Marmur, sieć i sklejka

Zmieniają się banki, a wraz z nimi oczekiwania wobec informatyki. Szefowie departamentów IT zastanawiali się w Juracie nad rolą technologii w podnoszeniu wartości instytucji finansowych.

Zmieniają się banki, a wraz z nimi oczekiwania wobec informatyki. Szefowie departamentów IT zastanawiali się w Juracie nad rolą technologii w podnoszeniu wartości instytucji finansowych.

Od dziewięciu lat dyrektorzy działów IT w bankach i firmach ubezpieczeniowych spotykają się na zamkniętym seminarium organizowanym przez Gdańską Akademię Bankową. Towarzyszy im elita szefów sprzedaży z firm IT obsługujących sektor finansowy. Najciekawiej jest w kuluarach, gdzie toczy się nieskrępowana dyskusja między starymi znajomymi. Ale i wystąpienia plenarne nie powinny były zawieść tych, którzy wybrali się na Hel. Nazbierało się kilka ważkich tematów do omówienia - rozwój sieci sprzedaży, przystosowanie do standardów europejskich, zarządzanie ryzykiem i prawne wątpliwości wokół outsourcingu (pisaliśmy o nich w poprzednim numerze CW).

Sygnały z ministerstwa

"W 2005 r. będzie wiele pozytywnego zamieszania w Ministerstwie Finansów" - zadeklarował przewodniczący seminarium Krzysztof Zdanowski, doradca ministra. Ma to związek z planowanymi przez resort zmianami w organizacji informatyki, w tym szerokiego otwarcia się na outsourcing. Niebawem zostaną ogłoszone przetargi z zakresu doradztwa.

Seminarium zbiegło się z ogłoszeniem aktualizacji tzw. programu konwergencji, zawierającego trzyletnią perspektywę rozwoju makroekonomicznego. Minister Gronicki zapowiedział, że Polska ma szansę spełnić kryterium fiskalne z Maastricht w 2007 r.

Dla odpowiedzialnych za IT w bankach to istotna informacja. Tomasz Pasikowski, członek zarządu NBP, nie ukrywał, że włączenie Polski do strefy euro będzie dla systemu bankowego przedsięwzięciem na niespotykaną skalę. Póki co polskie banki będą mogły uczestniczyć w systemie rozliczeniowym euro za pośrednictwem systemu SORBNET. Usługę tę NBP zaoferuje razem z Bankiem Włoch.

Z sieci na ziemię i z powrotem

Mówiąc "bank" najczęściej mamy na myśli oddział z przeszklonymi drzwiami i błyszczącą posadzką. Nie zmienia się to, mimo że na rynku funkcjonują banki internetowe, którym udało się urwać część rynku. Globalnie banków ubywa, ale liczba oddziałów rośnie. Niekoniecznie wyglądają one jak muzea. Czasem zamiast drogiego kamienia wystarczy 35 metrów kwadratowych sklejki, byleby w dobrym punkcie...

Piotr Gawron, dyrektor mBanku

Piotr Gawron, dyrektor mBanku

Sklejka to główny budulec mKiosków należących do internetowego mBanku. Bank nie odchodzi od wizerunku działającego w przestrzeni elektronicznej, unika nawet nazwy "oddział". O ile jednak do pozyskania kapitału wystarczało korzystne oprocentowanie lokat, to trudno jest sprzedać skomplikowany produkt bez osobistego kontaktu z klientem. Badania wykonane w USA przez firmę Celent wykazały, że w oddziałach zawierane są transakcje, które przynoszą bankom aż 80% dochodów.

Oprócz sklejki, mKiosk to 130 metrów kabli, modem DSL, dwa komputery, bankomat i maszyna depozytowa. Miesięcznie dwuosobowy kiosk obsługuje 3 tys. kontaktów. "To 10 metrów kwadratowych powierzchni marketingowej" - mówi Piotr Gawron, dyrektor mBanku. Do końca roku ma działać 28 kiosków, za rok dwa razy więcej.

Tą drogą podążają inne banki, również te, które od zawsze działały w modelu oddziałowym. "Przekształcają oddziały w placówki, które kojarzą się ze sprzedażą detaliczną" - mówi Jonathan Charley, wiceprezes Unisysa. Szukają sposobów, by się wyróżnić.

Wyróżnikiem już dawno przestały być usługi bankowości internetowej. Dostęp online stał się tak powszechny jak prąd w gniazdku - korzysta z niego ponad milion klientów. Niemniej przykład Banku BPH SA pokazuje, że w dziedzinie e-bankingu warto poszukiwać innowacji. Stary system BPH Sez@m zastąpiono nowym portalem. Przez rok liczba użytkowników portalu wzrosła ze 130 do 400 tys. "Wcześniej w banku nie było działań marketingowych nakierowanych na kanał internetowy" - mówi Henryk Baniowski, dyrektor zarządzający obszarem informatyki.

Duzi i mali agenci

Zofia Dzik, prezes Link4

Zofia Dzik, prezes Link4

Wiele mówi się o konkurencji ze strony instytucji parabankowych. Każdego roku liczba klientów banków w krajach Europy Zachodniej spada o kilka procent. Amerykańskie gospodarstwo domowe kupuje średnio w roku 9 produktów finansowych, z czego raptem 2 bezpośrednio od banku.

Różne są strategie obrony przed nową konkurencją. Bank BPH chce walczyć o klientów detalicznych, tworząc sieć punktów agencyjnych. Podobną drogą zmierza Dominet Bank, który za dwa lata widzi się w pierwszej lidze polskich detalistów.

Dzięki trwającemu rok projektowi Dominet scalił sieć oddziałów odziedziczonych po upadłym Cuprum. Ze stu oddziałów prawie 60 prowadzą agenci. "Nie jest to franszyza, a raczej specyficzna forma współpracy nosząca znamiona franszyzy" - mówi Ryszard Słowiński, dyrektor departamentu zarządzania siecią i sprzedażą.

Każdy "franszyzobiorca" ma wymagane zgody GINB, korzysta z marki i know-how Dominetu. "Więcej niż połowa partnerów ma mniejsze koszty niż zakładaliśmy w biznesplanach, a 80% osiąga wyższe przychody" - mówi Ryszard Słowiński. Za dwa lata ma działać 300 punktów z logo Dominetu.

Ubezpieczeni od nadużyć

Na seminarium kilkakrotnie padało wezwanie do współpracy między bankami i towarzystwami ubezpieczeniowymi. "Do połowy lat 90. towarzystwa w ogóle nie były zainteresowane wymianą doświadczeń, ani z bankami, ani między sobą" - twierdzi Zbigniew Jamroz, dyrektor działu IT w towarzystwie Inter Polska.

Palącym problemem jest walka z przestępczością ubezpieczeniową. Zofia Dzik, prezes towarzystwa Link4, powiedziała, że według szacunków do nadużyć dochodzi przy co trzeciej wypłacie odszkodowania. "Skala przestępstw jest tak wysoka, że inwestycje w informatykę są niezbędne" - dodał Dariusz Kupiecki, reprezentujący w Juracie Polską Izbę Ubezpieczeń, a na co dzień kierujący działem IT w TU Allianz. Rocznie firmy ubezpieczeniowe przekazują na rzecz instytucji utrzymujących różnego rodzaju rejestry 122 mln zł. Mimo to skarżą się na dostęp do informacji. Raz na przeszkodzie staje niekompletność danych, innym razem błędy ustawodawcy.