Małymi krokami w przyszły rok

Szefowie działów informatyki polskich przedsiębiorstw, urzędów i banków zgodnie twierdzą, że miniony rok w informatyce trudno uznać za przełomowy. Wyjątek stanowią ci, którzy rozpoczynali bądź kończyli realizację dużych projektów.

Szefowie działów informatyki polskich przedsiębiorstw, urzędów i banków zgodnie twierdzą, że miniony rok w informatyce trudno uznać za przełomowy. Wyjątek stanowią ci, którzy rozpoczynali bądź kończyli realizację dużych projektów.

Wszystko zaczyna się od PC

Informatycy już dawno dostrzegli prawidłowość związaną z tempem wdrażania nowych technologii informatycznych. Chęć posiadania komputera przez pracowników firmy lub urzędu nie zawsze idzie w parze ze zrozumieniem, w jaki sposób może on przyczynić się do zwiększenia wydajności ich pracy. Stąd też najłatwiej jest przekonać decydentów do zakupów, mających bezpośrednie przełożenie na wzrost efektywności pracy. Nie ma więc problemów - twierdzą główni informatycy - z przeznaczeniem pieniędzy na nowe komputery PC dla pionu administracyjnego firmy, a gdy mają być one połączone w sieć, to - wprawdzie z pewnymi oporami - także w okablowanie strukturalne i urządzenia aktywne.

Miniony rok okazał się też czasem intensywnych upgrade'ów sprzętowych. Drastyczna obniżka cen pamięci RAM i dysków twardych oraz zestawów PC (mniej niż 2 tys. zł bez monitora) spowodowała, że z coraz większej liczby przedsiębiorstw zaczęły znikać nie tylko PC z procesorem 80286, ale także z 80386, choć nie we wszystkich pojawiły się procesory Pentium. Znacznie trudniej było natomiast uzyskać środki na inne inwestycje sprzętowe, np. wysoko wydajne drukarki typu heavy-duty, mimo że ich użytkowanie - zdaniem większości głównych informatyków - w wielu przypadkach byłoby tańsze od używanych do tej pory drukarek igłowych.

Trochę gorzej wygląda sytuacja w administracji państwowej, gdzie, co ciekawe, nie ma ograniczeń budżetowych na zakup np. samochodów, natomiast komputerów - tak. Wielkość pozyskanych w tym zakresie środków każdorazowo zależy od pomysłowości głównego informatyka, który swoje potrzeby musi odpowiednio uzasadnić, opisując zadania, jakie można rozwiązać za pomocą nowego sprzętu. Ponieważ walka o budżet toczy się tu każdego roku, żaden z informatyków nie może sobie pozwolić na zaspokojenie wszystkich potrzeb jednocześnie. Dlatego też nowe komputery dokupywane są partiami, instalację okablowania strukturalnego rozkłada się na lata (3-5), a dostęp do Internetu zapewnia tylko wybranym stanowiskom.

Dodatkowym wsparciem głównych informatyków była w ubiegłym roku - wyraźnie przez nich zauważona - postępująca konsolidacja polskiego rynku komputerowego. Poza firmami oferującymi produkty markowe, pozostały na nim bowiem wyłącznie firmy o ugruntowanej pozycji i nawet jeśli oferują one tylko tzw. składaki, jest to sprzęt bardziej niezawodny niż przed 2-3 laty. I dlatego wiele firm decyduje się właśnie na zakup tego rodzaju sprzętu.

Co obecnie może zepsuć się w komputerze PC? Przede wszystkim monitor i klawiatura, ale w nie można zainwestować oddzielnie, kupując markowe. Jeśli chodzi o pozostałe elementy, to trzeba zauważyć, iż np. jakość twardych dysków jest tak dobra, że w okresie 3-4 lat ich użytkowania, kiedy zestarzeją się one "moralnie", prawdopodobieństwo ich awarii jest bliskie zeru. Na zakup komputerów markowych nadal więc decyduje się niewiele firm i to z reguły w ramach kontraktów wiązanych. Główni informatycy przyznają, że powodem jest cena, a rozszerzone możliwości markowego sprzętu lub przedłużona gwarancja nadal nie trafiają do przekonania większości członków komisji przetargowych, składających się nie tylko z informatyków, ale także głównych księgowych i użytkowników, dla których te dodatkowe możliwości nie mają wystarczająco dużego znaczenia.

Oprogramowanie

Hitem roku 1996 było Windows 95, którego instalacji domagało się wielu menedżerów, mimo iż inwestycja ta połączona była z dodatkowym wydatkiem dotyczącym upgrade'u sprzętu. Jednak główni informatycy nie do końca są przekonani o zaletach tego systemu operacyjnego. Problemem jest dla nich np. brak możliwości zdalnego zainstalowania systemu z sieci. Dlatego też większość deklaruje chęć jak najszybszego przejścia na platformę Windows NT. Z wypowiedzi szefów informatyki wynika, że Windows 95 nie zrobiło na nich tak wielkiego wrażenia, jak można było się tego spodziewać po głośnej kampanii reklamowej Microsoftu.

W zakresie oprogramowania nie było także problemu z uzyskaniem środków na klasyczne aplikacje biurowe oraz narzędzia do zarządzania bazami danych. W przypadku pierwszych, zdecydowaną dominację na rynku zdobyły w ostatnim roku produkty Microsoftu (przede wszystkim Office), mimo iż jeszcze 3 lata temu z powodzeniem konkurowały z nimi aplikacje WordPerfecta, Lotusa i polskich firm (np. QR-Tekst firmy Malkom). Przyczyn tej popularności jest wiele, ale najważniejsza z nich to coraz szersza oferta dobrze zintegrowanych ze sobą narzędzi Microsoftu i atrakcyjne warunki ich sprzedaży (MOLP, Select). Na niekorzyść konkurencji działa też przejęcie poszczególnych produktów przez inne firmy, co - zdaniem głównych informatyków - nie daje 100% gwarancji dalszego ich rozwoju.

W przypadku narzędzi do zarządzania bazami danych coraz więcej firm skłania się ku profesjonalnym rozwiązaniom (Oracle, Informix), zapewniającym wystarczające bezpieczeństwo danych i szybki czas wyszukiwania informacji. Jednak na stworzenie hurtowni danych decyduje się niewielu (głównie banki), a i tak okazuje się, że od pomysłu do jego realizacji mogą minąć długie lata, chociażby z powodu trudności komunikacyjnych między użytkownikami, wydziałem komputerowym a firmą wdrożeniową.

Jeszcze inna sytuacja związana jest z - od dawna uznanymi za niezbędne - aplikacjami kadrowo-płacowymi i księgowymi. Czas skromnych, ale stosunkowo tanich polskich produktów należy do przeszłości. Część z firm już je wymieniła na produkty profesjonalne, a te, które tego nie dokonały, przymierzają się do bardziej zaawansowanych systemów zarządzających przedsiębiorstwem.

Nie negując dużego opóźnienia w stosunku do firm zachodnich, główni informatycy dostrzegają jednak wspólną cechę charakterystyczną dla środowisk komputerowych firm polskich i zachodnich. Coraz większą popularnością zaczynają cieszyć się mieszane środowiska, składające się z systemów unixowych, novellowych i Windows˙NT, gdzieniegdzie wspieranych przez mainframe'y, i trudno liczyć na to, aby stan ten miał w najbliższym czasie ulec zmianie.

Dzieje się tak dlatego, ponieważ systemy unixowe kojarzą się z narzędziami do zarządzania bazami danych, Novell - z dostępem do dzielonych plików, a Windows˙NT - z zarządzaniem sieciami˙PC. Mieszane środowiska dostarczają jednak informatykom wielu problemów związanych z integracją. Na Zachodzie większość firm zdążyła już zaopatrzyć się w odpowiednie oprogramowanie niezbędne do ich zarządzania. W Polsce główni informatycy wiedzą o jego istnieniu, ale - ze względu na cenę (chodzi o dziesiątki tysięcy USD) - nie są w stanie przekonać decydentów o jego niezbędności.

Systemy do zarządzania przedsiębiorstwem

W roku 1996 ożywił się także rynek systemów do zarządzania przedsiębiorstwem. Klienci do tego typu systemów podchodzą jednak ostrożnie. Coraz większa liczba zainteresowanych obserwuje rynek, bojąc się ryzyka związanego z takim wdrożeniem, nawet jeśli dostawca technologii został wybrany w drodze przetargu.

Przyczyny są oczywiste. Wyobraźmy sobie szefa mniejszego lub większego przedsiębiorstwa czy instytucji na Zachodzie, który ma podjąć decyzję o zakupie nowego systemu do zarządzania przedsiębiorstwem. Po pierwsze, jest pewne, że jego kariera zawodowa odbywała się do tej pory w obecności mniej lub bardziej zaawansowanych systemów tego typu. Nie zagłębiając się w szczegóły natury technicznej, wie on, co taki system może wnieść do działalności firmy, którą kieruje, i czego może oczekiwać od nowych rozwiązań. Mając do pomocy fachowych - i co ważniejsze - niezależnych doradców, może on ocenić proponowane zmiany. Jego decyzja niemal w˙100% powinna być trafna.

Tymczasem w warunkach zapaści cywilizacyjnej, jaką pozostawiły nam w spadku rządy przekonane o jedynie słusznej drodze rozwoju, nasi menedżerowie często stają w obliczu decyzji, które niejednokrotnie przerastają ich możliwości. Nic więc dziwnego, że rok 1996 przyniósł - niestety - kilka "wpadek" właśnie w zakresie wdrażania systemów do zarządzania przedsiębiorstwem. Okazało się bowiem, że dopracowana procedura przetargowa i dobre chęci nie wystarczą. Komputerowy system do zarządzania musi być ostatnim, a nie pierwszym elementem restrukturyzacji przedsiębiorstwa, które chce stać się konkurencyjne na rynku. Polskim menedżerom wydaje się natomiast, że jest na odwrót, a gdy coś nie wychodzi, winą za ten stan rzeczy obarczają w pierwszej kolejności firmę wdrożeniową, później - własnych głównych informatyków.

A wszystko zaczyna się od tego, że - zauroczony wizją znalezienia antidotum na bolączki przedsiębiorstwa - menedżer ogłasza przetarg na system do zarządzania przedsiębiorstwem. Systemów takich oferowanych w Polsce jest obecnie coraz więcej, co wcale nie ułatwia, a wręcz przeciwnie, utrudnia wybór. Komisja przetargowa, mając niejasne rozeznanie w ofercie, z reguły wybiera firmę, która proponuje najkrótszy, choć całkowicie nierealny, czas wdrożenia. Dobrze, jeśli produkt jest już zlokalizowany. Jeżeli nie, a były już w Polsce takie przypadki, to jego lokalizacja może opóźnić rozpoczęcie wdrożenia nawet o lata.

Kolejny problem wiąże się z dostrzeganą od tego roku swoistą zachłannością firm wdrożeniowych, które, wykorzystując rosnący popyt, po wygraniu pierwszego przetargu przystępują natychmiast do kolejnych i - siłą impetu - udaje się im kilka wygrać. Pojawia się jednak w tym momencie pytanie, czy firmy te będą w stanie poprowadzić wszystkie wygrane wdrożenia na tym samym poziomie. Ściągnięcie kolejnego specjalisty z Zachodu może być bowiem zbyt kosztowne, a wykształcenie swojego - długotrwałe.

Jednak za największy problemem związany z wdrożeniem systemów do zarządzania przedsiębiorstwem szefowie działów informatyki uznają barierę ludzką. To przecież nie dział informatyki będzie korzystał z systemu, ale szeroko pojmowana kadra zarządzająca, także niższego szczebla. Na informatyków firmowych spada w tej sytuacji rola pośredników między pracownikami wdrażającymi z zewnątrz a przyszłymi użytkownikami.

Co dalej, główny informatyku

Miniony rok pokazał, że informatyzacja polskich przedsiębiorstw nabiera coraz większego przyspieszenia. Wolno stojące komputery od dawna są już łączone w sieci, a liczba korzystających z nich użytkowników zwiększa się w skali roku w postępie geometrycznym. Coraz więcej firm zainwestowało w okablowanie strukturalne i łącza dedykowane, rozpoczynając tworzenie sieci rozległych. Wraz z upowszechnieniem dostępu do komputera zaczęła jednak gwałtownie wzrastać ilość informacji przechowywanych w bazach danych, a to z kolei spowodowało konieczność wymiany obsługującego je sprzętu. Spowodowało to reorientację oddziałów informatycznych firm, które do tej pory były odpowiedzialne za wąski (z reguły administracja), ale kompleksowy (eksploatacja, tworzenie aplikacji użytkowych, szkolenia użytkowników itd.) zakres obowiązków.

Przy rosnącej liczbie użytkowników i złożoności użytkowanych systemów oddziały informatyczne nie mają już czasu na rozwijanie własnych aplikacji czy też szkolenia. Obecnie główne ich zadanie to utrzymanie systemu komputerowego w ruchu i świadczenie pomocy użytkownikom, co - zdaniem głównych informatyków - może nawet pochłaniać ponad 70% czasu pracy. Do tego dochodzi poszukiwanie narzędzi ułatwiających pracę oddziału informatycznego i kadry kierowniczej, poczynając od systemów do zarządzania siecią, poprzez aplikacje do sterowania przepływem czynności, na zintegrowanym pakiecie do zarządzania przedsiębiorstwem kończąc.


TOP 200