Magia tytułów

Przebywanie z ludźmi nauki nadaje spotkaniom splendoru. Im więcej przed nazwiskiem osobistość posiada skrótów i kropek, tym większe poważanie Zarządu wzbudza.

Przebywanie z ludźmi nauki nadaje spotkaniom splendoru. Im więcej przed nazwiskiem osobistość posiada skrótów i kropek, tym większe poważanie Zarządu wzbudza.

Lokalny Informatyk jako zwykły ćwierćinteligent nie ma możliwości ani śmiałości, aby porównywać swoje trywialne "mgr inż." z jakże wspaniale brzmiącymi "prof. zw. dr hab. inż.", przewyższającymi jego tytuł długością (22 znaki ze spacjami licząc lub 18 bez nich w stosunku do jego skromnych 8 znaków ze spacją lub 7 bez niej), nie mówiąc już o liczbie wspaniałych kropek (stosunek 4 do 1 - kropki nad literą "ż" zostały dla uproszczenia rachunku pominięte). Niemniej Lokalny Informatyk nosi swój tytuł z godnością i w prostocie swej jest nawet z niego dumny. Zna bowiem swoją moc - to, co mu sprzed nazwiska umknęło, weszło w innej postaci do jego głowy jako umiejętności praktyczne. Czasami jednak żałuje, gdy w towarzystwie naukowym obracając się, czuje się jak biedna mysz kościelna.

Rozmawiał kiedyś prywatnie z profesorem informatyki o losach życia zawodowego. Profesor nawet chętny był do przejęcia kierownictwa naukowego nad Lokalnym. Nic z tego, oczywiście, nie wyszło - nie w wyniku tępoty Lokalnego, ale wskutek jego przeciążenia obowiązkami natury jak najbardziej praktycznej, a zdobywaniem pieniędzy w szczególności. Lokalny Informatyk skarżył się na nikczemność swoich zajęć związanych z eksploatacją systemów, na co profesor dawał przykłady ze swego życia zawodowego: "Bo wie pan, gdy nie pracowałem jeszcze naukowo, a usłyszałem o eksploatacji, to w momencie odcinałem się od tematu". "Nic dziwnego, że miał czas na zajmowanie się nauką" - pomyślał Lokalny Informatyk. W każdym razie najgorzej być doktorem, bo to ni pies, ni wydra.

Pewien znajomy kierownik działu informatycznego (tylko "mgr") podczas rozmowy stwierdził, co następuje: "U mnie kable kładą doktorzy", co było rzeczywiście zgodne z prawdą. Tak więc Lokalny Informatyk nie śmie nawet już pomyśleć o robieniu doktoratu. Ze strachu, aby nie musiał się okablowaniem zajmować. Poszedłszy jednak za przykładem swego kolegi, a może trochę z zazdrości, doprowadził do tego, że też ma doktora na stanie. To Serwisowy - niezwykle operatywne chłopisko - i bystry, bo pracę naukową napisał, i praktyczny. Profesorów jednak w swym dziale Lokalny nie posiada i nie będzie. Po pierwsze, żaden profesor nie zechciałby się do tego zniżyć, po drugie mógłby tylko coś zepsuć, a po trzecie stawek takich żądają, że ze trzech Serwisowych dałoby się obdzielić. Czasami Lokalny ma przemyślenia i żałuje, iż może zbytnio jest wykształcony. Bo w końcu ten "mgr inż." to tak, jakby z przydziału. Ani nie dodaje poważania, a tylko blokuje dostęp do najwyższego stanowiska w państwie.

Piotr Schmidt (agent zakładowy)


TOP 200