Magistracki urzędnik

W administracji samorządowej informatyk kariery finansowej raczej nie zrobi. Dopóki układ polityczny nie spowoduje, że dostanie się do zarządu miasta lub gminy, dopóty będzie zarabiał prawie o połowę mniej niż w dobrych, prywatnych firmach. Jednakże prestiż urzędnika magistrackiego - rzecz niebywała jeszcze kilka lat temu - i możliwość obcowania z wieloma systemami informatycznymi powodują, że chętnych do takiej pracy nie brak.

W administracji samorządowej informatyk kariery finansowej raczej nie zrobi. Dopóki układ polityczny nie spowoduje, że dostanie się do zarządu miasta lub gminy, dopóty będzie zarabiał prawie o połowę mniej niż w dobrych, prywatnych firmach. Jednakże prestiż urzędnika magistrackiego - rzecz niebywała jeszcze kilka lat temu - i możliwość obcowania z wieloma systemami informatycznymi powodują, że chętnych do takiej pracy nie brak.

Administracja samorządowa to struktura hierarchiczna ze stanowiskami i siatką płac narzuconymi przez ustawę o samorządzie terytorialnym i rozporządzenia rządu, którym samorządy muszą się podporządkować. Skoro ustawodawca przewidział, że pracownik wydziału urzędu - w zależności od stażu pracy - może zajmować stanowisko od młodszego referenta do inspektora, to tylko z zakresu obowiązków może wynikać, iż ktoś jest np. administratorem sieci lub analitykiem systemowym. Ten archaiczny przepis o ścisłym dopasowywaniu kwalifikacji pracowników do istniejących tytułów stanowisk frustruje nie tylko informatyków. W przyszłości będą oni zmuszeni do ustawicznego posługiwania się zakresem obowiązków, aby wytłumaczyć ewentualnemu nowemu pracodawcy, co kryło się pod enigmatycznym określeniem podinspektor.

Wydziałem informatyki zarządza naczelnik, podległy prezydentowi (burmistrzowi) miasta lub wójtowi bądź - znacznie częściej - sekretarzowi miasta lub gminy. Zarząd miasta (gminy) ustala siatkę płac na podstawie tabeli zaszeregowania, przygotowanej zgodnie z rozporządzeniem rządu.

Gra dodatkami

Pensja pracownika samorządowego składa z 4 elementów: płacy zasadniczej według kategorii zaszeregowania; dodatku służbowego, ustalanego samodzielnie przez zarząd miasta (gminy) na wniosek dyrektora wydziału (w przypadku zarządu - wskutek uchwały Rady Miasta); dodatku funkcyjnego - dla osób na stanowiskach kierowniczych w urzędzie - i dodatku za wieloletnią pracę.

Jak bardzo jest to skomplikowany system obliczeń, pokazuje uchwała Rady Miasta Gdańska w sprawie ustalenia wynagrodzeń członków zarządu miasta. Prezydent otrzymuje wynagrodzenie zasadnicze według XXI kategorii zaszeregowania w kwocie maksymalnej, tj. 1640 zł. Ponadto dodatki: funkcyjny w wysokości 175% najniższego wynagrodzenia w I kategorii zaszeregowania, tj. 410 zł, co stanowi kwotę 717,5 zł; służbowy w wysokości 200% sumy wynagrodzenia zasadniczego i dodatku służbowego (4715 zł). Wszystko to (nie licząc stażu pracy prezydenta Gdańska) daje kwotę 7072,5 zł, czyli różni się prawie 4,5 razy od wynagrodzenia zasadniczego!

Zwiększanie kwoty dodatku funkcyjnego informatyków to główna broń samorządowców przeciw drenującym rynek prywatnym firmom i dużym międzynarodowym koncernom. Są także inne metody - jak oddanie do dyspozycji pracownikowi po okresie próbnym telefonu komórkowego lub regularne delegowanie go na kosztowne szkolenia i seminaria (również zagraniczne). W ostatnim przypadku pracownik musi jednak je "odpracować" (minimum 1 rok).

Mozolna kariera

Jednak młodzi ludzie, po nabyciu pierwszych doświadczeń zawodowych, szukają szczęścia poza administracją. Firmy chętnie przyjmują byłych urzędników (nie dotyczy to tylko informatyków), ponieważ liczą na ich znajomość układów w gminie i otrzaskanie z urzędniczym żargonem i stylem pracy. Dyrektorzy wydziałów informatyki muszą więc pogodzić się z fluktuacją młodych kadr. Zdarzają się jednak absolwenci uczelni, wybierający stabilizację (8-godzinny dzień pracy, wszystkie soboty wolne, płatne nadgodziny) i status urzędnika samorządowego. Ponadto osoby te często uczestniczą w pracach nad tworzeniem i wdrażaniem zintegrowanych systemów wspomagania zarządzania oraz nadzorują pracę kilkuset komputerów. Przykładowo Urząd Miasta Szczecina obejmuje sieć 2000 stanowisk w 500 pomieszczeniach dla 700 pracowników. W Urzędzie Miasta Łodzi pracuje 1800 osób w większości korzystających z sieci. Dla informatyków to nieustanna konieczność doskonalenia się i zbieranie doświadczeń, jak pracować w skomputeryzowanej i rozproszonej organizacji (np. Urząd Miasta Krakowa mieści się w 7 budynkach).

W strukturze jednostek administracji samorządowej trudno mówić o szybkiej karierze. Przepisy administracji publicznej cenią wyżej staż pracy i dyplom magisterski niż rzeczywiste umiejętności. Świeżo upieczony absolwent uczelni wyższej po kierunku informatycznym - bez udokumentowanego stażu pracy, lecz z poważnym doświadczeniem w administrowaniu siecią akademicką i po zagranicznych stażach - może zostać przyjęty do wydziału informatyki na stanowisko młodszego referenta z pensją ze wszystkimi dodatkami ok. 800 zł. Jeżeli szefowi wydziału informatyki będzie zależało na tym pracowniku, może specjalnie dla niego wynegocjować ekstra dodatek służbowy, sięgający nawet 1000 zł (z reguły młody pracownik otrzyma ok. 300 zł tego dodatku).

Po trzech latach pracy (może z takim stażem przyjść już do magistratu) pracownik awansuje na stanowisko inspektora ze średnią pensją ok. 1300 zł. Jako kierownik działu zarobi ok. 2000 zł. Gdyby został naczelnikiem wydziału bądź dyrektorem wydziału (biura), może liczyć na pensję większą niż 3000 zł, będąc zwierzchnikiem 50 pracowników (np. w Łodzi) lub 30 (w Krakowie lub Szczecinie). Można jednak zauważyć różnice między pensjami informatyków a innych pracowników samorządowych - i to nie zawsze z korzyścią dla pierwszych. W Łodzi rozpiętość płac np. na stanowisku dyrektora wynosi ok. 1000 zł. Dyrektor Biura Informatyki zarabia o ponad 700 zł więcej niż miejski konserwator zabytków (ok. 2500 zł), a mniej o 200 zł od dyrektora Wydziału Finansowego (ok. 3500 zł). Gdyby zaś zdecydowali się zostać lokalnymi politykami i wygrali wybory do władz samorządowych, mogą liczyć na pensje w zarządzie miasta od 5000 zł (członek zarządu miasta Łodzi i Gdańska) do 15 tys. zł (burmistrz gminy Warszawy Centrum, prezydent stolicy).

Zmiany?

Dopóki samorządy nie wywalczą niezależności w ustalaniu polityki kadrowej od struktur administracji rządowej, dopóty trudno oczekiwać reformy siatki płac. Pierwszą jaskółką zmian są stosowane przez niektóre zarządy metody wyceny stanowisk pracy, ograniczone niestety do szczebla kierowniczego. Nie używa się natomiast żadnego ogólnoświatowego standardu w ocenie wartości pracy (np. metoda HAY), który mógłby spowodować większe powiązanie płac z umiejętnościami pracownika.