MULTIMEDIALNY SZLAK

Wiosną 1994 r. w pewnej instytucji wojskowej miał miejsce pokaz programu multimedialnego zapisanego na CD-ROM. Widzowie - wojskowi i cywile - po raz pierwszy zobaczyli, że komputer może służyć do łączenia różnych form informacji: animacji, dźwięku i tekstu. I choć instytucja ta zajmowała się wydawaniem drukowanych materiałów promocyjnych, nikt nie potraktował poważnie propozycji młodych informatyków - stworzenia Multimedialnego Informatora o Wojsku Polskim. W świadomości przeciętnego urzędnika CD-ROM jawił się jako kosztowna zabawka (koszt jego wykonania oceniano na ok. 80 mln starych złotych -równowartość opracowania i druku 5000 biuletynów w formacie A5).

Wiosną 1994 r. w pewnej instytucji wojskowej miał miejsce pokaz programu multimedialnego zapisanego na CD-ROM. Widzowie - wojskowi i cywile - po raz pierwszy zobaczyli, że komputer może służyć do łączenia różnych form informacji: animacji, dźwięku i tekstu. I choć instytucja ta zajmowała się wydawaniem drukowanych materiałów promocyjnych, nikt nie potraktował poważnie propozycji młodych informatyków - stworzenia Multimedialnego Informatora o Wojsku Polskim. W świadomości przeciętnego urzędnika CD-ROM jawił się jako kosztowna zabawka (koszt jego wykonania oceniano na ok. 80 mln starych złotych -równowartość opracowania i druku 5000 biuletynów w formacie A5).

Wydawnictwa książkowe, szybko oswoiły się z nowym medium. Największe z nich, takie jak: Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne czy Wydawnictwa Naukowe PWN Sp. z o.o., mają już swoje publikacje multimedialne. Grupa Muza SA i Prószyński i S-ka SA kończą przygotowania do wydania własnych CD-ROM-ów. Zdecydowanym liderem na tym rynku staje się holding multimedialny Edukacja i Rozrywka, który łączy doświadczenia typowych wydawnictw, takich jak Pascal (spółka akcyjna Optimus-Pascal) czy firm komputerowo-wydawniczych (Optimus-Nexus), z przebojowością i pieniędzmi producenta i dystrybutora komputerów - koncernu Optimus SA.

Multimedia a młodość

Paradoksalnie, nasz opóźniony start w multimedia jest naszym atutem. Możemy uczyć się na błędach innych i korzystać z ich doświadczeń, a przede wszystkim stosować najnowsze technologie. To, co pojawi się na świecie, ma szansę w tym samym czasie trafić na biurko projektanta multimediów w polskiej firmie.

Najpoważniejszym problemem pozostaje zatem niewielka liczba osób, które potrafią tworzyć grafikę i programować na potrzeby CD-ROM-ów. A nie ma w Polsce szkoły która by tego uczyła. Wygląd programu multimedialnego i jego funkcjonalność to przysłowiowa pięta achillesowa wydanych płyt. I jeszcze jedno: twórca scenariusza multimedialnego z reguły dopiero w trakcie trwania projektu poznaje tajniki tego medium. Uzmysławia sobie, że CD-ROM nie jest książką w której wszystko jest prezentowane liniowo. Często między wydawcą a autorem scenariusza dochodzi do konfliktów. Dla wydawcy najbardziej dokuczliwym jest niemożność dotrzymania terminów ukończenia prac scenariuszowych. Autorzy polskich CD-ROM-ów wywodzą się przede wszystkim ze środowisk naukowych. "Dla naukowców, którzy przystępują do prac nad scenariuszem multimedialnym, pojęcie czasu ma inny wymiar niż w biznesie. Kładą oni na szalę swój autorytet, dlatego ważą każde słowo i opinię, co prowadzi do opóźnień w produkcji" - mówi Robert Konstanty, wiceprezes Optimusa SA, odpowiedzialny za grupę Optimus Edukacja i Rozrywka. Miejmy nadzieję, że kiedy rynek nowych mediów okrzepnie, pojawią się zespoły autorskie wyspecjalizowane w pisaniu scenariuszy multimedialnych. Obecnie w polskich firmach multimedialnych średnia wieku pracowników oscyluje poniżej 30 lat. Często są to studenci pierwszych lat studiów różnych kierunków (technicznych, humanistycznych, sztuk pięknych). - "W naszym holdingu średnia wieku wynosi 24 lata. Młodzi duchem, nie boją się "odlotu". Cóż, w pewnym wieku trudno przełamać barierę, jaką tworzy nowa technika. Na świecie ludzie z tej branży nierzadko przekroczyli 50 lat. Tylko, że tam ten biznes kręci się od ładnych paru lat" - mówi Robert Konstanty. Natomiast Piotr Płóciennik, redaktor naczelny Wydawnictw Elektronicznych "Impresja" z Poznania twierdzi, że "wiek kalendarzowy nie jest najważniejszy, liczy się raczej stan ducha".

Multimedia a własna drukarnia

Proces powstawania programu multimedialnego wymaga udziału dużego zespołu grafików, scenarzystów, programistów itd. - "Robimy własne płyty od początku do końca. U nas powstaje seria Geografia Świata. Całkowicie nasza jest również koncepcja serii (na razie ukazała się płyta "Ziemia we wszechświecie"), interefejs, obróbka zdjęć, animacje. Przy produkcji jednej tego typu płyty bierze udział 10-20 osób. Każdą płytę tworzy oddzielny zespół, któremu przewodzi redaktor prowadzący, odpowiedzialny za proces redakcji i produkcji" - mówi Piotr Płóciennik. W większości nie są to osoby zatrudnione na etat. Tylko nieliczni z nich są etatowymi pracownikami "Impresji', reszta pracuje na podstawie umów autorskich i umów o dzieło. Powstają firmy specjalizujące się w tej dziedzinie, które chcą zarabiać na świadczeniu usług realizatorskich przy produkcji multimediów. Wśród nich wyróżnia się wrocławski , wykonawca Multimedialnej Encyklopedii PWN. Jego klientami są m.in. PWN i WSiP, a także Wydawnictwo Bellona, które wprawdzie mają własne redakcje multimedialne, ale ukierunkowane na stronę merytoryczną, handlową i prawną tego typu przedsięwzięć. "W Wydawnictwach Szkolnych i Pedagogicznych nie tworzymy na razie żadnego działu technologicznego" - mówi Wojciech Jędrychowski, kierownik Redakcji Realizacji Wielomedialnych WSiP. - "Zastanawiamy się, czy nie powinniśmy jednak zatrudnić kilku osób do tworzenia pionu informatycznego naszych programów (tzw. grupa realizatorska). Kiedy startowaliśmy trzy lata temu, firmy komputerowe nie były w ogóle przygotowane do oferowania usług multimedialnych. Uznaliśmy, że w takiej sytuacji trzeba działać dwutorowo: jedna grupa specjalistów zajmuje się pisaniem scenariusza merytorycznego, druga przetwarza go w program komputerowy. Poza tym wciąż jest widoczna dominacja środowisk komputerowych nad twórcami scenariuszy. Komputerowcy mówią: "Dajcie nam dobry scenariusz, a my zrobimy resztę", a środowiska "scenariuszowe" nie dość, że są niezbyt przygotowane do napisania takiego scenariusza, to z reguły niezadowolone z efektów pracy specjalistów od technologii komputerowych. Oni zaś nie nadążają za nowinkami w tej branży. Dlaczego WSiP nie ma własnych grup realizatorskich? Nie tak łatwo wywalczyć etaty i zdecydować się wydawnictwu tradycyjnemu na inwestowanie w nową dziedzinę, która bardziej jest związana z branżą komputerową niż wydawniczą".

Przypomina to odwieczny problem wszystkich wydawnictw: czy mieć własną drukarnię, czy też drukować gdziekolwiek, byleby tylko wykonano to dobrze?


TOP 200