Maloka ... ma nowego szefa

W numerze 38 Computerworld (z 17 października) pani podpisująca się Daniela Baszkiewisz-Scott (DBS) przedstawiła swoje impresje "w temacie" MALOKA BBS. Nie zwróciłbym uwagi na ten tekst, ale podsunięto mi go pod oczy, wiedząc że w pewnym sensie jestem związany z tą instytucją.

W numerze 38 Computerworld (z 17 października) pani podpisująca się Daniela Baszkiewisz-Scott (DBS) przedstawiła swoje impresje "w temacie" MALOKA BBS. Nie zwróciłbym uwagi na ten tekst, ale podsunięto mi go pod oczy, wiedząc że w pewnym sensie jestem związany z tą instytucją.

Sam tekst, niczego sobie: ładnie wydrukowany na połowie strony, tylko za żadne skarby po kilkakrotnym jego przeczytaniu nie mogłem się domyśleć o czym on naprawdę jest. Nie opisuje on zalet ani wad systemu (z jednym wyjątkiem, że polszczyzna używanych komunikatów "...nie jest gorsza formalnie od angielszczyzny produktów serwowanych przez przeciętne zachodnie firmy sieciowe" - przy czym nie wiem czy to wada, czy komplement).

Podstawowym tematem wypracowania p. DBS jest Stan Tymiński. I tu parę cytatów dotyczących tej postaci: "Tymińskiemu widać zaufano" "Czego obawiają się ludzie ze strony medium, które trzyma w rękach Tymiński?" "Jednak nie zachwyca ich pomysł powierzania danych osobowych, wraz z datą urodzenia, właśnie Stanowi".

Jeżeli założymy dobrą wolę DBS i przyjmiemy tezę, że nie jest to artykuł o polityce, to w zasadzie pozostaje tylko teza, że jest to psychologiczna analiza stanu wiadomości części populacji polskiej, kolaborującej z Tymińskim (bez polityki). Być może DBS jest z zawodu psychologiem czy socjologiem. Z kolei, z adresu sieciowego DBS (dab1@columbia.edu)=20 należy sądzić, że zamieszkuje ona w kraju dobrobytu wszelkich tego typu usług, co jednocześnie w dużym stopniu dyskwalifikuje ją do pouczania maluczkich (tj. nas, malokowców).

Może krótko przypomnę, co się w naszym kraju działo "przed Maloką". Było (i dalej jest) bardzo dużo BBS-ów prowadzonych amatorsko, praktycznie wyłącznie z jedną linią telefoniczną, i osobiście nie słyszałem, by którykolwiek z nich oferował usługi Internetu. Sam Internet był dostępny poprzez (za ogromne pieniądze) i ATM (za niewiele mniejsze). I to wszystko. Pojawienie się Maloki w styczniu było, mówiąc górnolotnie, kamieniem milowym w dostępie do globalnej wioski. Jak duże pieniądze na to zostały wydane, wie tylko jedna osoba; kiedy się zwrócą, tego nie wie nikt. Współpracowałem z wymienionym wyżej z imienia i nazwiska właścicielem Maloki przy instalacji znacznej części sprzętu; wiem też na jakie trudności organizacyjne napotykał ze strony instytucji powołanych do pełnienia usług (jako dowcip mogę zacytować pierwotną, na szczęście, wycenę podłączenia linii telefonicznych : 2,500,000,000 zł + VAT).

Jakie konkretnie zarzuty postawiła DBS? Pierwszy, że kontakt z systemem (bez opłaconego abonamentu) trwa tylko 10 minut. Bardzo uprzejmie przepraszam, ale nawiązując do wspomnianego wyżej kraju obfitości: ostatnio przeszedłem kilkanaście komercyjnych BBS-ów w USA i Kanadzie i w zasadzie bez podania numeru karty kredytowej nie mogłem nic zrobić (poza podaniem wszystkich danych, w tym nieszczęsnej daty urodzenia). Tak a propos, data urodzenia nie jest wcale taka bezzasadna: wiele BBS-ów umożliwia dostęp swoim klientom w sytuacji, gdy np. zapomnieli swoje hasło, wtedy data urodzenia jest jednym z kryteriów weryfikacji. Troska o sytuację finansową malokowców ("warto by tak przy okazji wyjaśnić, ile kosztuje impuls inicjalny (?) przy wykręcaniu numeru Maloki") została już chyba bardzo dawno wyjaśniona. Natomiast głównego motywu popełnienia tego tekstu możemy się domyśleć po przeczytaniu: "...ludzie lękają się przede wszystkim arogancji niedoszłego prezydenta. Arogancji tej doświadczyłam zresztą sama". Komentarz do tych słów pomijam. Lecz pewną niepokojącą treść można wyczytać między wierszami. Otóż, prawdopodobnie w opinii DBS byłoby wszystko w najlepszym porządku, gdyby to nie był Tymiński lub gdyby w przeszłości to nie on był "tym Tymińskim". Skłonność do dęcia w "złoty róg" jest cechą nieodłącznie przypisaną naszej nacji. Kilka miesięcy temu miesięcznik ENTER opisał sytuację dyskusji całkiem politycznej między jednym z redaktorów a właścicielem Maloki. Wniosek z tej dyskusji był jeden: zostawmy politykę politykom, sami zaś zajmijmy się komputerami. Tego właśnie dystansu zabrakło DBS. Bo czy z faktu, że dyrektorem TPSA został ktoś z wrażej orientacji, wynikać ma fakt, że moje rozmowy telefoniczne będą np. o treści: najlepsze kasztany są na placu Pigalle?

Sporadycznie do tekstu wkrada się również spiskowa teoria dziejów. Otóż przeczytałem, że "niektórzy operatorzy systemów postawili "tamy" Maloce". Przepraszam, jacy? Jeżeli DBS jest w stanie podać konkretne dane, jestem w stanie podjąć z nią konkretną polemikę, co do braku zabezpieczeń, o których mowa dalej: "system ...nie posiadający zabezpieczeń przed inwazją sieciowych "trotylowców", a przecież z ich napływem trzeba się będzie liczyć".

Szanowna Pani! Internet z założenia jest systemem otwartym i jakakolwiek cenzura, ograniczanie praw dostępu czy przesyłania poczty jest hańbą. "Wybuchy" w Internecie zdarzają się co chwilę i jest to sprawa normalna, o tym się mówi i pisze w forach dyskusyjnych. Natomiast jedyną metodą wprowadzenia zabezpieczeń jest odcięcie wszystkich! Właśnie powszechność Internetu i jego otwartość doprowadziła do aktualnego stanu, że na wizytówce każdej szanującej się osoby jest, oprócz numeru telefonu i faksu również adres sieciowy. Prawdopodobnie nie spotkała się pani ze zwyczajem panującym kilka lat temu w naszej ojczyźnie zamykania na klucz w szafie aparatu teleksowego. Jeżeli operatorzy, których Pani nie wymieniła pragną bezpieczeństwa, mogą ten pomysł (nie mój, przysięgam) oddać za darmo.

W tzw. wolnym świecie (do którego nam jest niestety jeszcze bardzo daleko, nie tylko z uwagi na zacofanie technologiczne) po sukcesie Maloki powstałyby następne tego typu BBS-y jako logiczne następstwo. Czy ktoś potrafi wskazać taką konkurencję? Nie powstało nic, i nie z powodu jakiś wydumanych zezwoleń, o których pisze DBS ("Stan Tymiński szybko otrzymał zgodę na prowadzenie przedsiębiorstwa - w kilka zaledwie tygodni"), bo takowe po prostu nie są wymagane. Przypuszczam, że nie do pokonania była bariera finansowa i organizacyjna. Jednakże pewny jestem, że gdyby pojawiła się poważna konkurencja, to Maloka nie straciłaby klientów (7 USD miesięcznie za dostęp do Internetu to kwota naprawdę śmieszna), natomiast podniosła by się "świadomość społeczna" potencjalnych użytkowników. A konkurencja, jak wiadomo (w wolnym świecie) jest pozytywna przede wszystkim dla klientów, co widać np. w poziomie usług telekomunikacyjnych i ich cen w naszym kraju.

Jedyną kwestią wymienioną przez DBS rozumiem w całej rozciągłości: "Sie=86=20 niepokoi obwieszczenie (...) NASK, że właśnie rozpoczyna on ożywioną współpracę techniczną z MSW". Tylko proszę mi wytłumaczyć, co to stwierdzenie, słuszne zresztą, ma wspólnego z tematem artykułu???

Dla kontrastu, zapraszam do lektury artykułu wstępnego w październikowym numerze PC Magazine po polsku. Nie będę już go cytował, ale p. Bogdan Miś (tak, ten sam!) pisze dla odmiany o tym, co w Maloce można znaleźć: CD-ROM-y, fora, telekonferencje (zresztą my już wiemy). Jedyny cytat z tego artykułu: "Maloka jest po prostu prowadzona profesjonalnie".

I tak już zupełnie na koniec informacja: od sierpnia Maloką zarządza zupełnie inna osoba.

Maciej Bębenek

maciej @ maloka.waw.pl