Malkontentom na pocieszenie

Im więcej nam się w życiu przydarza gorzkich sytuacji, na które w żaden sposób sobie nie zasłużyliśmy, tym większe ogarnia nas zwątpienie, czy jesteśmy panami swojego losu.

Im więcej nam się w życiu przydarza gorzkich sytuacji, na które w żaden sposób sobie nie zasłużyliśmy, tym większe ogarnia nas zwątpienie, czy jesteśmy panami swojego losu.

Życie łapie nas w pułapki dwóch postaw. W jednej zasadzce dumnie mówimy, że jesteśmy istotami wolnymi i do nas należy ostateczna decyzja, jak postąpić, jaką drogę wybrać, ku jakim celom zmierzać, jakimi wartościami się kierować, kogo uczynić szczęśliwym, a wobec kogo pozostać obojętnym. Bezdyskusyjnym dowodem wolności są konsekwencje naszego wyboru, które nieuchronnie - choć czasem nie od razu i w niespodziewanej postaci - ponosimy. Dzisiaj szczególnie lubimy głosić naszą wolność, aczkolwiek współcześnie nie dostrzegamy w niej nic wspólnego ze swobodą wyboru etycznego czy z historycznymi uwarunkowaniami, czyli zmianą ustroju. Uważamy, że jesteśmy wolni, bo możemy zmieniać miejsce pracy niemalże dla kaprysu i o własnej karierze mówić bez skrępowania. To jest wolność bogatych i wyedukowanych. Wolność ubogich polega na oglądaniu niezliczonej liczby filmów na wideo lub w telewizji i publicznego używania wideł do pomiatania władzą państwową.

W drugiej zasadzce tkwimy, gdy uważamy, że naszym życiem rządzi przeznaczenie i tak naprawdę nie mamy w nim nic do powiedzenia. Co ma być, to będzie. Na pocieszenie zostaje tylko zdolność do obserwowania swojego losu i złośliwego, gorzkiego lub pełnego satysfakcji komentowania jego przebiegu. Wbrew pozorom ta postawa dzisiaj też jest popularna - mimo demonstrowania opisanego umiłowania wolności - ale praktykowana jest raczej w zaciszu własnych myśli, rozliczeń, podsumowań, co nam się udało. A wiadomo, że wiele się nie udało i właściwie nie wiadomo dlaczego, bo przecież zrobiliśmy wszystko, aby się udało. No, więc widocznie tak miało być.

Wydawałoby się, że o wolności i przeznaczeniu człowiek powinien rozmyślać jedynie od "wielkiego dzwonu", gdy opuszcza dom rodziców, wydaje za mąż córkę albo przechodzi na emeryturę. Nie warto więc tego tematu podejmować w kontekście codziennych spraw, zwłaszcza zawodowych, przecież w istocie błahych, ulotnych i przemijających. A jednak warto. Przecież myśl o przeznaczeniu lub wolności przychodzi do głowy nawet wtedy, gdy naszym kierownikiem zostaje osoba, o której wiemy, że się z nią nie porozumiemy, albo wtedy, gdy atrakcyjna oferta pracy przychodzi dwa dni po podpisaniu znacznie mniej korzystnego kontraktu o zatrudnieniu, bądź wtedy, gdy nasz szef przyjmie do pracy kogoś, kto odmienia nasze życie w sferze całkiem niezawodowej, gdy nasze "tak" lub "nie" zdecyduje o upadku czyichś marzeń i planów albo realizacji naszych zamierzeń. Codziennie spotykają nas sytuacje, w których musimy przesądzić, kto jest ich autorem. My czy los.

Ani los, ani my samodzielnie. Otóż istotnie każdy człowiek ma swoje przeznaczenie - miejsce i swoją rolę na tym świecie, których sam sobie nie wyznacza. Ale trzeba być wolnym, aby mieć odwagę i zdolność spojrzenia w oczy swojemu przeznaczeniu, dostrzeżeniu go. Przeznaczenie nie jest granicą człowieka, jest jego dopełnieniem. Trzeba je przyjąć i wypełnić. Zmagać się z nim, jako z najważniejszym ludzkim wyzwaniem. Przeznaczenie nie jest kloszem nałożonym na ludzkie życie. Jest zadaniem, od którego nie ma sposobu, aby się uchylić. Każdy człowiek je wypełni, ale tylko człowiek wolny będzie świadomy tego, co przeżył. Warto o tym pamiętać, zanim z determinacją opuścimy ręce albo skierujemy głowę na mur. Jedno i drugie nie wyczerpuje możliwych postaw.


TOP 200