Mądrzy przed szkodą

Kilkadziesiąt polskich instytucji finansowych i zakładów przemysłowych zainwestowało w stworzenie centrów zapasowych systemów informatycznych. Zdaniem firm oferujących te usługi w Polsce, odsetek przedsiębiorstw, które są w stanie w szybkim tempie powrócić do pracy po katastrofie, jest znacznie mniejszy niż na Zachodzie. Koszt budowy lub dzierżawy ośrodka awaryjnego wynosi od kilkudziesięciu tysięcy do kilku milionów USD.

Kilkadziesiąt polskich instytucji finansowych i zakładów przemysłowych zainwestowało w stworzenie centrów zapasowych systemów informatycznych. Zdaniem firm oferujących te usługi w Polsce, odsetek przedsiębiorstw, które są w stanie w szybkim tempie powrócić do pracy po katastrofie, jest znacznie mniejszy niż na Zachodzie. Koszt budowy lub dzierżawy ośrodka awaryjnego wynosi od kilkudziesięciu tysięcy do kilku milionów USD.

Według danych, którymi posługują się specjaliści od centrów "disaster recovery", w krajach zachodnich 50% firm, które w ciągu 10 dni nie uruchomią ponownie swoich centrów obliczeniowych, nigdy nie wróci do poprzedniej pozycji finansowej. Natomiast 90% przedsiębiorstw, które w ogóle nie ma planów na wypadek katastrofy, zniknie z rynku w ciągu 5 lat od tego wydarzenia.

Coraz więcej firm pracuje praktycznie 24 godziny na dobę. Kiedy zamykane są biura i oddziały, w nocy odbywa się przetwarzanie danych. Nie ma czasu na przestoje. Większość firm tworzy regularnie kopie zapasowe swoich danych na różnego typu nośnikach. Te natomiast przechowywane są w sejfach, które są odporne na działanie temperatury ok. 800 stopni nawet przez kilka godzin. Firmy ubezpieczają się także od następstw nieszczęśliwych wypadków.

Straty w milionach

Często jednak ubezpieczenie, archiwizacja i przechowywanie danych w bezpiecznym miejscu nie wystarcza. Koszt kilkugodzinnego przestoju banku w krajach zachodnich szacowany jest na kilkaset tysięcy - kilka milionów USD. Informatycy z polskich banków, a przede wszystkim firmy oferujące zabezpieczenie danych chętnie powołują się na zachodnie szacunki, choć z pewnością w Polsce straty te są o rząd wielkości mniejsze. Niewątpliwie zarówno w Polsce, jak i w krajach zachodnich instytucja, która utraciła część danych wskutek awarii czy kataklizmu - oprócz wymiernych strat gotówkowych - traci jednocześnie zaufanie klientów.

Dlatego też instytucje finansowe, firmy telekomunikacyjne i przedsiębiorstwa przemysłowe tworzą tzw. centra "disaster recovery", których zadaniem jest możliwie najszybsze przejęcie obowiązków podstawowego systemu informatycznego w przypadku katastrofy, takiej jak pożar, huragan czy trzęsienie ziemi. Mają one zapewnić ciągłość pracy - dostęp do danych i aplikacji.

Dwa wyjścia

Jak twierdzą pracownicy firm oferujących na polskim rynku usługi związane z budową i utrzymywaniem w ciągłej gotowości centrum zapasowego, na początku konieczna jest ocena wpływu awarii na działalność przedsiębiorstwa pod względem "wrażliwości" poszczególnych procesów biznesowych. Określa się źródła ryzyka, przypisując im odpowiednią wartość. Na podstawie tego typu analizy szacowana jest wysokość strat, jakie przedsiębiorstwo może ponieść wskutek katastrofy oraz wartość usługi.

Podobnie jak na całym świecie, polskie przedsiębiorstwa, które decydują stworzenie centrów "disaster recovery", mają dwie możliwości - stworzyć je samodzielnie lub powierzyć ich budowę i utrzymanie zewnętrznej firmie. W pierwszym przypadku koszt wyniesie prawdopodobnie od 100 tys. USD nawet do kilku mln USD. Zazwyczaj tańszym rozwiązaniem jest zawarcie umowy z firmą komputerową, która na określony czas wynajmie pomieszczenie z odpowiednim sprzętem i oprogramowaniem.

U partnera

Niższy koszt korzystania z usług zewnętrznej firmy związany jest m.in. z tym, że do jednego centrum przypisanych jest kilku klientów. Płacą oni wtedy miesięczną lub roczną opłatę za to, że dana firma zobowiązuje się do uruchomienia w każdej chwili zapasowych serwerów i aplikacji, które przejmą określone obowiązki podstawowego systemu. Klient nie płaci za utrzymywanie drogich serwerów i specjalistów, a co ważniejsze - nie musi kupować zapasowej maszyny. W Polsce tego typu usługi oferują Digital Equipment i Hewlett-Packard, a w ciągu kilku miesięcy planuje uruchomić je również .

"W przypadku awarii typowa procedura polega na tym, że klient przyjeżdża do naszej siedziby i odtwarza swoje dane z kopii zapasowych. Udostępniamy mu także pomieszczenia, w których może pracować jego personel. Trwa to zwykle dzień. Jak do tej pory, żaden z naszych klientów nie musiał realizować planu awaryjnego" - stwierdza Jerzy Stycharczyk z działu usług profesjonalnych Hewlett-Packard Polska Sp. z o.o. W Niemczech i Anglii koncern dysponuje ciężarówkami, w których zbudowano "przenośne" centra, umożliwiające odtwarzanie systemu na wypadek awarii.

Firmy, które dzierżawią swoim klientom centra obliczeniowe, podkreślają konieczność trzymania kopii zapasowych w innym miejscu niż serwery, które z dużym prawdopodobieństwem będą niedostępne w przypadku pożaru czy wybuchu. Na Zachodzie przechowywaniem danych klienta zajmują się wyspecjalizowane firmy.


TOP 200