Miasta inteligentne aktywnymi mieszkańcami

Smart city to nie tylko technologie, ale także narzędzia komunikacyjne do badania oczekiwań mieszkańców, planowanie i przede wszystkim wyzwalanie aktywności społecznej. Warto, żeby takie podejście wzięli pod uwagę włodarze miast, zanim zaczną starać się o unijne środki.

Światowy Dzień Społeczeństwa Informacyjnego, obchodzony 17 maja jest okazją do zorganizowania w całej Polsce kilkudziesięciu branżowych i interdyscyplinarnych konferencji i spotkań. W tym roku jednym z leitmotivów są smart city. Temat jest aktualny ze względu na naturalny trend przenoszenia się ludzi z obszarów wiejskich do miast. W Unii Europejskiej w miastach mieszka już 70% ludności. Dlatego zdaniem Iwony Wendel, podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju, należy się spodziewać, że to miasta będą centrami rozwoju także naszego kraju. To z kolei implikuje przeznaczenie na ich rewitalizację i modernizację środków z funduszy europejskich – ok. 20 mld euro, z czego 1 mld euro będzie przeznaczony na rozwiązania ściśle smart city. To, jak zaznaczyła pani minister, dużo, ale nie wystarczy na wszystkie konieczne inwestycje, dlatego te pieniądze trzeba umiejętnie łączyć ze środkami, którymi dysponują samorządy oraz podmioty prywatne. Dodatkową zachętą dla biznesu może być to, że dane gromadzone przez różne służby miejskie i zgodnie z prawem udostępnione przez samorządy, które samodzielnie nie są ich w stanie przetworzyć – mogą zostać skomercjalizowane w postaci produktów i usług.

Systemowo zamiast branżowo

Urbaniści często powołują się na przykład miasta w Nowej Zelandii, które po trzęsieniu ziemi decyzją samych mieszkańców, zostało przebudowane, tak, że powstały budynki tylko 6 kondygnacyjne, a w przestrzeni miejskiej wygospodarowano jak najwięcej miejsc wielofunkcyjnych, które rano służą do spotkań przy kawie, potem są miejscem pracy, a wieczorem rozrywki.

Zobacz również:

Nie należy raczej oczekiwać, że w Polsce powstaną zupełnie nowe miasta, budowane zgodnie z aktualnymi potrzebami mieszkańców, np. ulice projektowane kilkadziesiąt lat temu mają określoną pojemność. Naszpikowanie ich czujnikami i rozwiązaniami technologicznymi nie pomoże upłynnić coraz większego ruchu, jeżeli problemów nie potraktujemy strategicznie.

Rondo ONZ w Warszawie. Źródło: Wikipedia.

Rondo ONZ w Warszawie. Źródło: Wikipedia.

„Jeżeli na wielkie rondo w centrum miasta spojrzelibyśmy z góry, to zobaczymy tysiące ludzi dziennie przemieszczających się pieszo, na wózkach inwalidzkich, samochodami i komunikacją miejską. Oni wszyscy korzystają z infrastruktury, na którą składają się ulice, chodniki, ścieżki rowerowe, windy itp. Nigdy nie będziemy mieli takiej liczby czujników ani tylu urzędników, żeby nas mogli informować o każdej dziurze, albo awarii – tłumaczy obrazowo Marcin Wojdat, sekretarz miasta stołecznego Warszawy – dodatkowo jeszcze poszczególne elementy infrastruktury należą do różnych właścicieli, dlatego potrzebny jest system, który umożliwi łatwy kontakt osoby, która zetknie się z jakimkolwiek problemem z jednostką odpowiedzialną.” Stąd powstał pomysł jednego punktu kontaktowego pod wspólnym numerem 19115.

Władze miasta planują również wprowadzenie zasady, że wszystkie sprawy w samorządzie (który świadczy jak policzono 200 usług) mieszkaniec Warszawy będzie mógł załatwić przy pomocy jednego konta internetowego. Będzie z niego korzystał analogicznie, jak z konta bankowego. Żeby je założyć trzeba wprawdzie pójść do urzędu, ale po uwierzytelnieniu, będzie już mógł każdą sprawę załatwić zdalnie. Warunkiem sprawnego działania konta jest zintegrowanie poszczególnych systemów w samych strukturach administracyjnych.

Jak pies z biegaczem

Aktywizacja mieszkańców i włączenie ich w proces planowania, a także nadzorowania funkcjonowania miasta ma już swoje nazwy - crowdsourcing lub citizensourcing. Z czasem może się okazać, że to jedyny sposób, żeby pogodzić interesy różnych grup. „Miasto to jest nieustanny konflikt – mówi Tomasz Kurzątkowski z MillionYou - czego innego chcą stali mieszkańcy, a czego innego osoby, które tu tylko pracują, albo przyjeżdżają w konkretnej sprawie, inaczej na przestrzeń patrzą niepełnosprawni, inaczej rowerzyści, a jeszcze inaczej np. biegacze”. Do tego, żeby każda z nich mogła zgłosić swoje potrzeby i zaproponować konkretne rozwiązania służą wirtualne platformy. W Warszawie działa już otwartawarszawa.pl. Odwiedziło ją 200 tys. osób, zgłaszając 1000 pomysłów. Warunkiem przedstawienia swojej propozycji jest zarejestrowanie się, a najlepsze propozycje są nagradzane. Ich autorzy mogą na przykład odwiedzić iglicę Pałacu Kultury i Nauki albo Warszawskie Filtry (obiekt, który dla szerokiej publiczności jest otwarty tylko raz w roku i tradycyjnie przeżywa wówczas oblężenie).

Głęboki sens tego typu rozwiązań angażujących mieszkańców można pokazać na przykładzie fontann z wodą do picia. Pomysł zgłosili biegacze, ale na skutek interwencji właścicieli psów rozwiązanie zostanie uzupełnione o poidełka dla zwierząt. Przykłady podobnej integracji potrzeb można mnożyć.

Zmierzyć marzenia

Trudno jednak sobie wyobrazić, żeby miasta rozwijały się wyłącznie na podstawie pomysłów nawet najbardziej zaangażowanych mieszkańców. Do tego, żeby wprowadzić zmiany, które najlepiej odzwierciedlają potrzeby mieszkańców potrzebne są narzędzia, które te potrzeby zmierzy. Punktem wyjścia może być struktura demograficzna, bo każde pokolenie ma inne oczekiwania wobec usług miejskich, sposobu pracy i wypoczynku. Na tę klasyfikację nakłada się jeszcze podział według sposobu korzystania z sieci. Zatem pierwszym krokiem do smart city jest rozpoznanie struktury i dopasowanie do niej rodzaju usług oraz sposobu ich świadczenia.

Kolejnym elementem jest rozpoznanie podstawowych problemów miasta, zidentyfikowanie elementów, które stanowią największe zagrożenie, są kosztowne i mogą stanowić przeszkodę w rozwoju miasta. IBM zaproponowało, żeby do oceny i porównania miast stosować podejście procesowe, oceniając m.in. zdolność miasta do adaptacji w sytuacjach kryzysowych, zarówno nagłych (klęski żywiołowe i katastrofy), jak i długofalowych (wykluczenie społeczne, ubóstwo, skażenie środowiska). Innym elementem ułatwiającym uporządkowanie miasta i zarządzanie nim są normy europejskie, które podpowiadają, na jakie elementy trzeba zwrócić uwagę i wskazują podobnie jak rankingi, wskazują trendy.

Przykładowo, w rankingu OECD pod względem jakości życia, najwyżej klasyfikowane są Warszawa, Sopot i Wrocław, ale w podrankingu zadowolenia mieszkańców liderem jest Ostrołęka, a na kolejnych miejscach uplasowały się: Grudziądz i Tychy. Zdaniem ekspertów to właśnie te miasta potrafią się lepiej komunikować z mieszkańcami i odpowiadać na ich oczekiwania, chociaż obiektywnie oferują mniej infrastruktury. Stąd płynie wniosek uczestników konferencji „Rozwiązania ICT dla inteligentnych miast”, że technologie to zaledwie wstęp do integracji społecznej. „Jesteśmy na początku drogi od technologii do społecznej roli miasta, dlatego najpierw trzeba się zastanowić, co miasta chce osiągnąć i po co, a dopiero potem zamawiać konkretne rozwiązania i je wdrażać” – radzi rajcom miejskim Jarosław Romaniuk z HP Polska.