Mapa pięciu barier

Monopolistyczne praktyki GUGiK, konkurencja na styku państwo - sektor prywatny, brak współpracy jednostek administracji publicznej, niejednolita interpretacja prawa oraz brak świadomości użytkowników i decydentów blokują dostęp do informacji GIS.

Monopolistyczne praktyki GUGiK, konkurencja na styku państwo - sektor prywatny, brak współpracy jednostek administracji publicznej, niejednolita interpretacja prawa oraz brak świadomości użytkowników i decydentów blokują dostęp do informacji GIS.

Spoza kulis ustawodawstwa geodezyjnego przezierają cenzuropodobne, postkomunistyczne zapędy do centralizowania oraz blokowania dostępu do informacji geograficznej. Dlaczego tak się dzieje?

Bariera I

Czyli o działaniach Departamentu Spraw Obronnych GUGiK, związanych z "odtajnianiem" informacji geograficznej zawartej w wysokorozdzielczych obrazowaniach powierzchni Ziemi.

W dużym skrócie, praktyki te polegają na cenzurowaniu pewnych treści zawartych na wysokorozdzielczych obrazach satelitarnych i lotniczych. Treści te związane są z bardzo licznie umieszczonymi na terenie kraju obiektami o charakterze tajnym lub poufnym. Tego typu praktyki miałyby poniekąd uzasadnienie w czasach zimnej wojny, jako że każde państwo ma prawo do ochrony swoich informacji przed potencjalnym wrogiem. Tyle z teorii, w praktyce jednak rzecz już dawniej miała się zupełnie inaczej - gdy państwa bloku komunistycznego skrupulatnie broniły "swoim" dostępu do informacji satelitarnej, "potencjalny wróg" posiadał te informacje pozyskane z o wiele większą dokładnością i w formie umożliwiającej ich natychmiastowe przetworzenie.

Obecnie takie praktyki są niedopuszczalne i nie mają żadnego merytorycznego uzasadnienia. Można bez żadnych ogródek powiedzieć, że stanowią poważne zagrożenie dla konkurencyjności polskiego rynku geoinformatycznego w nowej Europie. Polska jest sygnatariuszem Traktatu Otwartych Przestworzy, który (mówiąc w dużym skrócie) udziela dostępu do informacji pozyskanej z powierzchni państw - sygnatariuszy. Obrazy cyfrowe terytorium Polski mogą być więc oferowane przez firmy nie tylko polskie, ale z dowolnego innego państwa unijnego, tymczasem tylko nasze obowiązują regulacje, które sami sobie wprowadziliśmy. Weźmy konkretny przykład:

Firma (np. bank) chce zbudować system informacyjny dotyczący bazy nieruchomości na własne potrzeby. W związku z tym szuka innej firmy specjalizującej się w systemach informacji przestrzennej i pyta o cenę oraz wszelkie inne możliwości dostawy i wykorzystania satelitarnych obrazów wysokiej rozdzielczości - obecnie można je uzyskać z trzech satelitów: Ikonos (1 m), Orbview (1 m) oraz QuickBird (0,65 m).

Polska firma geoinformatyczna ma teoretycznie taką samą możliwość dostarczenia fotomapy satelitarnej, jak każda inna firma w Europie. Jest jednak zobowiązana poinformować, że na zdjęciach trzeba wprowadzić zmiany, które generalnie fałszują ich zawartość. W tym samym czasie trzecia firma (powiedzmy niemiecka) informuje, że może dostarczyć również fotomapę, ale bez zafałszowanej treści, ponieważ uprawnia ją do tego Traktat Otwartych Przestworzy. Od której zatem firmy produkt będzie kupiony? Czy i jakim prawem GUGiK jest w stanie zabronić niemieckiej firmie takiej oferty?

Oczywiście czasem potrzebna jest ochrona danych przestrzennych. W dzisiejszych czasach trzeba ją jednak realizować na poziomie maskowania obiektów w terenie, nie zaś na zdjęciach.

Weźmy jeszcze jeden przykład. Chodzi o opłaty za uzyskanie dostępu do map wytworzonych z pieniędzy podatnika i przechowywanych w Centralnym Ośrodku Dokumentacji Geodezyjnej i Kartograficznej.

W Polsce powszechnie przyjęła się praktyka wielokrotnego zarabiania na obywatelu. Potężne nakłady finansowe łożone na utrzymanie wszelkiego rodzaju ośrodków geodezyjnych pochodzą z budżetu państwa. Ośrodki te produkują, przetwarzają i gromadzą olbrzymie ilości danych, skrzętnie broniąc do nich dostępu - także poprzez zastosowanie mechanizmów ekonomicznych. Oczywiście byłoby to zrozumiałe, gdyby opłata za udostępnienie danych w postaci cyfrowej dotyczyła jedynie realnych kosztów takiego udostępnienia. Tymczasem wycena takich materiałów odbywa się w sposób wręcz dowolny i oparty na kompletnie niezrozumiałych w gospodarce rynkowej zasadach, różnicujących ceny na podstawie "typu nabywcy".

Tu pojawia się zasadnicze pytanie, czy zasób geodezyjny jest dobrem wspólnym? Nabywcy są dzieleni generalnie na następujące grupy: (1) edukacja - ponosząca faktyczne koszty udostępnienia, (2) szary obywatel/firma - koszty zawyżone bez powodu, (3) firma geoinformatyczna - koszty zawyżone do granic absurdu.

Na pytanie "skąd ta cena?", pada zazwyczaj odpowiedź, że dane, które mają być poddane ucyfrowieniu i sprzedaży, muszą drożej kosztować, ponieważ firma będzie na nich zarabiać (należy dodać, że "drożej" oznacza tutaj o rząd wielkości więcej). A dlaczego ma na nich nie zarabiać, jeżeli potrafi je przetworzyć i sprzedać? Tymczasem jeżeli firma zdecyduje się na zakup tego typu danych, to oprócz zapłaty za udostępnienie musi kontrolować nakład sprzedanego efektu swojej pracy - jeżeli efekt sprzedaży będzie lepszy, to musi dopłacić.

Taka polityka jest samobójcza dla państwa. Zawyżona cena zasobów cyfrowych na ogół nie jest adekwatna do jakości informacji (zazwyczaj błędnej i nieaktualnej). W związku z tym nabywca odchodzi ze słusznym przeświadczeniem, że będzie musiał zainwestować w obrazy satelitarne, zaś mapami będzie się wspierał jedynie przy wprowadzaniu informacji opisowej (co ciekawe - informacja pozyskana z map w sposób inny niż cyfrowy nie podlega już opłacie - czyżby był to więc podatek od nowoczesności?).

W efekcie potrzebna jest większa inwestycja (odpływ kapitału za granicę, bo trzeba komuś zapłacić za zdjęcia satelitarne), a więc polska firma i w efekcie samo państwo mniej zarabia. Dla odróżnienia można przytoczyć politykę amerykańską, której głównym założeniem jest wspieranie i dawanie bodźców rozwoju. Praktycznymi przykładami realizacji takiej polityki państwa są specjalistyczne portale udostępniające dane przestrzenne online zupełnie za darmo, również dla obszaru całego świata bez podziału na użytkowników. Jeżeli informacja jest darmowa, to niech będzie darmowa tak samo dla wszystkich. Jeżeli ktokolwiek jest w stanie na niej zarobić, to niech zarabia, ponieważ jego zarobek przynosi również dochód państwu.