Maszyna i jej pan

W środowiskach informatycznych coraz więcej uwagi poświęca się tematom związanym z jakością użytkową systemów oraz wpływem czynników społecznych i psychologicznych na wdrożenia. W związku z tym firmy programistyczne muszą zwracać coraz większą uwagę na ergonomię oferowanych przez siebie aplikacji.

W środowiskach informatycznych coraz więcej uwagi poświęca się tematom związanym z jakością użytkową systemów oraz wpływem czynników społecznych i psychologicznych na wdrożenia. W związku z tym firmy programistyczne muszą zwracać coraz większą uwagę na ergonomię oferowanych przez siebie aplikacji.

Interakcja, czyli wzajemne oddziaływanie człowieka i komputera, jest już osobną dziedziną informatyki, która posiłkuje się wiedzą posiadaną przez psychologów. Wiele nieudanych projektów i aplikacji, które nie znalazły nabywców, to rezultat nieuwzględniania sposobów pracy i przyzwyczajeń przyszłych użytkowników czy wręcz ich naturalnego lęku przed urządzeniami technicznymi. O użyteczności programu w dużej mierze decyduje bowiem jego zewnętrzna warstwa, widoczna pod postacią interfejsu, która tak naprawdę nie dotyczy bezpośrednio algorytmicznej treści aplikacji.

Intuicyjny czy przyjazny

Prawdziwy przełom w dziedzinie interfejsów użytkownika stanowiło upowszechnienie się systemów graficznych, takich jak Mac OS i MS Windows.

Dla określenia graficznych interfejsów użytkownika w początkowej fazie ich ekspansji zaczęto nadużywać określenia „intuicyjny”. Miało to oznaczać, że posługiwanie się myszą, dzięki której ruch ręki w naturalny sposób przekłada się na poruszanie się kursora po ekranie, gdzie rozwijalne menu i ikony zastępują pismo obrazkowe, umożliwia intuicyjną obsługę programu. Dziś, kiedy MS Windows stał się powszechnie obowiązującym standardem, nikt, albo prawie nikt, nie próbuje przypisywać mu miana intuicyjnego. Oczywiste stało się bowiem, iż powinno się w tym przypadku mówić o podobieństwie - zjawisk, zachowań i reakcji.

Okienkowe systemy operacyjne narzuciły wszystkim aplikacjom wspólny standard obsługi. Użytkownik, korzystając z różnych programów, nie musi uczyć się podstawowych zasad ich obsługi - prawidłowo zaprojektowane aplikacje zawsze powinny zachowywać się podobnie. Na polskim rynku oprogramowania coraz rzadziej pojawiają się programy wyposażone w graficzny interfejs, nie spełniający podstawowych standardów (dotyczących np. maksymalnej liczby stosowanych kolorów, hierarchii menu czy rozmieszczenia elementów graficznych), co było dość powszechne w pierwszej fazie pojawiania się rodzimych aplikacji pod Windows.

Jednak lata dominacji systemów okienkowych wkrótce mogą być oceniane jako okres zastoju. Przyzwyczajenie milionów użytkowników do graficznych systemów operacyjnych, opartych na paradygmacie wykorzystania myszy jako narzędzia nawigacyjnego, hamuje istotny postęp w dziedzinie najbardziej zewnętrznej warstwy aplikacji i systemów operacyjnych. Nikt nie proponuje istotnie rewolucyjnych zmian, na miarę rezygnacji z trybu znakowego. Nic nie wskazuje na to, by w najbliższej przyszłości mogło pojawić się istotnie nowe rozwiązanie - na pewno nie przyniesie go następna wersja Windows czy jakiegokolwiek innego, popularnego systemu operacyjnego.

Budujemy okna

Firmy programistyczne uczą się, podpatrując konkurencję. Wprowadzone przez jedne firmy innowacje, szybko podchwytują inne. W Polsce prawie wszystkie jako wzorzec do naśladowania jednoznacznie wskazują firmę Microsoft, która jako pierwsza wprowadza zmiany w interfejsie swoich aplikacji.

Powoli kończą się czasy, w których budowaniem interfejsu zajmowali się programiści. „U nas decyduje o tym zespół projektowy, sprawdzając potem, czy interfejs został właściwie zaimplementowany" - mówi Szymon Słupik z firmy programistycznej Compact Disc Novelty. Polskich firm zajmujących się produkcją oprogramowania na ogół nie stać na posiadanie własnych laboratoriów, w których badane są parametry użyteczności programów, a więc żmudne sprawdzanie, jak wygląda faktyczne wykorzystanie poszczególnych funkcji programów, co sprawia trudności i zajmuje wiele czasu użytkownikom, nawet ich irytując. Firmy te polegają raczej na uwagach swoich testerów wersji beta lub końcowych użytkowników. Jednak wówczas zmiany w obrębie interfejsu wprowadzane są do następnej wersji programu. Jak zauważają przedstawiciele firm programistycznych, uwagi użytkowników niezwykle rzadko dotyczą spraw ergonomii. Być może dlatego, że ciężko je explicite sformułować, do czego potrzebna jest specjalistyczna wiedza. A tę - poza uzyskiwanym przez lata pracy doświadczeniem - ciężko u nas zdobyć.

Na polskich uczelniach wyższych, na których kształceni są przyszli informatycy, zagadnienia dotyczące ergonomii i współpracy człowieka z komputerem z reguły traktowane są po macoszemu, po części jakby wstydliwie, jak rzeczy niegodne prawdziwej informatyki, pełnej algorytmów i struktur danych. „Przygotowanie absolwentów wydziałów informatyki w zakresie interakcji człowieka z komputerem jest praktycznie zerowe" - twierdzi Jan Zięba z firmy Vulcan, znanego producenta oprogramowania edukacyjnego. Na poszczególnych uczelniach prowadzone są wprawdzie wykłady lub seminaria poświęcone projektowaniu interfejsu użytkownika, lecz są one często nieobowiązkowe i ograniczone czasowo. „Dotychczas nie mogliśmy wysłać swoich programistów i projektantów na jakiekolwiek kursy wiążące się z interakcją człowieka z komputerem. Takiej oferty w Polsce po prostu nie ma" - mówi Andrzej Rzachuła z firmy Altkom-Matrix, znanej na naszym rynku z oprogramowania finansowo-księgowego z serii Symfonia.


TOP 200