnątrz układu przez doskonałego obserwatora, i to w ramach określonej teorii.