Media demiurgiem dziejów?

Są wynalazki i odkrycia, które zmieniają świat natychmiast i nieodwołalnie. Tak było z wynalazkiem bomby atomowej, tak było z odkryciem Ameryki przez Kolumba. Są też takie, które zmian dokonują stopniowo, prawie niezauważalnie. Przeobrażają świat w sposób niegwałtowny, ''miękki''. Do takiej grupy odkryć i wynalazków należy zaliczyć media. Szczegółowo traktuje o tym książka Paula Levinsona '' Miękkie ostrze ''.

Są wynalazki i odkrycia, które zmieniają świat natychmiast i nieodwołalnie. Tak było z wynalazkiem bomby atomowej, tak było z odkryciem Ameryki przez Kolumba. Są też takie, które zmian dokonują stopniowo, prawie niezauważalnie. Przeobrażają świat w sposób niegwałtowny, ''miękki''. Do takiej grupy odkryć i wynalazków należy zaliczyć media. Szczegółowo traktuje o tym książka Paula Levinsona '' Miękkie ostrze ''.

Kontekst informatyczny, kontekst społeczny

Postęp technologiczny w elektronice, informatyce i telekomunikacji sprawia, że dziś znacznie lepiej niż kiedyś dajemy sobie radę z przetwarzaniem i przesyłaniem informacji. Fakt ten wywiera ogromny wpływ na wszystkie dziedziny życia - na naszych oczach powstają Nowa Ekonomia i społeczeństwo informacyjne. Ten moment w dziejach kiedyś zapewne doczeka się solidnej bibliografii. Dziś możemy lepiej go zrozumieć, patrząc z perspektywy dziejów na przełomy w historii, które - podobnie jak nasz - odbyły się za sprawą nowych odkryć i wynalazków w sferze mediów.

Pisze więc Paul Levinson: "Media (...) zapewniły nam podstawowe warunki, w których mogły się wyłonić i wyłoniły się nowe światy, wytyczyły ścieżki, na których mogły ujawnić się długo pozostające w uśpieniu ludzkie skłonności". Osoby, które starają się osadzić obserwowane przez siebie zmiany w kontekście społecznym, uzyskały wspaniałą pomoc. Miękkie ostrze jest publikacją, która kilka lat temu wzbudziła żywą dyskusję na świecie, w szczególności w Stanach Zjednoczonych. W numerze 04/2000 Computerworld Sławomir Kosieliński poświęcił jej fragment artykułu pt. Kto pociąga za sznurki w Internecie, ale warta jest ona bliższego spojrzenia.

Od alfabetu do Internetu

Miękkie ostrze, jak na rzetel- ną pozycję popularnonaukową przystało, rozpoczyna się od rzetelnego omówienia faktów. Większość zawiera opis, jakie media i w jaki sposób zmieniły świat. Pierwszy wynalazek, który opisuje, to alfabet, a konkretnie jego wpływ na rozpowszechnienie się religii monoteistycznych. Ten istotny przełom w ludzkiej świadomości - uznanie istnienia pewnego abstrakcyjnego absolutu, nie związanego z siłami przyrody, postaciami zwierząt i mitologią - Levinson uważa za początek nowożytnego myślenia. Autor twierdzi - podając na to przykłady historyczne - że przełom taki nie byłby możliwy, gdyby nie wynalezienie przez Fenicjan alfabetu fonetycznego. Oderwanie symbolu od obrazu (litera "a" nie przypomina żadnej rzeczy, w przeciwieństwie do liter alfabetów obrazkowych) umożliwiło zapisanie abstrakcji nie reprezentowanej przez żadne obserwowalne byty.

Dzięki książce uświadamiamy sobie, że wynalazek elektryczności pozwolił nam "skolonizować noc" i dzięki temu przeznaczyć dodatkowy czas na lektury (w książce znajdują się wiarygodne dane statystyczne, które wskazują na rozpowszechnienie się czytelnictwa wraz z elektryfikacją gospodarstw domowych). Telefon i radio sprawiły, że słowa mogły docierać na duże odległości, telewizja zaś pozwoliła w naszych domach "gościć" życie publiczne.

Dla informatyka historia mediów jest tym ciekawsza, im bliższa współczesnym mu wynalazkom. Całkowicie nową jakość, według Levinsona, tworzy Internet. Przede wszystkim skraca odległości i znosi bariery czasowe i kulturowe. Przedefiniowuje także pojęcie autora i czytelnika - klikając po powiązaniach między stronami w cyberprzestrzeni stajemy się jednocześnie współautorami treści, określamy personalizowany i czasem niepowtarzalny ciąg informacji. Internet jest jednocześnie masowy i osobisty - pozwala każdemu mieć dostęp do wszystkiego, ale w jedyny, niepowtarzalny sposób.

Wyobraźmy sobie, że oglądamy film interaktywny i możemy decydować o przebiegu scen, włączając się w nie i przenosząc w inne miejsca według uznania. Tak właśnie dziś dzieje się przy nawigowaniu po internetowych hiperłączach. Role autora, wydawcy i czytelnika zacierają się - pisze Levinson i stara się analizować, co z tego może wyniknąć. Jest to jeden z bardziej inspirujących fragmentów książki.

Właściwe miejsce, właściwy czas

Interesującą częścią książki jest dyskusja, dlaczego niektórych wynalazków w dziedzinie mediów dokonywano wielokrotnie. Być może nie każdy Europejczyk zdaje sobie sprawę, że zastosowanie prasy drukarskiej do masowego powielania słowa pisanego wcale nie jest wynalazkiem Gutenberga. Prawie tysiąc lat wcześniej podobne urządzenie stosowali już Chińczycy. Tam jednak prasa nie dokonała takiego przełomu, jak w Europie. Zabrakło bowiem równie istotnego jej elementu - prostego alfabetu składającego się z około trzydziestu prostych znaków, zamiast kilku tysięcy hieroglifów.

Z naszego, informatycznego, "podwórka" mamy zresztą podobny przykład. Teoretyczne podstawy działania maszyn obliczeniowych stworzył Charles Babbage już w XIX w. Niestety, technologia mechaniczna była zbyt niedokładna i zawodna, aby stworzyć dobre komputery. Trzeba było wynalazku półprzewodników i rewolucji elektronicznej, aby odkryciom Babbage'a nadać sens, który dziś widzimy pod postacią komputerów.

Od zawsze, jak przekonuje autor, towarzyszy też mediom potępienie. Przede wszystkim pochodzi ono z ust tych, którzy na zmianach tracą. Warto przypomnieć, że w początkach telewizji była ona aktywnie zwalczana przez, dobrze wówczas już rozwinięty, przemysł kinowy. Jednak ci spośród krytyków, którzy nie mają - jak Hollywood - bezpośredniego interesu w zwalczaniu konkretnego medium, często popełniają tzw. błąd Ellula, polegający na przedwczesnej ocenie. Kategoriami, którymi ocenia się motyla, wartościują poczwarkę, z której motyl dopiero się wykluje. Argument ten trafia do przekonania szczególnie wtedy, gdy czyta się bardzo surowego i niezmordowanego krytyka cybercywilizacji, jakim od lat jest Stanisław Lem. Jego teksty publicystyczne zdają się właśnie grzeszyć tym błędem, który Paul Levinson tak trafnie opisuje.

Wolność, różnorodność, rodzina

Media rozszerzają zakres wolności - twierdzi kategorycznie autor Miękkiego ostrza. Z ogromnym zainteresowaniem czyta się akapity, które opowiadają o walce, jaką w pierwszych latach istnienia Stanów Zjednoczonych środowisko skupione wokół Tomasza Jeffersona stoczyło z cenzurą. Trudno nie czuć podziwu, gdy czyta się o ludziach, którzy dwieście lat temu przewidywali próby kontrolowania przepływu informacji i starali się im przeciwstawić.

Gdy jednak w książce pojawia się teza, iż nie powinno się ograniczać dzieciom dostępu do sieci, wzbudza ona odruchowy sprzeciw. Autor bagatelizuje niebezpieczeństwo, twierdząc, że i tak rodzice nie są w stanie kontrolować wszystkiego, a gdyby nawet chcieli, to musieliby całkowicie "odciąć" dzieci od sieci - a to przyniosłoby im więcej szkody niż pożytku. Pisze Levinson: "Dzieci mogą zapuścić się w niebezpieczne okolice, ale, nie umiejąc czytać, będą odporne na urazy, które tekst mógłby spowodować". O ile można polemizować z pomysłami w rodzaju słynnego V-chipa, to chyba jednak wszyscy zgodzą się ze stwierdzeniem, że rodzice mają prawo, a nawet obowiązek, kontrolować treści, które docierają do ich pociech.

Autor, co widać z kart książki, pozostaje pod wpływem dwóch bardzo silnych osobowości. Jedna z nich to pisarz, futurolog i "filozof cybernetyki" - Isaac Asimov. Od niego zapożycza sposób widzenia przeszłości i przyszłości, myśli zawarte w cyklu powieści o Fundacji i robotach traktuje niemalże jak proroctwa na temat tego, jak świat będzie wyglądał za sto lat. Od współczesnego filozofa, Karla Poppera, Levinson zapożycza swój warsztat poznawczy - przyjmując za nim, że krytyka jest podstawową metodą poznania, istotną część swojego wywodu przeznacza na polemikę z tezami krytyków mediów (osób negatywnie oceniających wpływ mediów, w szczególności telewizji, na kulturę).

Mediamarksizm

Spokojna, rzeczowa ocena Miękkiego ostrza wypada jednak znacznie mniej korzystnie niż wrażenie podczas czytania książki. Zwarta logika wywodu, ciekawe przykłady i wciągający styl nie mogą przesłonić faktu, że Levinson w swojej fascynacji mediami jest bardzo bezkrytyczny. Chętnie przytacza przykłady osób, które dzięki radiu dowiedziały się czegoś więcej, oswoiły się z kulturą, nauczyły języka. Ale znacznie mniej chętnie wspomina o tym, że to samo radio - mające potężną siłę oddziaływania, przed którą mało wprawny umysł nie potrafi się obronić - wykreowało największe kanalie dwudziestego wieku. To także dzięki radiu "rząd dusz" przejęli zbrodniarze tego formatu, co Adolf Hitler i Włodzimierz Lenin.

Trudno podzielić także jednoznaczną fascynację rzekomym obiektywizmem przekazu medialnego, który tak lansuje autor książki. Pogląd ten w polskich realiach nie wytrzymuje konfrontacji z rzeczywistością. Wręcz przeciwnie, ilekroć włączę telewizor, mam wrażenie, że żyję w zupełnie innym świecie niż autorzy programów. U mnie panuje względny spokój, wręcz nuda - telewizja zaś pełna jest przestępców, mafii i wielkich oszustw. Szpalty kolorowych tygodników zaludniają niezwykłe historie, wspaniali i bogaci ludzie, a wokół mnie wszyscy są zwykli. Myślę więc, że trudno jest mi podzielić opinię o obiektywizmie mediów - mam wręcz wrażenie, że ktoś mnie okłamuje. I chciałbym wierzyć, że nie jest to celowe.

Kolejny błąd, który popełnia pisarz, to przypisywanie siły sprawczej mediom tam, gdzie były one jedynie katalizatorem. Najlepszy przykład to rozdział poświęcony reformacji. Z książki można się wiele dowiedzieć, jak wynalazek druku sprawił, że ludzie zaczęli sami czytać i interpretować Biblię, a w konsekwencji wystąpili przeciwko Kościołowi. Zupełnie ignoruje przy tym inne czynniki - tworzenie się państw narodowych, oderwanie hierarchii Kościoła od ogółu wiernych czy handel odpustami. Tymczasem to te błędy, bardziej niż czcionki ułożone rzędami w matrycy drukarskiej, sprawiły, że w łonie Kościoła nastąpił rozłam.

Według historiozofii marksistowskiej, czynnikiem napędzającym dzieje były masy, a rola jednostek była znikoma, a jeżeli nawet jakaś była, to wymuszona przez presję ruchów społecznych. Przy lekturze Miękkiego ostrza momentami ma się wrażenie, że autor przedstawia równie uproszczoną, co marksistowska, wersję historii - tylko miejsce mas zajęły media.

Ostrzenie miękkiego ostrza

Nie sposób jednak nie zgodzić się z większością tez, które zawarte są w książce. Trudno też kwestionować wartość w warstwie faktograficznej - nic zresztą dziwnego, bo jest ona efektem wieloletnich badań autora. Niewątpliwie ma ona ogromną wartość poznawczą dla polskiego czytelnika. Procesy, które Levinson opisuje jako przeszłość czy teraźniejszość w Ameryce, w Polsce dopiero zachodzą albo dopiero nadejdą. Uważny czytelnik, szczególnie informatyk, może wręcz w niej odnaleźć wiele rad praktycznych - w jakiej dziedzinie warto się specjalizować, jakie przekształcenia czekają jego przedsiębiorstwo w najbliższej przyszłości. Odpowiedzi na te pytania nie są tam podane wprost, ale odrobina zmysłu analitycznego pozwoli na wysnucie użytecznych wniosków.

--------------------------------------------------------------------------------

Paul Levinson: Miękkie ostrze (The Soft Edge), tłum. Hanna Jankowska, Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA, 1999


TOP 200